Sensacyjny zwrot akcji. Skazana Le Pen rozdaje karty na nowo przed kluczowymi wyborami we Francji
I twierdzi, że będzie prowadziła kampanię “bez bransoletki”. Temu ma służyć odwołanie do sądu kasacyjnego.
Wtorkowe wystąpienie w głównym programie informacyjnym TF1 i jasna deklaracja o kolejnej próbie podboju Pałacu Elizejskiego (Le Pen starała się już trzy razy, dwukrotnie dostała się do II tury) pokazuje co najmniej dwie rzeczy. Determinacja liderki RN jest ogromna, ale widać też wyraźnie, kto w dawnym Froncie Narodowym rozdaje karty.

Bardella był przygotowywany do startu od miesięcy, proces oswajania z wyborcami następował sukcesywnie i metodycznie, na wypadek gdyby kandydatura Le Pen została formalnie zablokowana przez sąd. 30-latek pokazywał się nawet w “Paris Match”, znanym magazynie people, z nową narzeczoną, księżniczką Marią Caroliną de Bourbon des Deux-Siciles. Kiedy jednak Le Pen zobaczyła, że furtka do wyborów prezydenckich została uchylona, choćby nieznacznie, natychmiast z niej skorzystała.
Sąd: niech wyborcy zdecydują
Marine Le Pen została skazana we wtorek przez sąd apelacyjny na trzy lata więzienia – dwa w zawieszeniu oraz rok do odbycia w systemie dozoru elektronicznego.
Trybunał jednoznacznie potwierdził – także w przypadku jedenastu współoskarżonych – sprzeniewierzenie funduszy europejskich na rzecz jej partii. Dzięki fikcyjnym etatom dla asystentów europosłów Zjednoczenie Narodowe przywłaszczyło 2,8 mln euro z PE.
Wyrok dla Le Pen obejmuje również zakaz pełnienia funkcji publicznych na okres czterdziestu pięciu miesięcy, z czego trzydzieści miesięcy zawieszono. To kluczowa kwestia, bo formalnie pozwala liderce RN na start w przyszłorocznych wyborach prezydenckich – dlatego, że zakaz 15 miesięcy od wcześniejszego orzeczenia już się dokonał.

Ale – co równie ważne – w oświadczeniu wydanym po ogłoszeniu wyroku sąd dał do zrozumienia, że przy wymierzaniu kary pozbawienia prawa do sprawowania funkcji publicznych uwzględnił “swobodę wyboru każdego z głosujących”.
Mówiąc prostszym językiem – niech wyborcy zdecydują, czy Le Pen może ubiegać się o najwyższy urząd w państwie.
Przypomnijmy, w pierwszej instancji, wiosną ubiegłego roku, sąd orzekł wobec niej pięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznych z rygorem natychmiastowej wykonalności, a to oznaczało wtedy zakaz ubiegania się o urząd prezydenta. Teraz sytuacja jest zupełnie inna i na tej podstawie Le Pen ogłosiła się kandydatką w wyborach.
Pozostaje jednak kwestia opaski elektronicznej. Jeszcze w ubiegłym tygodniu Le Pen powtarzała, że “jako kandydatka na urząd prezydenta musiałaby mieć pełną swobodę przemieszczania się” i nie może ona “być uzależniona od zgody sędziego na zorganizowanie wiecu w Romorantin czy wizytę na targu w Hénin-Beaumont (bastionie Zjednoczenia Narodowego w północnej Francji – red.)”.
Innymi słowy, jednoznacznie uzależniała swoją kandydaturę od tego, czy nie zostanie skazana na noszenie elektronicznej opaski.

Role rozpisane na nowo
Dzisiaj jednak planuje co innego – odwołanie do sądu kasacyjnego ma “zawiesić skutki” wyroku i pozwolić, aby możliwa była “kampania bez elektronicznej opaski”. – Nie ma już scenariusza, w którym nie mogłabym kandydować – przekonuje dość ostentacyjnie pewna sobie Le Pen, twierdząc, że to “francuski naród będzie sędzią”, ponieważ “będzie miał swobodę wyboru”.
– Jordan Bardella i ja rozpoczniemy zatem tę kampanię prezydencką bardzo szybko – dodaje liderka skrajnej prawicy, już teraz widząc dla młodszego kolegi rolę premiera, która – jej zdaniem – “wymaga ogromnej determinacji i energii”.
Po nieoczekiwanym wyroku role zostały więc na nowo rozpisane. We Francji to pierwszy taki przypadek, żeby kandydat(ka) do Pałacu Elizejskiego prowadził(a) kampanię ramię w ramię z ewentualnym przyszłym premierem.
Jaka jest strategia Le Pen?
Kluczowe pytanie dotyczy teraz tego, w co gra Marine Le Pen, skoro jej przyszłość polityczna ciągle jest uzależniona w dużej mierze od kolejnej decyzji wymiaru sprawiedliwości.

Wydaje się, że strategia jest dość czytelna. Składając odwołanie do sądu kasacyjnego, liderka skrajnej prawicy chce przede wszystkim zyskać na czasie. Podczas gdy rozpatrywana będzie jej skarga, Le Pen nie będzie zmuszona nosić elektronicznej opaski – prawo we Francji na to zezwala – a zatem będzie mogła swobodnie prowadzić kampanię.
Powołując się na konsultacje z ekspertami prawnymi, dziennik “Le Monde” twierdzi, że orzeczenie sądu kasacyjnego może zapaść nie wcześniej niż na początku przyszłego roku.
Ta gra może być też jednak ryzykowna. Czy Le Pen chce działać metodą faktów dokonanych i nawet gdyby na początku 2027 r. sąd zdecydował o konieczności noszenia opaski, wejść w konflikt z wymiarem sprawiedliwości, uzasadniając, że wybory są tuż tuż, 18 kwietnia, a ona od dawna prowadzi kampanię? Takiego scenariusza nie można wykluczyć. Podobnie jak tego, że wystawi się swoim rywalom na łatwy strzał polityczny, bo już teraz jest określana jako “przestępczyni”.
Sama Le Pen uznała jednak najpewniej, że gra jest warta świeczki i tak łatwo ze sceny nie zejdzie.
Z ostatnich sondaży wynika, że kandydat skrajnej prawicy RN ma od 32 do 36 proc. poparcia w pierwszej turze wyborów prezydenckich i znaczną przewagę, od kilkunastu do nawet 20 punktów proc., nad kolejnym pretendentem, Edouardem Philippe’em z centrum.
Remigiusz Półtorak, dziennikarz Wirtualnej Polski
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie