04 August, 2026

Miał zabić ojca, potem zaatakował policjantów. 20-latek z zarzutami

Przed blokiem, do którego wezwana była interwencja, policjanci ujawnili ciało mężczyzny – był to ojciec napastnika.

Miał zabić ojca, potem zaatakował policjantów. 20-latek z zarzutami Miał zabić ojca, potem zaatakował policjantów. 20-latek z zarzutamiBrutalne zabójstwo na Ochocie. Policja zatrzymała podejrzanego

20-latek usłyszał zarzuty, w tym zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem

Prok. Magdalena Roman z Prokuratury Rejonowej w Trzciance poinformowała PAP, że przesłuchanie 20-letniego Michała H. odbyło się w poniedziałek w szpitalu. – Mężczyźnie przedstawiono zarzuty: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem ojca, usiłowania zabójstwa jednego z funkcjonariuszy policji, który interweniował na miejscu zdarzenia. Trzeci zarzut dotyczy czynnej napaści na drugiego funkcjonariusza policji, który też interweniował na miejscu zdarzenia, ale nie odniósł obrażeń. Z kolei czwarty zarzut dotyczy kierowania groźby pozbawienia życia, którą podejrzany kierował wobec jednego z sąsiadów – powiedziała prokurator.

Zgodnie z jej słowami przesłuchanie przebiegało spokojnie. – Podejrzany złożył wyjaśnienia. Ustosunkował się do stawianych mu zarzutów – przyznał się do zadania dwóch uderzeń ojcu. Przedstawił też swoją linię obrony, która teraz będzie musiała zostać sprawdzona i zweryfikowana m.in. poprzez uzupełniające przesłuchania świadków – powiedziała.

Miał zabić ojca, potem zaatakował policjantów. 20-latek z zarzutami

Prokurator dopytywana, czy podejrzany wyraził skruchę, odpowiedziała twierdząco. – Tak, mówił, że mu przykro. Przepraszał policjanta, który odniósł obrażenia. Mówił też, że żałuje tego, co się stało – podkreśliła.

Przekazała też, że mężczyzna nie był wcześniej karany. Za zarzucane czyny grozi mu teraz dożywocie. Prokuratura jeszcze w poniedziałek ma skierować do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie.

Prokurator w rozmowie z PAP zaznaczyła, że z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że w sobotę 20-letni mężczyzna najpierw zaatakował przedmiotem przypominającym miecz swojego 56-letniego ojca. Do tego ataku doszło jeszcze w mieszkaniu.

Miał zabić ojca, potem zaatakował policjantów. 20-latek z zarzutami

56-letni mężczyzna został zaatakowany w miejscu zamieszkania. Ciosy przy użyciu przedmiotu przypominającego miecz zadał mu jego 20-letni syn. Świadkiem tego zdarzenia była matka sprawcy i jednocześnie żona pokrzywdzonego. Pokrzywdzony zdołał wyjść przez klatkę schodową tego bloku i tam wychodząc krzyczał, wołał o pomoc. Usłyszeli to sąsiedzi, więc to oni jako pierwsi wybiegli z mieszkań. Był tam jeszcze jeden sąsiad, który podjechał samochodem na parking i to sąsiedzi przystąpili jako pierwsi do udzielania mu pomocy i wezwali pogotowie ratunkowe – powiedziała.

Na miejsce oprócz ratowników medycznych przybyli także funkcjonariusze policji, “którzy znajdując się na parkingu przed klatką schodową jako pierwsi zostali zaatakowani przez napastnika, który zszedł z mieszkania, mając w ręku ten sam miecz”. – W wyniku tego ataku obrażeń ciała doznał jeden z funkcjonariuszy policji; to były obrażenia ręki. Wtedy policjanci wyciągnęli broń – wyjaśniła prokurator.

Miał zabić ojca, potem zaatakował policjantów. 20-latek z zarzutamiFinał sprawy zabójstwa Iwony Cygan. Oskarżeni uniewinnieni, blamaż prokuratury Miał zabić ojca, potem zaatakował policjantów. 20-latek z zarzutami

Agresor zadawał ojcu kolejne ciosy. Policjanci oddali strzały

– Po tym uderzeniu napastnik na początku zaczął się kierować w stronę drugiego policjanta; on odszedł w innym kierunku, niż jego kolega i w pewnym momencie odwrócił się i zobaczył, że napastnik skierował swoje kroki w stronę ratowników medycznych, którzy byli obok pokrzywdzonego, który leżał na chodniku. Ratownicy odbiegli w obawie o swoje życie i zdrowie, i wówczas ten napastnik zadał kolejny cios leżącemu ojcu. Był to cios w głowę oraz w szyję. Wówczas policjanci oddali strzały – powiedziała prokurator.

Jak dodała, “strzały doprowadziły do tego, że napastnik upadł i wówczas policjanci podbiegli do niego i go unieruchomili, skuli w kajdanki”. – Natomiast ratownicy medyczni mogli w dalszym ciągu udzielać pomocy temu pokrzywdzonemu mężczyźnie (…), przetransportowali go na noszach do karetki, tam próbowali go jeszcze reanimować, ale niestety mężczyzna w trakcie tych czynności zmarł – podkreśliła prok. Magdalena Roman.

Na poniedziałek została zaplanowana sekcja zwłok mężczyzny.

Podobne artykuły