“Chcemy obnażyć ich samolubność”. Kim są i czego chcą aktywiści, którzy obrzucili sztucznymi odchodami sklepy celebrytów?
Członkowie Jazdy podkreślają, że majątek małżeństwa Majdanów szacowany jest na ok. 60 mln zł, a Trochonowiczów na 10 mln. I nie dość, że pieniądze te przeznaczają na bardzo konsumpcyjny styl życia, to jeszcze sami go promują, przedstawiając jako cel, do którego warto dążyć.
Jak tłumaczą aktywiści, to właśnie takie skrajnie konsumpcyjne życie odpowiada w znacznym stopniu za postępującą zmianę klimatu. Jej kosztów nie ponoszą jednak najbogatsi, lecz reszta społeczeństwa. Akcja “Elity pos*ało – czas po sobie posprzątać!” miała zwrócić uwagę na te nierówności.
– Andziaks sama przyznała, że jest “królową konsumpcjonizmu” i bezwstydnie obnosi się torebką za 30 tys. zł. Rozbijają się samochodem za 700 tys. zł i latają na wielotygodniowe wakacje w Dubaju. Taka wysokoemisyjna konsumpcja prowadzi do cierpienia, problemów zdrowotnych i śmierci niewinnych osób poprzez napędzanie katastrofy klimatycznej – mówił Andrzej Strzałkowski z Jazdy, który wziął udział w akcji.

– Majdanowie swojego bogactwa nie zawdzięczają wkładowi we wspólne dobro, jaki codziennie wnoszą miliony ciężko pracujących Polek i Polaków. Są słupem reklamowym dla sprzedaży wszelkiego rodzaju zbędnych śmieci – dodaje Maciej Zdaniuk, kolejny z aktywistów.
Celebryci wybrali ignorancję
Przedstawiciele Jazdy zwracają uwagę, że najbogatsze 10 proc. ludzi w Polsce odpowiada za większe emisje CO2 niż ponad połowa Polaków. Jednocześnie 5 proc. najuboższych odpowiada za jedynie 1 proc. emisji. Dlatego ich zdaniem to najbogatsi powinni ponosić koszty obecnie prowadzonych polityk klimatycznych, a nie mieszkańcy wsi, małych miejscowości, górnicy, rolnicy czy pracownicy na “śmieciówkach”.
Według Jazdy małżeństwa Trochonowiczów i Majdanów są więc symbolami znacznie większego problemu i nierówności.
– Oni nie tylko prowadzą hiperkonsumpcyjny styl życia, ale go też eksponują i promują jako aspiracyjny, jako coś dobrego. Chcemy więc obnażyć stojącą za tym samolubność i bezmyślność. Chcemy pokazać, że są to ludzie, którzy mają zasoby, aby przestali pogłębiać problem i stali się częścią rozwiązania. Wybierają jednak ignorancję – mówi Wirtualnej Polsce Beata Wrońska, rzeczniczka prasowa Jazdy.

Jazda chce być ponadpartyjna
Dlaczego jednak aktywiści obrali za cel znane osoby, a nie ustanawiających prawo polityków? – Zaczęliśmy od celebrytów, ponieważ najbardziej chwalą się swoją konsumpcją, a ich działalność jest częściej uznawana za szkodliwą również przez innych. Politycy też posiadają czasami niesamowite majątki, ale mają tendencję, by mniej się tym chwalić – odpowiada.
Wrońska dodaje przy tym, że atakowanie polityków to “delikatna sprawa”. – Uważamy się za ruch ponadpartyjny i nie chcemy sugerować przynależności czy wspierania konkretnych partii – tłumaczy.
Podobny przekaz znajduje się na stronie Jazdy. “Z troski o planetę, która jest w interesie nas wszystkich, uczyniono wojnę kulturową. A przecież dla konserwatysty, liberała i lewicowca dbałość o dobro wspólne, przyrodę i przyszłość następnych pokoleń jest równie bliska” – piszą.
Tortem w Jaśkowiaka
Jazda działa od kwietnia. Do tej pory wspierała dwa protesty mieszkańców przeciwko budowie dróg.
Pierwszy z nich dotyczył autostrady A50 i protestu mieszkańców Prażmowa, drugi – drogi ekspresowej S7 i sprzeciwu mieszkańców z okolic Krakowa. Jak tłumaczyli aktywiści, z powodu pierwszej inwestycji zniszczeniu ulegnie Chojnowski Park Narodowy, który stanowi część “zielonych płuc” Warszawy. W obu przypadkach dojdzie zaś do wywłaszczeń oraz zwiększenia hałasu i zanieczyszczeń powietrza, choć obie inwestycje planowane są wzdłuż istniejących dróg krajowych.

Aktywiści Jazdy byli też, wraz z Kolektywem Rozbrat, współorganizatorami czerwcowej akcji wymierzonej w Jacka Jaśkowiaka. Podczas sesji absolutoryjnej prezydent Poznania otrzymał od nich “wilczy bilet” za antyspołeczną politykę. Tłumaczyli, że bilety na transport zbiorowy w Poznaniu są droższe niż w innych miastach, a różne nieprawidłowości przy inwestycjach drogowych pokazują, że władze miasta zrobiły z urzędu prywatną firmę.
Podczas sesji jeden z uczestników protestu rzucił też w Jaśkowiaka tortem. Nie był to jednak członek Jazdy, która przekonuje, że nie znała tych planów. – Stawiamy na nieposłuszeństwo obywatelskie i pokojowe formy protestu, nie na przemoc. Rzucenie w kogoś tortem to naruszenie nietykalności cielesnej. Jako ruch odżegnujemy się od tego typu środków – podkreśla Wrońska w rozmowie z WP.
Co łączy Jazdę z Ostatnim Pokoleniem?
Protesty przeciwko budowie dróg dla samochodów i drogim biletom na komunikację publiczną. Wspólny mianownik: transport. To właśnie zmiany na tym polu są tym, na czym skupia się Jazda. Dokładnie tak samo, jak to było w przypadku Ostatniego Pokolenia. I nie jest to przypadek.
Jazda liczy do 100 osób, z czego większość to byli członkowie Ostatniego Pokolenia. Ruch ten zakończył działalność w kwietniu, gdy sejmowa komisja infrastruktury przegłosowała projekt ustawy o odbudowie polskiej kolei i transportu autobusowego.

Tzw. Lex Ostatnie Pokolenie zakłada przeznaczenie 29 mld zł na różne inwestycje w zrównoważony transport. To m.in. 13 mld na autobusy do wsi i małych miejscowości, 8 mld na koleje regionalne i 4 mld na kolej towarową. W projekcie ustawy przewidziano też utworzenie Polskiego Biletu Powszechnego – kosztowałby 50 zł miesięcznie i obejmowałby przejazdy wszystkimi pociągami regionalnymi, PKS-ami i komunikacją miejską.
“Jest masa rozwiązań przyjaznych planecie, będących jednocześnie wsparciem dla milionów Polaków tu i teraz. Jednym z nich jest tani i dostępny transport publiczny” – tłumaczy Jazda na swej stronie.
Jak więc widać, nowy ruch nie podziela opinii Ostatniego Pokolenia, które ogłosiło sukces po przegłosowaniu projektu przez sejmową komisję. Zdaniem Jazdy to za mało, a bez presji społecznej proponowana ustawa może bardzo łatwo wylądować w koszu. – Jesteśmy przeciwko elitom, a ze zwykłymi ludźmi. Takimi ludźmi zajmuje się ta ustawa – podsumowuje Wrońska.