06 July, 2026

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]

W obchodach organizowanych przez trumpowski komitet udziału odmówiło wiele muzycznych gwiazd, których występy miały uświetnić lipcowe obchody w Waszyngtonie. Ostatecznie 4 lipca w amerykańskiej stolicy zobaczyliśmy kolejny wiec MAGA, wydarzenie, którego estetyka, retoryka i polityczne wartości mogły przemawiać wyłącznie do najbardziej zaangażowanych zwolenników obecnego prezydenta.

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA] 4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]Porozumienie z Iranem otwiera niewygodną dla Trumpa dyskusję: po co była ta wojna? [OPINIA]

Demokraci nie zorganizowali co prawda alternatywnych obchodów, ale wygłoszona dzień wcześniej mowa burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego przedstawiła wizję amerykańskiej historii i nadzieje na przyszłość stojące w fundamentalnej opozycji do tych, jakie wyłaniały się z rocznicowych wystąpień Trumpa. Który z tych dwóch Nowojorczyków – Trump, zanim przeniósł się na Florydę, uważany był przez dekady za jeden z symboli Nowego Jorku – przekona do siebie Stany?

Ameryka jako imperium…

Do niedzielnego wystąpienia Trumpa o mało co nie doszło przez rekordowe upały i towarzyszące im burze. Byłoby głęboko ironiczne, gdyby pogoda powstrzymała kluczowe wystąpienie prezydenta, istotną część kapitału politycznego budującego na zaprzeczaniu naukowej wiedzy na temat powodowanych przez człowieka zmian klimatu.

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]

Obchody ostatecznie się odbyły i wyglądały jak typowy wiec Trumpa z kampanii w 2024 r. Pojawił się więc znany wyborcom prezydenta tenor Christopher Macchio śpiewający “God Bless America” oraz piosenkarz country Lee Greenwood śpiewający “God Bless the USA”. Tak jak na każdym kampanijnym wiecu, jedyną prawdziwą gwiazdą był sam Trump.

Prezydent jak na swoje standardy wygłosił bardzo zdyscyplinowane, niemalże koncyliacyjne przemówienie. Nie zabrakło w nim oczywiście narcystycznej autopromocji i ataków na politycznych przeciwników, ale nie stanowiły one głównego wątku – Trumpowi udało się skupić na amerykańskiej historii.

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]Z galą UFC przed Białym Domem jest całe mnóstwo problemów [OPINIA] 4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]

Prezydent przedstawił przy tym wizję historii Stanów wpisującą się w bardzo określony polityczny program, z którym niekoniecznie utożsamia się dziś większość ich obywateli. W wizji, jaką Trump przedstawił w sobotę w Waszyngtonie, Stany są bowiem przede wszystkim imperium. Krajem, który podporządkował sobie kontynent od wybrzeża do wybrzeża, przekroczył Góry Skaliste i skolonizował Zachód, a rozszerzając swoje granice, stał się największym światowym mocarstwem, krajem, który zwycięża i będzie zwyciężał.

Trump z dumą podkreślał w sobotę, że dzięki niemu Ameryka wraca na tę drogę. Amerykanie znów dumni są ze swojej flagi i z własnej historii. Armia rośnie w siłę, którą niedawno zaprezentowała “miażdżąc” Wenezuelę i Iran – prezydent nie wgłębiał się w to, że w tym drugim państwie w ciągu kilku miesięcy wojny Stany nie były w stanie zrealizować żadnych swoich deklarowanych strategicznych celów.

Innymi słowy, dla Trumpa sens 250 lat amerykańskiej historii definiuje się w doświadczeniu Ameryki jako kraju numer jeden, w jej potędze i dominacji, w tym, że wygrywała i będzie wygrywać.

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]

…czy jako przystań dla prześladowanych

Zupełnie inną wizję 250 lat amerykańskiej historii przedstawił burmistrz Nowego Jorku. Dla Mamdaniego tym, co definiuje Amerykę, nie jest jej potęga i ekspansja, ale to, że przez stulecia była ona przystanią dla prześladowanych, dla ludzi uciekających ze starego świata, by szukać lepszego życia w nowym. Dla “irlandzkich migrantów uciekających przed głodem […] Żydów uciekających przed programami, Włochów uciekających przed biedą i Syryjczyków szukających szans na gospodarczy rozwój”.

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]Trump potwierdza swoją siłę w bazie MAGA – pytanie, jak wyborcy ocenią to jesienią [OPINIA]

Wyjątkowość Stanów dla Mamdaniego wynika nie z potęgi, ale z eksperymentu demokratycznego, który podjęły 250 lat temu. – Ameryka jest wyjątkowa, bo nic nie jest tu ustalone raz na zawsze. Zamknęliśmy co prawda nasze granice, wysłaliśmy człowieka na Księżyc, ale praca, by wypełnić wartości zapisane w Deklaracji Niepodległości, ciągle trwa – i należy do nas wszystkich – powiedział. Mamdani przemawiał w towarzystwie niedawno naturalizowanych obywateli Stanów, mówiąc im: “Każdy z nich dysponuje supermocą: zdefiniowania tego, co znaczy Ameryka”.

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]

Trump dużo mówił o patriotyzmie i takich jego symbolach jak amerykańska flaga. Mamdani przypominał, że historia Stanów to także historia sprawiedliwego oporu: – Patriotyzm nigdy nie polegał na udawaniu, że jesteśmy narodem bez wad. Patriotyzm to każdy marsz pod piekącym słońcem, to każdy protest zaczynający się dziesięć lat za wcześnie. […] Kto bardziej kocha Amerykę niż ci, którzy tak wiele poświęcili, by uczynić ją bardziej wolną? – stwierdził.

Mamdani nie ukrywał też, że we współczesnych Stanach jest wiele zjawisk, przeciw którym trzeba protestować: – Widzimy najbogatszy kraj na świecie, gdzie jedno dziecko na trzy idzie spać głodne, a pierwszy bilioner na świecie ciągle ma apetyt na więcej. Widzimy monopole dominujące w każdej branży i oligarchów kupujących wybory. Zamaskowanych agentów terroryzujących nasze ulice, żywiących się jedzeniem przygotowywanym przez migrantów o nieuregulowanym statusie, których później wywożą gdzieś w nieznakowanych vanach – wspominał.

Do kogo należy przyszłość?

Od dawna było wiadomo, że Mamdani potrafi w polityczną komunikację. Jego mowa na 250. rocznicę Deklaracji Niepodległości wznosi go jednak na zupełnie inny poziom – żaden inny demokrata nie zaprezentował przy okazji 250. urodzin Stanów tak jasnej alternatywy dla Trumpa i trumpizmu.

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA] 4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]Wpis Trumpa to dobra wiadomość, ale pozostaje problem nieprzewidywalności naszego sojusznika [OPINIA]

Burmistrz Nowego Jorku w swoim wystąpieniu połączył dumę z amerykańskiej historii z bardzo progresywną wizją przyszłości, celebrację wyjątkowości amerykańskiego projektu z jasnym przekazem oporu wobec tego, co dzieje się z nim w drugiej kadencji Trumpa. Przedstawił też jasno wizję Ameryki, w imię której podejmowany ma być ten opór – kraju, gdzie każdy, niezależnie od tego, czy paszport uzyskał wczoraj, czy jego przodkowie wylądowali w Nowej Anglii w XVII wieku, czy jest matką na zasiłku, czy miliarderem, ma takie samo prawo, by wspólnie z innymi kształtować przyszłość Stanów.

I to właśnie jest dziś jednym z najbardziej kluczowych obszarów sporu za oceanem. Bo dla bazy Trumpa kluczowa jest dziś zmiana tego, jak Ameryka rozumie samą siebie. Zamiast wizji kraju o otwartym obywatelstwie, gdzie każdy, kto przyjmie zapisane w konstytucji wartości, może zostać pełnoprawnym obywatelem, ruch MAGA proponuje rozumienie Ameryki jako dziedzictwa wąsko określonej grupy – przede wszystkim białych chrześcijan wywodzących się z rodzin od pokoleń zasiedzianych w Stanach. Ta wizja stoi za sprzeciwem wobec migracji, poparciem dla brutalnych działań ICE, sprzeciwem wobec takich ruchów jak Black Lives Matter, histerią wokół “ideologii woke” czy paniką, jaką w najtwardszej bazie Trumpa wywołują takie postaci jak Mamdani czy wcześniej Obama.

Która wizja zwycięży? Trump ma 80 lat, Mamdani 34. Ameryka zmienia się demograficznie, biali są ciągle większością, ale coraz mniejszą – jeśli nie będziemy liczyć Latynosów, to biali stanowią około 56 proc. populacji Stanów. Demograficzne zmiany nie przekładają się jednak automatycznie na politykę. W wyborach 2024 r. Trump, mimo całej swojej antyimigranckiej czy, zdaniem niektórych, wręcz rasistowskiej retoryki, był w stanie zdobyć zaskakująco wysokie jak na republikańskiego kandydata poparcie wśród takich mniejszości jak Latynosi.

4 lipca. Ameryka Trumpa starła się z tą Mamdaniego [OPINIA]Deal Trumpa z amerykańską skarbówką byłby skandalem nawet w "Trzecim Świecie" [OPINIA]

Stany są nie tylko ojczyzną migrantów, miejscem wyjątkowo demokratycznego eksperymentu, z którego Amerykanie słusznie są dumni, ale także państwem z silnymi tradycjami natywistycznymi, usiłującymi zamknąć i ograniczyć definicję tego, kto może być pełnoprawnym obywatelem. Dziś siły te są najpotężniejsze od zwycięstwa ruchu praw obywatelskich w latach 60. Amerykę zawsze definiował nie tylko wielki kulturowy egalitaryzm, ale także władza prywatnych interesów i problem koncentracji bogactwa. I dziś problem ten przybiera największe rozmiary od końcówki XIX wieku, gdy rosły fortuny Carnegiego, Vanderbilta czy J. P. Morgana.

Nie wiemy więc, czy Stany pójdą raczej drogą Mamdaniego czy Trumpa. Historia nakazywałaby oczekiwać, że po prawicowych ekscesach Trumpa 2.0 dojdzie do jakiejś liberalno-równościowej korekty. Amerykańska demokracja staje się jednak coraz mniej przewidywalna, a polaryzacja jest tak głęboka, że różnice coraz trudniej uzgadniać demokratycznymi środkami – co zwolennicy obecnego prezydenta najlepiej pokazali, gdy zaatakowali Kapitol w styczniu 2021 r.

PREMIUM Zapisz się na newsletter!

Zapisz mnie

Podobne artykuły