Ukraiński poligon przyszłości. Jak NATO testuje tam broń
Najlepszym przykładem jest brytyjski Stone Cloak. Londyn właśnie przekazał Ukrainie prawa własności intelektualnej do tego systemu, dzięki czemu Ukraińcy będą mogli produkować je samodzielnie. Brytyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że tysiące urządzeń zostały już przekazane Ukrainie. Stone Cloak ma rozmiary mniej więcej tabletu i służy do zakłócania pracy systemów obrony przeciwlotniczej, utrudniając im wykrycie i śledzenie dronów.
Najciekawsze jest jednak to, co będzie dalej. Brytyjczycy planują wykorzystać doświadczenia zdobyte na Ukrainie przy rozwoju własnych środków rażenia dalekiego zasięgu. Stone Cloak ma trafić między innymi do rozwijanego Project Brakestop, czyli taniego pocisku manewrującego nowej generacji.

To ciekawy krok. Wielka Brytania nie czeka, aż projekt zostanie zakończony, a system wyprodukowany w dużej ilości i dopiero wtedy wysłany na wojnę. Najpierw daje go Ukraińcom, obserwuje zachowanie podczas walki, zbiera informacje i pozwala na dalsze rozwijanie technologii. Transfer praw do produkcji dodatkowo przyspiesza cały proces.
Niemieckie testy
Podobnie wygląda historia części nowych bezzałogowców. Niemiecki Helsing rozwija HX-2, czyli drona uderzeniowego wykorzystującego sztuczną inteligencję. Maszyna ma być zdolna do działania również przy zakłóceniach łączności i może współpracować z innymi dronami.
Ukraina nie jest dla tego projektu wyłącznie odbiorcą gotowego produktu. To właśnie tam można sprawdzić, czy algorytmy rzeczywiście radzą sobie z warunkami, w których przeciwnik aktywnie zakłóca łączność, zmienia sposoby maskowania celów i stosuje rozbudowaną obronę przeciwlotniczą.
Jeszcze ważniejszy jest kierunek, w którym rozwijają się takie konstrukcje. Zachodnie armie zaczynają odchodzić od założenia, że każdy bezzałogowiec musi być przez cały czas sterowany przez człowieka. Coraz większe znaczenie ma autonomia. Dron ma sam wykryć interesujący obiekt, rozpoznać go, wybrać sposób podejścia i utrzymać działanie nawet po utracie łączności z operatorem. A żaden poligon, nawet najbardziej realistyczny, nie jest w stanie zapewnić takich informacji jak realny konflikt zbrojny, gdzie system musi zmierzyć się z realnym przeciwnikiem, wykorzystującym swoje najnowsze systemy.

Kompleksowy system
Jeszcze większe znaczenie ma rozwój środków przeciwdziałania dronom. Wojna w Ukrainie pokazała, że nie da się budować obrony powietrznej wyłącznie z drogich pocisków. Jeżeli przeciwnik może wysłać setki tanich bezzałogowców, obrońca musi dysponować rozwiązaniami, których koszt i zużycie można zaakceptować przy takiej skali ataku.
NATO już dostosowuje do tego swoje programy. W maju podczas Technical Interoperability Exercise 26 w Holandii testowano ponad 60 rozwiązań przeciwdronowych oraz 40 aplikacji dowodzenia i kierowania. W ćwiczeniu uczestniczyło około 300 osób, 40 firm z 11 państw NATO oraz Ukraina i Australia. Sprawdzano nie tylko same urządzenia, lecz także ich zdolność do współpracy w ramach jednego środowiska dowodzenia.
Podobne testy odbywają się na wschodniej flance. W czerwcu NATO informowało o eksperymentach na słowackim poligonie Lešť, koło Zvolena, gdzie sojusznicze jednostki sprawdzały jednocześnie drony, środki przeciwdronowe, bezzałogowe pojazdy naziemne i nowe rozwiązania komunikacyjne. To były największe kompleksowe testy całego systemu bezzałogowego.
W tym samym kierunku zmierza natowska inicjatywa Drone Edge. Państwa Sojuszu zapowiedziały przeznaczenie ponad 40 mld dolarów w ciągu pięciu lat na środki zwalczania bezzałogowców oraz pięciokrotne zwiększenie ilości szkolonych operatorów dronów do końca 2027 r.

NATO chce również stworzyć wspólny rynek systemów przeciwdronowych, które zostaną wcześniej przetestowane i sprawdzone pod kątem współpracy z rozwiązaniami innych państw.
To pokazuje, jak szybko doświadczenia z Ukrainy zmieniają zachodnie myślenie o wojnie. NATO samo przyznaje, że sztuczna inteligencja, drony i systemy autonomiczne zmieniają sposób prowadzenia działań zbrojnych. Sojusz rozwija programy mające przyspieszyć testowanie i wdrażanie takich technologii.
Realne warunki
Najważniejsze jest jednak to, że część z tych rozwiązań można sprawdzać na Ukrainie nie w warunkach ćwiczeń, ale przeciwko przeciwnikowi, który dysponuje rozbudowaną obroną powietrzną, WRE, rozpoznaniem elektronicznym i własnymi bezzałogowcami. To pozwala uzyskać dane dotyczące rzeczy, których nawet najbardziej realistyczne ćwiczenia nie są w stanie odtworzyć.
Stone Cloak dobrze pokazuje kierunek tej zmiany.
Ukraina staje się nie tylko odbiorcą zachodniego uzbrojenia. Jest miejscem, gdzie zbierane są dane dla przyszłych konstrukcji. Drony autonomiczne, sztuczna inteligencja, roboty naziemne, systemy walki radioelektronicznej, tanie środki rażenia i obrona przeciwdronowa są już częścią wojny. Teraz armie NATO próbują ustalić, jak z tych elementów zbudować siły zbrojne następnej dekady.
I właśnie dlatego wojna w Ukrainie może mieć dla zachodnich armii znaczenie znacznie większe niż tylko sprawdzenie, które z obecnie używanych konstrukcji są dobre, a które wymagają zmian, oraz jak ewoluuje taktyka walk. Coraz częściej testowane są tam rozwiązania, których żołnierze NATO dopiero będą używać.