07 July, 2026

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? “I tak, i nie”

Z informacji ministra wynika, że wynosi on około 16,45 mld zł. Z tego niemal 15 mld przypadło na lata 2022-2023. W latach 2024-2026 ich wartość wyniosła ok. 1,55 mld zł, czyli 9,4 proc. wszystkich donacji.

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"

Co składało się na przekazany SpW? Ci, którzy liczyli na obszerną, pełną informację, mogli być zawiedzeni. Szef MON przekazał dane częściowe, bez konkretów. Więcej można było dowiedzieć się na przestrzeni lat z materiałów prasowych, opracowań i książek aniżeli z konferencji wicepremiera.

Co oddaliśmy Ukrainie? Konkretów i liczb brak

I tak, w myśl słów szefa MON, w początkowym okresie wojny przekazaliśmy Ukrainie przede wszystkim sprzęt ciężki: czołgi T72, PT-91 i Leopard 2A4; kołowe transportery opancerzone Rosomak i BRDM, bojowe wozy piechoty BWP-1, armatohaubice KRAB, 2S1 Goździk czy moździerze 120 mm i 60 mm.

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"Pociski do Patriotów, ale też system NSM? Rząd odtajni listy sprzętu przekazanego Ukrainie Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"

Był też sprzęt lotniczy (samoloty MiG-29, śmigłowce Mi-24, bezzałogowe statki powietrzne Warmate i FlyEye, ScanEagle) oraz przeciwlotniczy: zestawy rakietowe S-200 WEGA i S-125SC NEWA, ZSU-23-4 (Szyłka) i ZSU-23-2, zestawy OSA wraz z rakietami oraz wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe BM-21.

Ukrainie w latach 2022-2023 przekazano również rakiety do zestawów przeciwlotniczych KUB, amunicję czołgową, artyleryjską i moździerzową, karabinki i karabiny (GROT, PKM, AKMS i SWD) oraz wyposażenie osobiste żołnierzy. Jak się okazało w weekend – w tym roku przekazaliśmy Ukrainie także pociski do wyrzutni Patriot.

Należy zatem postawić pytanie: czy przy dużych ubytkach w sprzęcie i wyposażeniu Wojsko Polskie uległo osłabieniu? A jeśli tak, to jak dużemu? Odpowiedzi na pytania nie będą łatwe. Po pierwsze dlatego, że w wystąpieniu wicepremiera brakowało konkretów. Po drugie dlatego, że… punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"

Oddaliśmy sprzęt? “Tak, ale”

Przyjrzyjmy się temu, co faktycznie oddaliśmy Ukrainie pod kątem jakościowym. Zgoda, oddaliśmy bardzo wiele czołgów T-72. Jednak to sprzęt leciwy, niekoniecznie spełniający normy współczesnego pola walki. Dla walczących Ukraińców, znających te maszyny i ich uwarunkowania techniczne był to jednak prawdziwy dar niebios. Podobnie jak bardziej nowoczesne, ale wciąż znajome PT-91.

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"Jest decyzja ws. pocisków do systemów Patriot. Porozumienie podpisane

Czy dużą stratą było oddanie Ukrainie samolotów MiG-29 lub śmigłowców Mi-24? Doraźnie – być może. Jednak w dłuższej perspektywie i tak był to sprzęt, który wymagał wymiany na nowy.

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"

MiG-i 29 to samoloty poradzieckiej konstrukcji. Nienowe. Wyposażone w dość archaiczne systemy uzbrojenia, radary itp. Oczywiście, wypełniały pewne zadania, ale były coraz starsze, zawodne i coraz mniej przystające do realiów nowoczesnego pola walki. Podobnie jak choćby śmigłowce Mi-24, do których coraz większym problemem było pozyskanie uzbrojenia.

Mogliśmy za to – i to jest bezapelacyjnym faktem – przetestować w otwartym konflikcie takie typy uzbrojenia jak Kraby, Rosomaki czy wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych Piorun. Te ostatnie zrobiły sobie zresztą na Ukrainie na tyle dobrą reklamę, że są coraz chętniej zamawiane przez siły zbrojne innych krajów. Czym innym jest test na poligonie, a czym innym w warunkach realnego boju – gdzie można sprawdzić, jakie są zalety (ale i wady) sprzętu, by następnie wyeliminować je w produkcji. I tak dalej, i tak dalej.

Gen. Gromadziński: Mówienie o “luce” to zła teza

Mówi o tym były dowódca Eurokorpusu, gen. br. Jarosław Gromadziński. W rozmowie z Wirtualną Polską wskazuje, że mówienie o “luce” czy “wyrwie w zdolnościach” (z uwagi na oddanie dużych ilości sprzętu) to zła teza.

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie" Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"Miliardy z SAFE na polskie wojsko. Kąśliwa reakcja Tuska

Jak tłumaczy, dla nas, szczególnie w pierwszym, krytycznym roku wojny, ważne było to, by Rosja nie osiągnęła swoich celów. Czyli by Ukraina przetrwała. To był dla Polski cel strategiczny.

– Zwróćmy uwagę, jaki sprzęt był początkowo przekazywany przez inne państwa: głównie uzbrojenie defensywne, czego symbolem mogą być hełmy z Niemiec. Trzeba jasno powiedzieć: Polska była jednym z pierwszych krajów, które przekazały sprzęt bojowy, ofensywny. Bez przekazania przez Polskę tego, co oddaliśmy: czołgów, samolotów, śmigłowców, Ukraina mogłaby paść. I jeszcze jedno: my byliśmy w zupełnie innej sytuacji geostrategicznej, będąc członkiem NATO. Ukraina była sama – wskazuje gen. Gromadziński.

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"

W jego ocenie ważne jest coś innego: politycy zdecydowali się na odnowienie tych zdolności. Dlatego pozyskano nowe, najnowocześniejsze na świecie czołgi Abrams czy K2, zdecydowano o zakupie śmigłowców Apache, samolotów F-35 itd. Krytykuje za to przekazanie Ukraińcom pocisków do wyrzutni Patriot, mówiąc, że stało się to w o wiele gorszym momencie. Dlaczego? Ponieważ sami mamy niewiele baterii i potrzebujemy osłony przeciwlotniczej.

Trzy kluczowe aspekty

Ważna jest także jeszcze jedna kwestia, na którą Gromadziński zwraca uwagę. I tak, i tak musielibyśmy wymieniać sprzęt, np. czołgi czy bojowe wozy piechoty. W największej mierze stare, poradzieckie. Takie, że Ukraińcy mogli wsiąść do nich z marszu i operować, a my mieliśmy problem z pozyskaniem części zamiennych czy amunicji.

Luka w armii po przekazaniu sprzętu Ukrainie? "I tak, i nie"Dyskusja się zaostrza. "Nie mogą opowiadać kłamstw"

Dlatego, przekazując ten sprzęt po pierwsze pomogliśmy zrealizować nasz cel strategiczny, a po drugie – odpadły nam koszty jego utylizacji, które byłyby ogromne. W ten sposób – jak tłumaczy generał – w piątym roku wojny polska armia jest w zupełnie innym miejscu.

Z odnowionym, jednym z najnowocześniejszych w Europie parkiem maszynowym, po szerokim przejściu na amunicję w standardzie NATO, z perspektywą rozwoju. Dlatego, w mojej ocenie, na przekazaniu tego sprzętu Ukraińcom wyszliśmy na plus. Na koniec podkreślę jeszcze coś: jest w społeczeństwie zgoda na duże wydatki na zbrojenia. A ta pojawia się tylko w sytuacji zagrożenia. Dziś mamy społeczny konsensus w tym zakresie – konkluduje generał.

Oczywiście, ponosimy koszty tej modernizacji, wydając na zbrojenia nawet niemal 4 proc. naszego PKB. Jednak dzięki takiemu programowi, jak choćby SAFE, będziemy mogli po pierwsze, opłacić przynajmniej część zamówień, po drugie, przesunąć środki na inne wydatki, a po trzecie, pieniądze te trafią w dużej mierze do polskiego przemysłu zbrojeniowego.

“Luka? I tak, i nie”

Podobne konkluzje wysnuwa emerytowany oficer wojskowego kontrwywiadu, weteran Afganistanu, major Robert Wojtczak.

– Luka? I tak, i nie. Biorąc pod uwagę, jak toczy się wojna, to przez pierwsze 2-3 lata luka była. Mieliśmy w magazynach dużo sprzętu, ale starego. Ma to swój plus. Zakładając, że przez najbliższe 5-7 lat nic się nie wydarzy w Polsce, to oddanie tego było strzałem w 10. Zysk z potencjalnej sprzedaży byłby niewielki, koszty utylizacji wysokie, a tak przynajmniej jeszcze pomoże Ukrainie – mówi mjr Wojtczak.

I kontynuuje, mówiąc, iż przekazanie sprzętu i uzbrojenia wymusiło szybkie uzupełnianie go. Inną zaś sprawą jest – jak wskazuje oficer – że armia, zasilona środkami z SAFE, może się nadal rozwijać.

Ale nie ukrywajmy, że ta luka została zasypana w całości. Ona nadal jest, w amunicji, w systemach bezzałogowych czy choćby systemach WRE. Zakładam, że jest ona stopniowo zasypywana, ale nie od razu. Zresztą przekazywanie tego sprzętu powinno być obwarowane dodatkowymi umowami, zapewniającymi ewentualną sojuszniczą pomoc sprzętową i materiałową w razie zagrożenia Polski – przekonuje były funkcjonariusz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. 

Moim zdaniem więcej jest plusów tego przekazywania sprzętu. Widzę tu trzy zasadnicze korzyści. Bezapelacyjnie pomogliśmy ocalić niepodległość Ukrainy w kluczowym momencie. Nie musieliśmy ponosić kosztów utylizacji starego sprzętu i wreszcie – przyśpieszyliśmy proces zmian. Gdyby nie wojna w Ukrainie, my nie zmodernizowalibyśmy armii pod kątem technicznym jeszcze przez dwie dekady – podsumowuje.

Można wszystko podsumować sentencjonalnym “nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Pozostaje mieć nadzieję, że sprzęt, kupowany obecnie niemal masowo, nigdy nie będzie musiał być użyty w obronie naszego kraju.

Podobne artykuły