Kryzys w zdrowiu. Czarne chmury nad szefem NFZ
Nieoficjalnie nasi rozmówcy twierdzili dotąd, że celem spotkania jest m.in. zdecydowanie, z jakim pakietem reformującym system ochrony zdrowia wyjdzie wkrótce rząd. W grę – jak podawaliśmy – wchodziły takie kwestie jak wprowadzenie ograniczenia wynagrodzeń lekarzy, bardziej precyzyjna ewidencja czasu ich pracy (tachografy) i odejście od pracy na akord (procent od wykonanej procedury). Możliwe, że ustalenia z tego spotkania zostaną przedstawione w czwartek parlamentarzystom KO. – Zakładam, że zostaniemy przygotowani na to, by wiedzieć, jakie ustawy trafią do Sejmu i jak ich bronić – mówi nam jeden z parlamentarzystów KO.
Ale rzecznik rządu Adam Szłapka – pytany na konferencji prasowej, czy to ta zapowiadana przez premiera “poważna rozmowa” z kierownictwem NFZ – stwierdził, że nie i że jest to wcześniej zaplanowane spotkanie, także z udziałem minister zdrowia i ministra finansów, dotyczące finansowania NFZ. Rzecznik gabinetu Donalda Tuska, pytany, czy należy się spodziewać politycznych dymisji w związku z aferą wokół Szpitala Południowego i zarobków lekarzy, uwagę skierował tylko na działania stołecznego ratusza.

– Szereg działań podjął prezydent Warszawy. Zarówno rada nadzorcza, jak i zarząd, i dyrekcja szpitala zostały odwołane. Czy będą dalsze konsekwencje, to już pytanie do miasta – odpowiedział Szłapka.
Mimo to ciemne chmury nad prezesem NFZ Filipem Nowakiem zbierają się co najmniej od 11 czerwca. Tego dnia – jak pisaliśmy w Wirtualnej Polsce – został on pozbawiony funkcji przewodniczącego Rady ds. Taryfikacji, działającej obok Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT).
– W przypadku nieobecności lub braku przewodniczącego pracami Rady kieruje wiceprzewodniczący, co zapewnia ciągłość jej funkcjonowania – podkreśla Karolina Gruszczyńska z AOTMiT.
To gremium opiniodawczo-doradcze wobec AOTMiT, ale zdaniem naszych rozmówców znających polski system ochrony zdrowia, w praktyce Rada miała duże przełożenie na to, jak wyceniane są świadczenia medyczne (a w nich “zaszyte” są też wynagrodzenia dla lekarzy).
– Nie łączyłbym jednak tego ze sprawą afery w Szpitalu Południowym, raczej pojawiało się zbyt wiele głosów, że szef NFZ ma konflikt interesów, jeśli chodzi o przewodniczenie Radzie, bowiem jako przedstawiciel instytucji-płatnika jest zainteresowany jak najniższą wyceną świadczeń – argumentuje jeden z rozmówców.
Tyle że to, co wydarzyło się niedługo potem, już dużo bardziej można wiązać z aferą w Szpitalu Południowym i – powstałą na jej kanwie – ogólnopolską dyskusją o wysokich zarobkach lekarzy i potrzebie głębszych reform. 23 czerwca, tuż przed posiedzeniem rządu, premier Donald Tusk stwierdził, że czeka go “poważna rozmowa z szefostwem NFZ”. – Bo ja jednak wykluczam to myślenie, że NFZ, odpowiedzialny za płacenie pieniędzy placówkom, był tak długo zupełnie bezradny, jeśli chodzi o kontrolowanie i egzekwowanie przepisów prawa – stwierdził szef rządu.
Czy spadną głowy?
Teraz otwarcie z postulatem dymisji szefa NFZ wyszedł szef resortu cyfryzacji Krzysztof Gawkowski (Lewica), który powiedział o tym w TVN24. – Odpowiedzialność za sytuację w ochronie zdrowia ponosi Narodowy Fundusz Zdrowia, a prezesa tej instytucji należy odwołać – skwitował w wywiadzie.

Tyle że Nowak miałby położyć głowę za aferę w szpitalu, za który jako właściciel jest odpowiedzialny warszawski ratusz. Prezydent Rafał Trzaskowski, jak na razie, poprzestał na wymianie władz szpitala, ale nikogo wyżej konsekwencje nie spotkały. Z drugiej strony także w koalicji pojawia się presja, by nastąpiła jakaś reakcja na szczeblu rządowym.
– Dokładnie nie wiadomo kiedy, ale wcześniej czy później prezes NFZ jest do odstrzału. To będzie zależało od tego, jak sprawa będzie się rozkręcała, tym bardziej że coraz więcej rzeczy będzie wychodziło – mówi koalicyjny polityk.
Wśród części polityków KO pojawiają się opinie, że najłatwiej będzie “zrzucić z sań” właśnie prezesa NFZ, który na tę funkcję trafił jeszcze w czasach PiS.
Od jednego z sejmowych rozmówców słyszymy, że Nowak “to człowiek Arłukowicza, wprowadził go do mazowieckiego NFZ”. Z kolei to Niedzielski powołał go na szefa NFZ i wysłał do Rady ds. Taryfikacji.
– O Filipie Nowaku mogę powiedzieć tyle: pracowaliśmy razem, ale nie byłbym w stanie stwierdzić, na kogo głosuje w wyborach. To po prostu ekspert – uważa Janusz Cieszyński z PiS, były wiceminister zdrowia. Prezes NFZ może liczyć także na sympatyków w KO.
– Trochę byłoby szkoda, gdyby został odwołany, bo jest całkiem sprawny. Jego jedyna wina to, że był wskazany w czasach PiS. Ale to łatwiejsza ofiara do złożenia niż taka Sobierańska-Grenda. Inna sprawa, że i Sobierańska-Grenda, i wcześniej Leszczyna kładły na stole jakieś rozwiązania w kwestii ochrony zdrowia i obie otrzymały czerwone światło od kierownika – mówi poseł KO.
Podobne zdanie ma inny z naszych rozmówców, którego zdaniem, jeśli premier zdecyduje się na wyciągnięcie konsekwencji personalnych w tej sprawie, to oczywistym wyjściem jest najpierw prezes NFZ. – Tuskowi prościej będzie odwołać szefa NFZ niż minister zdrowia, która była jego osobistym pomysłem na “odpolitycznienie i odpartyjnienie” resortu – podkreśla nasz rozmówca.

W koalicji spekuluje się także, jak długo ministrem zdrowia będzie Jolanta Sobierańska-Grenda. To, co miało być jej atutem, czyli status menedżera nieuwikłanego w działalność partyjną, dla części polityków koalicji staje się jej obciążeniem.
Resort bez przełożenia na politykę
Nasi rozmówcy zastanawiają się w kontekście pomysłów personalnych, czy w takim razie od samego mieszania herbata zrobi się słodsza. Bo w obecnym kształcie systemu NFZ jest przede wszystkim płatnikiem, a choć do jego zadań należy “monitorowanie oraz ocena jakości i dostępności, a także analiza kosztów świadczeń opieki zdrowotnej”, to ma to służyć prawidłowemu zawieraniu umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej.
Natomiast nie ma uprawnień władczych. Te należą do właścicieli szpitali czy przychodni, czyli np. samorządów w przypadku szpitali miejskich, powiatowych czy wojewódzkich, do ministrów w przypadku szpitali np. MSWiA czy MON, lub uczelni wyższych. A wychodzące co chwila na jaw fakty dotyczące Szpitala Południowego w Warszawie wskazują raczej na warszawski samorząd. Z kolei kwestia często horrendalnych zarobków lekarzy to kwestia kształtu systemu, w którym często zadłużone szpitale wzajemnie podbijają stawki dla lekarzy, żeby spełnić wymogi i móc kontraktować świadczenia z NFZ.
Dlatego w tym kontekście cały czas wraca kwestia zmian systemowych, które miałyby uzdrowić sytuację. Tym bardziej że mimo tego, że tzw. ustawa nakładowa, która wyznacza rosnące wydatki w relacji do PKB na ochronę zdrowia, jest realizowana ponad plan, to cały czas pieniędzy z budżetu jest mniej niż wymaga system. W tym roku luka w finansowaniu zdrowia wynosi około 17 mld zł i to mimo tego, że już kilka miliardów ponad plan popłynęło do systemu. W przyszłym roku dotacja budżetowa ma być zwiększona z 26 mld zł (tyle miała wynieść w tym roku) do 35 mld zł, a mimo to luka nadal ma być na poziomie 20 mld zł.
Stąd udział w rozmowach z minister zdrowia i szefem NFZ także ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Ponieważ rząd ma dylemat: przy obecnym systemie dokręcenie kurka z pieniędzmi oznacza zmniejszenie liczby świadczeń w systemie.