Tusk żegna “prawą rękę”. Berek może zostać sędzią TK
I to Knapińska, która pełni także funkcję sekretarza Rady Ministrów i wiceszefowej komitetu stałego rządu, ma przejąć obowiązki Berka, co zapowiedział Donald Tusk. Choć nie sprecyzował, czy wszystkie.
Jak wynika z informacji Wirtualnej Polski, chociaż Joanna Knapińska ma przejąć funkcję po Macieju Berku, to nie będzie konstytucyjnym ministrem jak on.

– Berek odpowiadał za dwa obszary – koordynację prac rządu i kontakty między rządem a Sejmem. Pytanie, czy Knapińska będzie chciała i mogła zająć się tym drugim obszarem, bo tam trzeba kogoś, kto z jednej strony będzie miał posłuch wśród ministrów i będzie umiał czasem hamować ich zapędy legislacyjne, a z drugiej strony będzie w stanie dobrze współpracować z marszałkiem Sejmu i jego zapleczem – zauważa nasz rozmówca z Sejmu.
– Pytanie więc, czy nie będzie trzeba szukać nowej osoby odpowiedzialnej za ten obszar sejmowy. Musimy to jeszcze poukładać – przyznaje rozmówca.
Dokąd pójdzie minister
Premier dziękował Maciejowi Berkowi przed posiedzeniem i na jego zakończenie, do czego przyłączyli się obecni na posiedzeniu ministrowie. Jednocześnie Donald Tusk zapowiedział, że wkrótce będzie wiadomo, w jakich państwowych, publicznych rolach Maciej Berek być może wystąpi. – Berek ma tę wadę, że gdzie go nie wyślesz, tam sobie radzi – mówi osoba z rządu.
Od razu zaczęły się spekulacje, dokąd może trafić dotychczasowy minister. Jako jedną z takich funkcji nasi rozmówcy typowali stanowisko sędziego w Trybunale Konstytucyjnym. I Polityka Insight podała, że tam ma właśnie trafić. Potwierdza nam to rozmówca z koalicji.
– To już nie jest wiedza tajemna, jest takie ustalenie od pewnego czasu. On tak zasłużył się Tuskowi, że o co by nie poprosił, to by dostał – mówi polityk.
We wrześniu mija kadencja Justyna Piskorskiego i Sejm będzie miał wkrótce dokonać wyboru jego następcy. – To informacja, która się każdemu pojawi w głowie, bo ten wybór ma być dokonany na najbliższym posiedzeniu Sejmu. A Berek jest prawnikiem, konstytucjonalistą – mówi rozmówca rządowy.

Znaki zapytania
Ale są poważne znaki zapytania. Koalicja, krytykując obecny skład TK, wskazywała m.in. na polityczne nominacje PiS, kiedy sędziami zostawały osoby bezpośrednio związane z obozem władzy, jak posłowie Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz czy Bogdan Święczkowski, który był wcześniej prokuratorem krajowym.
Dodatkowo w przygotowanym przez obecną koalicję projekcie ustawy o TK był zapis o czteroletniej karencji dla parlamentarzystów, ale także członków rządu, gdyby chcieli trafić jako sędziowie do TK.
– To nie byłby zbyt szczęśliwy ruch, przy dobrej opinii o ministrze Berku, to jeśli mamy zmienić standardy, przychodzenie z tak super politycznego stanowiska do Trybunału nie jest właściwe – słyszymy od jednego z uznanych prawników.
W podobnym tonie wypowiada się jeden z wiceministrów: – Jeszcze sam premier podkreślał, że współpracuje z Berkiem od trzydziestu lat – i przyznaje, że w tym kontekście to nienajszczęśliwsza kandydatura. Ale jednocześnie argumentuje, że z drugiej strony, w kontekście przesilenia, jakie ma nastąpić w TK jesienią, Berek byłby bardzo dobrą kandydaturą. Zapowiedzi, że koalicja liczy na to, że jesienią zmieni się sytuacja w TK, słychać m.in. z ust ministra Waldemara Żurka.
Pytanie, jak zareaguje Karol Nawrocki na taką nominację. – Raczej skończyły mu się argumenty, jeśli chodzi o odmowę, nie może mówić, że ten wybór był opóźniony, jak było poprzednio – słyszymy od rozmówcy z koalicji. Chodzi o czworo sędziów, od których Karol Nawrocki nie przyjął ślubowania. Jednym z argumentów było to, że nie zostali wybrani w trakcie kadencji Nawrockiego, innym, że Sejm bez uzasadnienia zwlekał z ich wyborem.