03 August, 2026

Zniszczyli grób strażaka z Podhala. “Niepokoją Pawła zza grobu”

Następnie światła w strażnicy gasną i wszyscy się rozchodzą.

Zniszczyli grób strażaka z Podhala. "Niepokoją Pawła zza grobu"

Po bójce Władysław M. odprowadza oszołomionego Pawła Ziętkowicza do domu. W środku nocy budzi jego rodziców i siostrę. Słaniającego się na nogach chłopaka ciska przez próg i do jego ojca Władysława Ziętkowicza krzyczy “Władek, bier se tego ch**a!”. Następnie odchodzi. Mniej więcej w tej samej chwili Paweł zauważa, że nie ma w kieszeni kluczyków, portfela i telefonu. Zanim siostra z matką zdołają go powstrzymać, wraca do remizy. Kobiety ubierają płaszcze na piżamy i idą za nim kilka minut później. 100 m przez remizą zauważają Pawła leżącego na ulicy. Ma roztrzaskaną krwawiącą głowę. Matka i siostra Pawła wzywają na miejsce karetkę.

Ambulans umierającego wiezie najpierw do szpitala w Zakopanem, a następnie do Nowego Targu.

Tu na oddziale neurochirurgii 25-latek przechodzi pilną operację czaszki. Lekarze od początku określają jego stan jako krytyczny – obrażenia wskazywały na uderzenia ciężkim, metalowym narzędziem. Paweł Ziętkowicz nigdy już nie odzyskuje przytomności. Umiera 11 sierpnia 2024 r.

Zniszczyli grób strażaka z Podhala. "Niepokoją Pawła zza grobu"

Śledztwo, które ma wyjaśnić co tak naprawdę wydarzyło się 1 sierpnia na remizie, rusza jeszcze, zanim Paweł umrze. Prowadzi je Prokuratura Rejonowa w Zakopanem. Postępowanie trwa niemal dwa lata i zdaniem rodziny Pawła strasznie się ślimaczy.

Hipotezy prokuratury

Prokuratura przez długi czas składnia się ku hipotezie, że wracający do remizy Paweł po prostu się przewraca i samoczynnie upada tak niefortunnie, że rozbija głowę. Gdy biegli obalają tę tezę, prokuratura przyjmuje, że ciosy, jakie zaledwie 30-40 minut przed śmiercią przyjął na głowę Ziętkowicz, mogły spowodować u niego obrażenia wewnętrzne, które ostatecznie doprowadziły do tego, że 25-latek się przewrócił. Co stało się, gdy wracał do remizy? Do dziś nie wiadomo. Prokuraturze nie udało się tego ustalić.

Niemal przez całe prokuratorskie śledztwo zarówno Władysław M., jak i inni strażacy, którzy byli w remizie w chwili, gdy bito tam Pawła Ziętkowicza, nie usłyszeli żadnych zarzutów. Nie zostali też aresztowani. Dopiero 15 lipca br. prokuratura zdecydowała się postawić zarzuty Władysławowi M.

Zniszczyli grób strażaka z Podhala. "Niepokoją Pawła zza grobu"

– Temu mężczyźnie zarzuca się nieumyślne doprowadzenia do śmierci i pobici ze skutkiem śmiertelnym – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską prokurator Justyna Rataj-Mykietyn, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu. – Mężczyzna odpowiada z wolnej stopy. Ma dozór policyjny. Za zarzucane przestępstwa grozi mu do 5 lat więzienia.

Jak dodaje rzeczniczka prokuratury, śledczy z Zakopanego nie zdecydowali się na postawienie zarzutów komukolwiek innemu. Pozostali uczestnicy bójki, którzy widzieli, w jakim stanie jest Paweł i nie udzielili mu pomocy, nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności karnej, choć apelowała o to rodzina zmarłego.

Zarówno Władysław M., jak i pozostali strażacy, którzy 1 sierpnia 2024 r. uczestniczyli w libacji oraz bójce w remizie, nie zostali też usunięci z jednostki OSP.

Zniszczyli grób strażaka z Podhala. "Niepokoją Pawła zza grobu"

***

– Za nami dwa lata koszmaru i dziś wcale nie jest lepiej – mówiła zaraz po postawieniu zarzutów oprawcy jej syna Anna Ziętkowicz.

– Te zarzuty są w naszej opinii zbyt łagodne, wręcz śmieszne. Mój syn nie żyje, a ten człowiek chodzi na wolności i śmieje się z nas. Jak usłyszy wyrok to pewnie w zawieszeniu. Będziemy wnioskować o to, by prokuratura zmieniła zdanie, zanim sprawa trafi do sądu – dodała dwa tygodnie temu matka zmarłego strażaka.

Zniszczyli grób strażaka z Podhala. "Niepokoją Pawła zza grobu"

W sobotę, 1 sierpnia 2026 r., czyli w drugą rocznicę feralnej bójki w remizie, na rodzinę Zietkowiczów spadł kolejny cios.

– W rocznicową sobotę lub poprzedzający ją piątek ktoś podpalił i zniszczył grób mojego syna – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Anna Ziętkowicz. – Dziś (rozmawiamy w sobotę – red.) zadzwoniła do mnie inna mieszkanka Białego Dunajca. Nie znamy się, ale ta pani była na cmentarzu i zauważyła to, co się tam stało. Zbulwersowana zadzwoniła do mnie i wysłała zdjęcia zniszczonego grobu. Natychmiast sama tam pojechałam. Na miejscu po tym, co zobaczyłam, płakałam tak długo…

Anna Ziętkowicz opisuje, że grób jej syna został podpalony, a część płyt przewrócona. Dodaje, że musiało to się stać albo w piątek, albo w sobotę, bo jeszcze w czwartek była na cmentarzu, by umyć pomnik i się pomodlić.

Zniszczyli grób strażaka z Podhala. "Niepokoją Pawła zza grobu"

– Wówczas wszystko było w porządku, więc do zniszczenia doszło w ciągu dwóch kolejnych dni. Czy mógł to być przypadek, np. samozapłon znicza? Zawsze jest takie prawdopodobieństwo, ale w tym wypadku to byłby zbyt duży zbieg okoliczności. Taki wypadek równo dwa lata po śmiertelnym pobiciu Pawła i dwa tygodnie po tym, jak ktoś wreszcie za to usłyszał jakiekolwiek zarzuty – mówi pani Anna.

Matka Pawła Ziętkowicza zgłosiła podpalenie grobu na policję. Jest jednak niemal pewna, że mundurowej sprawców zdarzenia nie znajdą. Kobieta przyznaje, że wcześniej drobniejsze incydenty na cmentarzu zdarzały się wcześniej. Na grobie jej syna przewracano kwiaty, sypano śmieci. Pani Anna wraz z córką kupiły nawet video-pułapkę i w grudniu zeszłego roku zamontowały ją na cmentarzu w pobliżu grobu syna.

– Urządzenie zniknęło w ciągu 2-ch tygodni. Później nam je podrzucono, zniszczone i bez karty pamięci, na której wszystko się zarejestrowało – mówi Ziętkowicz.

– Sprawa mojego syna to “wrzód, jaki toczy naszą miejscowość”. Wiele ludzi boli to, co się stało. Tak jak my nie może zrozumieć, że strażak, który powinien być przykładem dla innych, zabił innego druha a naszego syna. I przez lata sprawa była zamiatana pod dywan. Wiele ludzi mi to mówi jednak tylko po cichu, bo się boi. Winni próbują nas i innych zastraszyć, byśmy nie dochodzili sprawiedliwości. Tak to odbieram. Ale ja się nie poddam. Uważam też, że niszczenie grobów jest już naprawdę czymś wprost… diabelskim. W Polsce grób to świętość. Nawet co do największych zbrodniarzy mówi się, żeby im “ziemia lekką była”. Mój syn nic nikomu nie zrobił, został skatowany i teraz jeszcze jest nękany zza grobu. To wszystko na katolickim Podhalu. To jest niewyobrażalny skandal – płacze kobieta.

Podobne artykuły