06 August, 2026

Polski ochotnik zginął na Ukrainie. “Jeździł tam, gdzie bały się służby”

Z profilu Polaka na Facebooku wynika, że często jeździł on do Ukrainy z ładunkami pomocy humanitarnej. Przekazywał je mieszkańcom miejscowości znajdujących się w pobliżu linii frontu.

Polski ochotnik zginął na Ukrainie. "Jeździł tam, gdzie bały się służby"

– Samotny wilk. Bardzo małomówny. Zawsze jeździł sam, bez ekipy. Miał zresztą mieszkanie w Charkowie, długo tam mieszkał – mówi nasz rozmówca.

Polski ochotnik zginął na Ukrainie. "Jeździł tam, gdzie bały się służby"Polak zginął w Ukrainie. MSZ potwierdza

Ale nie ograniczał się tylko do dostarczania pomocy. Według naszej wiedzy, Marek Rusek-Wolski wykonywał też o wiele trudniejszą i bardziej niebezpieczną pracę: przewoził zwłoki poległych.

Polski ochotnik zginął na Ukrainie. "Jeździł tam, gdzie bały się służby"

Działał, jak słyszymy, w jednostce ewakuacyjnej i zajmującej się dowozem różnych materiałów bardzo blisko linii frontu. Nie trafiają tam osoby przypadkowe. Rusek-Wolski musiał mieć odpowiednie szkolenia i doświadczenie. Sito eliminacyjne jest bardzo gęste. Ukraińcy czasem odrzucają nawet weteranów ze Stanów Zjednoczonych.

Jeździł po ludzi tam, gdzie bały się służby. No i tym razem… – mówi nasz rozmówca.

Strefa śmierci na 30 km

Rosjanie wykorzystują niezwykle podstępną taktykę. Dokonują ostrzałów, np. przy pomocy dronów lub rakiet, a potem często wypuszczają kolejne, kiedy na miejscu akcji pojawią się ratownicy, a także ludzie dokonujący ewakuacji.

Polski ochotnik zginął na Ukrainie. "Jeździł tam, gdzie bały się służby"

A charkowskie drogi są niebezpieczne. Opowiada o tym Igor Tracz, wolontariusz, założyciel fundacji swojego imienia, który także jeździł na wschód Ukrainy.

Ryzyko poruszania się po tych drogach jest. Można mieć pecha. Z Charkowa często wyjeżdżamy do Kupiańska, który jest już de facto strefą śmierci – nafaszerowaną elektroniką, dronami itp. To nie jest już linia frontu, tylko szeroka na ok. 30 km strefa śmierci. A drony mają coraz większe zasięgi. Zarówno te na światłowodach, jak i te sterowane radiowo. Z tego względu mnóstwo rzeczy jest pochowanych pod ziemią: sztaby, punkty pomocy materiałowej itp. – mówi Tracz.

Polski ochotnik zginął na Ukrainie. "Jeździł tam, gdzie bały się służby"Rosyjska rakieta nad Polską. Ujawniamy: jeden dyżurny spał, drugi utknął w drodze Polski ochotnik zginął na Ukrainie. "Jeździł tam, gdzie bały się służby"

Ukraińcy i Rosjanie wykorzystują detektory RF – detektory częstotliwości radiowej – oraz detektory optyczne. Ale, jak dodaje Igor Tracz, najlepszym źródłem informacji nadal są żołnierze, którzy po prostu mają najlepiej rozpoznane zagrożone rejony.

Ilu Polaków walczy w Ukrainie? “Nikt tego nie rusza”

Udział polskich ochotników w walkach na Ukrainie jest tematem tabu. Ilu dokładnie walczy za naszą wschodnią granicą – nie wiadomo. Nieoficjalnie mówi się o ok. 500 osobach. Niektórzy zrzekli się polskiego paszportu, więc sprawa jest trudna do oceny.

Nie wiedzą tego także służby specjalne. Ludzie z kontrwywiadu wojskowego mówią, żeby pytać “inne służby”. A przecież wielu spośród ochotników ma korzenie wojskowe. To byli żołnierze, operatorzy jednostek specjalnych. Powinni być “na radarze” państwa. Ale nie są.

Polski ochotnik zginął na Ukrainie. "Jeździł tam, gdzie bały się służby"

Jest z tym problem. Z jednej strony, udział w obcej armii jest nielegalny. Ale jakoś głupio karać tych, którzy walczą z Rosją, nie? No i efekt taki, że nikt tego tematu nie rusza – mówi oficer jednej z formacji.

Podobne artykuły