Znowu goręcej na linii USA-Iran. “Ryzykują podpalenie światowej gospodarki”
Ekspert ds. Bliskiego Wschodu wskazuje tutaj na złożoność obecnej sytuacji i militarny wymiar obecnych uderzeń USA, który w jego ocenie budzi coraz więcej pytań o realną strategię Pentagonu. Rozmówca Wirtualnej Polski wskazuje na brak wartościowych celów wojskowych, które nie zostałyby zniszczone w poprzednich fazach konfliktu. Nie doszło zatem do uderzenia, które radykalnie zmieniłoby sytuację.
– Amerykanie bombardują to, co już zostało zbombardowane. Jak można niszczyć radary w cieśninie Ormuz, które przestały istnieć miesiąc temu i zostały “całkowicie zniszczone” ponownie dwa dni temu? – pyta ironicznie dr Szewko. – To przypomina wojnę Saudyjczyków z Huti: od dziesięciu lat co tydzień trafiają w ten sam budynek. Prawdziwe cele wojskowe Iranu są zakopane głęboko pod ziemią, a nie na wybrzeżu – podkreśla.

Kryzys zagląda w oczy
Ekspert zauważa, że potencjalnie “atrakcyjnym” celem dla USA pozostaje infrastruktura cywilna, głównie rafinerie. Ekspert ocenia, że uderzenie w przemysł energetyczny Iranu, choć byłoby niewątpliwie dotkliwe dla Teheranu, pociągnęłoby za sobą reakcję, której wymiar byłby dotkliwy także dla Zachodu. Iran wykonałby uderzenia odwetowe na rafinerie krajów Zatoki Perskiej, co natychmiast odbiłoby się na światowych cenach ropy.
Powrót do otwartego konfliktu – o ile faktycznie do niego dojdzie – byłby zatem potężnym ciosem w światową gospodarkę, która ledwo zaczęła lizać rany. Ponowne zamknięcie cieśniny Ormuz spowoduje globalny wzrost cen i doprowadzi do dalszego drenowania już nadwątlonych zapasów.
W tej sytuacji – jak zauważa rozmówca WP – jedynym wygranym może być Rosja. Ostatnie miesiące pokazały, że to właśnie Moskwa może okazać się, kolejny raz zresztą, beneficjentem wymiany ognia w rejonie cieśniny. Amerykanie zdecydowali wtedy o odwieszeniu sankcji na rosyjską ropę, by ratować rynek – taka sytuacja mogłaby się powtórzyć, jeśli ponownie dojdzie do regularnych działań wojennych. – To torpeduje całą dotychczasową politykę osłabiania Moskwy. Iran ma w ręku bardzo mocne karty i doskonale wie, jak nimi grać – podkreśla dr Szewko.
Amerykańskie bombardowanie należy umiejscowić także w kontekście trwających właśnie w Iranie wielodniowych uroczystości pogrzebowych ajatollaha Alego Chameneiego. Najwyższy duchowy przywódca kraju stracił życie w wyniku amerykańsko-izraelskiej kampanii. Teheran, choć zdominowany jest obecnie przez frakcję, która uważa, że z USA rozmawia się wyłącznie z pozycji siły, zdaje sobie sprawę z tego kontekstu. Zakłócenie uroczystości jawi się jako “problem wizerunkowy” dla władz – uważa ekspert. Dalsze zakłócenia tak ważnych dla reżimu uroczystości mogą stanowić czynnik, który będzie miał wpływ na dalsze decyzje władz.

Szczyt NATO w tle eskalacji
Eskalacja przypada także na trwający właśnie w Ankarze szczyt NATO, na którym obecny jest także Donald Trump. Czy zatem eskalacja może pokrzyżować plany Sojuszników? Dr Szewko jest w tej kwestii sceptyczny, wskazuje jedynie na to, że Trump jest “nieprzewidywalny” i trudno tu coś wróżyć z fusów.
Rozmówca Wirtualnej Polski wskazuje jednak, że najbardziej realnym scenariuszem na ten moment pozostaje wymiana ognia, która może potrwać jeszcze dzień lub dwa, do której równolegle prowadzona będzie gorączkowa dyplomacja. Tutaj dr Szewko wskazuje na Katar, który w jego ocenie będzie najbardziej zainteresowany rozwiązaniem sprawy i podejmie się “panicznej mediacji”. Na stole pozostaje jednak pytanie, czy w gabinetach w Teheranie i Waszyngtonie ktoś jeszcze chce słuchać mediatorów.