Rzym wbija szpilę Trumpowi. Tajani: Nie jesteśmy niczyimi poddanymi
Minister spraw zagranicznych Włoch w wywiadzie dla “Corriere della Sera” zapewnił, że Rzym nie chce eskalacji i zamierza chronić własne interesy.
– Jesteśmy w punkcie, w którym trzeba obniżyć ton i pracować. Polityki zagranicznej nie prowadzi się poprzez obelgi ani (…) nieuzasadnione ataki, na które słusznie odpowiedzieliśmy – powiedział Tajani.
Jednocześnie polityk oświadczył, że “bycie lojalnym sojusznikiem USA”, którym jest jego kraj, “nie oznacza rezygnacji z suwerenności”. – Nie jesteśmy niczyimi poddanymi – dodał.
Antonio Tajani wysyła sygnał do Waszyngtonu
Tajani przekonywał, że powstałe napięcia nie powinny powodować realnych strat w różnych sferach życia. – Teraz trzeba uniknąć przełożenia się tego wszystkiego na szkody polityczne, gospodarcze i dyplomatyczne. Włochy i Europa potrzebują mocnych relacji z USA, tak samo jak Stany Zjednoczone potrzebują Europy i Włoch – przekazał.

Wicepremier zwrócił uwagę, że ze strony Stanów Zjednoczonych pojawiają się oczekiwania o charakterze politycznym. Wśród nich wymienił żądania dotyczące większych wydatków na obronność oraz zwiększonego wsparcia dla wybranych inicjatyw na Bliskim Wschodzie.
Podkreślił przy tym, że decyzje włoskiego rządu nie będą podejmowane pod presją. – Włochy podejmują decyzje na podstawie własnych interesów, swojej konstytucji i własnej pozycji międzynarodowej – zaznaczył.
Szef MSZ Włoch spotka się z Rubio w Turcji
Tajani zapewnił, że jego kontakty z sekretarzem stanu USA Markiem Rubio nie zostały zerwane, a ich relację opisał jako szczerą. Dodał też, że spotkają się podczas szczytu NATO w Ankarze, zaplanowanego na 7-8 lipca.
Szef włoskiej dyplomacji odniósł się również do zapowiadanych w Rzymie uroczystości związanych z 250-leciem ogłoszenia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Poinformował, że weźmie w nich udział “z podniesioną głową” i wyraził opinię, że więzi transatlantyckie nie powinny być sprowadzane do bieżących sporów i nazwisk. W jego ocenie relacje te to nie “trumpizm, bidenizm czy obamizm, ale strategiczny wybór”.
Wyjaśnił ponadto, iż odwołanie jego podróży do USA na forum biznesowe w Miami nie było spontaniczną decyzją. – Sygnał, a nie kaprys, odpowiedź na nieuzasadniony atak prezydenta Trumpa – mówił o swojej decyzji.
Zgrzyty na linii Włochy-USA
Kryzys w relacjach Rzymu z Waszyngtonem zaczął się w piątek. Wtedy prezydent USA powiedział, że Meloni “błagała” go o wspólne zdjęcie podczas niedawnego szczytu G7 we Francji, a następnie dodał, że “było mu jej żal”. Później Meloni zarzuciła Trumpowi, że zmyślił całą historię. Jej rząd odwołał też planowane od dawna forum biznesowe w Miami, w którym mieli wziąć udział Antonio Tajani i Marco Rubio.
W sobotę Trump opublikował kolejny wpis na swojej platformie Truth Social, w którym odniósł się do sytuacji premier Włoch. “Słabo radzi sobie we Włoszech, biorąc pod uwagę jej popularność, prawdopodobnie dlatego, że odmówiła Stanom Zjednoczonym, krajowi, który naprawdę kocha i chroni Włochy, gdy chodziło o uniemożliwienie Iranowi uzyskania lub opracowania broni jądrowej” – napisał.

W kolejnym fragmencie dodał: “Teraz, gdy Stany Zjednoczone pokonały Iran militarnie, (Meloni – red.) ponownie chce się zaprzyjaźnić, aby zwiększyć swoje poparcie. Nie, dziękuję!!!”.
Wypowiedź prezydenta USA spotkała się z mocną reakcją Giorgii Meloni w mediach społecznościowych. “Te stałe, niesprowokowane ataki są bezsensowne. Jeśli chodzi o moją popularność, bycie twoją przyjaciółką na pewno mi nie pomogło ani nie zależy ona od moich relacji z tobą. Moja popularność zależy od mojej zdolności do obrony narodowego interesu Włoch i właśnie to zawsze robiłam” – odpowiedziała.