Wnuk Castro chce dogadać się z Trumpem. Ujawniono jego warunek
Nieoczekiwany i zaskakujący ruch na szczytach totalitarnej władzy u naszych zachodnich sojuszników. Raul Guillermo Rodriguez Castro zabrał publicznie głos za sprawą obszernego wywiadu udzielonego dziennikowi “USA Today” (co stanowi pierwszą tego typu rozmowę z amerykańskimi mediami).
Wnuk kubańskiego dyktatora oficjalnie poinformował Waszyngton o pełnej gotowości do negocjacji w sprawie przyszłości państwa.
– Mogę negocjować z każdym przedstawicielem wyznaczonym przez Stany Zjednoczone. Jeśli nadarzy się okazja, także z Trumpem – zadeklarował na łamach dziennika Rodriguez Castro.
Czytaj także: Szef Pentagonu ostrzega Kubę. “Zobaczymy, co się wydarzy”
Oświadczył również, że władze w Hawanie są gotowe uwolnić “osoby uznane za więźniów politycznych”, co jednak obwarowane byłoby spełnieniem określonych warunków stawianych przez reżim. Przekonując o możliwości ustępstw, zastrzegł jednocześnie, że “nigdy nie poświęci zasad kubańskiej rewolucji z 1959 r. ani suwerenności narodu”.

“El Cangrejo” z pominięciem sankcji. To on wejdzie na szczyt władzy?
Raul Guillermo Rodriguez Castro (znany szerzej pod pseudonimem “El Cangrejo” – Krab) to najstarszy z wnuków Raula Castro i jednocześnie syn zmarłego generała Luisa Alberto Rodrigueza Lopeza-Calleji. Dziennikarze “USA Today” oceniają, że choć na papierze mężczyzna wciąż pozostaje bez oficjalnych funkcji decyzyjnych państwa i stroni od mediów rządowych, to reżim od dawna celowo przygotowuje go do roli namiestnika narodu.
Z ustaleń gazety wynika, że mężczyzna prężnie wykorzystuje powiązania nieoficjalne, utrzymując twarde kontakty z amerykańskim biznesem, otoczeniem Białego Domu, a także wysoko postawionymi członkami nowej administracji państwowej (w tym z samym sekretarzem stanu USA Marco Rubio). Zdumiewający jest także fakt, że “Krab” nie został oficjalnie objęty szerokimi amerykańskimi sankcjami dyplomatycznymi – w przeciwieństwie do dziesiątek powiązanych firm oraz najważniejszych przedstawicieli totalitarnego reżimu, jak prezydent Miguel Diaz-Canel.

Zdaniem Ricarda Herrery, szefa grupy zadaniowej Cuba Study Group, zrzeszającej kubańsko-amerykańskich liderów, brak dotkliwych sankcji wobec tego mężczyzny oznacza, że w administracji Donalda Trumpa narodziło się mocne przekonanie o tym, że Rodriguez Castro odegra główną rolę w pośredniczeniu w historycznych zmianach na wyspie.
Czytaj także: Po Iranie czas na Kubę? Ludzie Trumpa przygotowują się na lato
Wolny rynek w Hawanie i trudna przeszłość dziadka
Wydarzenia za kulisami państwowymi w stolicy Kuby zdają się potwierdzać domysły o ogromnych wpływach Castro w kreowaniu kierunku dla ojczyzny. Podczas rozmowy z “USA Today” powołał się na świeże reformy rządu, które ostatecznie przegłosował kubański parlament 18 czerwca. Pakiet ten zaskoczył analityków poprzez ostre naruszenie twardego, socjalistycznego modelu gospodarczego i wprowadzenie powiewu wolnego rynku.
Według informacji dziennika to właśnie “Krab” osobiście wykorzystał całą polityczną i urzędniczą siłę przebicia do popchnięcia tych zmian na wokandę.

Część obserwatorów podchodzi jednak do jego politycznych prób nawiązania zgody z Waszyngtonem z olbrzymim dystansem, wiążąc siłę “El Cangrejo” wyłącznie z faktem, że jest “uosobieniem swojego dziadka” i będzie władał władzą wyłącznie tak długo, dopóki ten wciąż żyje.
Szanse na polityczne pojednanie mogą zostać zachwiane chociażby przez fakt, że w maju amerykański wymiar sprawiedliwości oskarżył zaocznie 94-letniego Raula Castro o zmowę, której rezultatem stało się brutalne zabójstwo czterech osób na terenie kraju (w tym trójki obywateli USA).