Prokuratura nie odpuszcza żołnierzowi, który strzelał na granicy
Obrończyni oskarżonego, mec. Edyta Skwira, oceniła, że apelacja jest jedynie polemiką prokuratury z ustaleniami i wyrokiem sądu pierwszej instancji: – Czekamy na termin rozprawy – dodała.
Prokuratura domaga się kary dla żołnierza, który strzelał w stronę imigrantów
Podczas ogłaszania wyroku sędzia Radosław Hunek wskazał, że w zachowaniu szeregowego sąd nie dopatrzył się naruszenia żadnych uprawnień: – Żołnierz wykonywał swoje zadanie zgodnie z obowiązkami – stwierdził sędzia.
Sędzia zaznaczył, że każdy żołnierz ma konstytucyjny i ustawowy obowiązek obrony granic ojczyzny. Zgodnie z art. 11 ustawy o obronie ojczyzny Siły Zbrojne mają prawo stosowania środków przymusu bezpośredniego, użycia broni i innego uzbrojenia “w sposób adekwatny do zagrożenia”. Sąd wskazał też, że żołnierzom oddelegowanym do służby przy granicy przysługują uprawnienia funkcjonariusza Straży Granicznej, takie jak sprawdzanie dokumentów czy przeszukanie bagażu, ale “to nie powoduje, że tracą swoje uprawnienia co do użycia broni”.
W ocenie sądu strzały oddane przez Karola S. nie były wycelowane w żadną z osób znajdujących się w pobliżu — ani w funkcjonariuszy Straży Granicznej, ani w żołnierzy, ani w migrantów. Sędzia Hunek przypomniał ponadto, że pokrzywdzeni formalnie w sprawie funkcjonariusze i żołnierze zeznali, iż nie czuli żadnego zagrożenia i nie żądali ścigania oskarżonego.
Sędzia mówił, że do agresji ze strony osób nielegalnie przekraczających granicę dochodziło wówczas często, a miesiąc później od tego zdarzenia – w tym samym miejscu – zginął żołnierz ugodzony nożem.
Co dokładnie wydarzyło się przy granicy w marcu 2024 r.?
Z aktu oskarżenia Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że 25 marca 2024 r. w rejonie Dubicz Cerkiewnych doszło do nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusią przez migrantów. Za pomocą samochodowego lewarka rozgięli oni przęsła stalowej bariery i przeszli na stronę polską, niosąc drabiny, które miały posłużyć do pokonania kolejnej przeszkody — zwojów drutu ostrzowego, tzw. concertiny.
Żołnierz 1 Warszawskiej Brygady Pancernej (Batalion Zmechanizowany w Białej Podlaskiej), Karol S. oddał 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej w kierunku grupy osób złożonej z 10 migrantów, dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej i dwóch żołnierzy. Trzy pociski rykoszetowały — odbiły się od słupa betonowego, ziemi i zwojów drutu kolczastego. Pozostałe dziewięć przeszło obok grupy. W tym czasie migranci wycofywali się na stronę białoruską, rzucając gałęziami i kamieniami w kierunku funkcjonariuszy i żołnierzy, którzy reagowali rozpylaniem gazu łzawiącego.
“Biegły z zakresu badań broni i balistyki stwierdził, że pociski wystrzelone w czasie dziewięciu strzałów, które nie rykoszetowały, miały energię wystarczającą do spowodowania zranienia lub śmierci człowieka, zależnie od miejsca trafienia, na całym torze lotu” — wskazywała prokuratura.
Żołnierz nie przyznawał się do stawianych mu zarzutów. Wyjaśniał, że po zauważeniu migrantów krzyknął: “Wojsko Polskie, stój”, a następnie “Wojsko Polskie, stój, bo strzelam”, po czym otworzył ogień. Podkreślał, że strzelał — w jego ocenie — w kierunku bezpiecznym, pod lekkim kątem w powietrze, aby zaalarmować sąsiednie posterunki. Wskazał, że były to strzały alarmowe i ostrzegawcze. 25-latek nie był dotychczas karany.