12 August, 2026

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

W usłudze Google Street View po najechaniu na ulicę Rybacką w Gliwicach można zobaczyć zdjęcia archiwalne z poziomu ziemi. Zrobiono je w 2012 r. oraz ponownie w 2025 r. W obu przypadkach w okolicach miejsca, gdzie ul. Rybacka krzyżuje się z ulicą Ekonomistów, widać dwa betonowe słupki wkopane w ziemię. Wirtualna Polska pokazała je geodetom. Ci nie mogą przeczytać tego, co jest napisane na słupkach, ale przekonują, że opcje są tak naprawdę dwie.

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

  • Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie
  • Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie
[1/2] Słupek przy spornej działce na zdjęciach z 2025 r. Źródło zdjęć: © Google Maps

– To albo słupek graniczny pomiędzy dwoma działkami, albo słupek pokazujący koniec pasa drogowego – mówi Piotr, jeden z geodetów pracujących na Podhalu. – W obu przypadkach efekt jest jednak ten sam. Ten słupek wskazuje krańcowy punkt, do którego powinna dochodzić droga, by nie zabierać nieruchomości tego rolnika. Tymczasem z analizy tych archiwalnych zdjęć i fotografii, które od weekendu ogląda cała Polska (pokazują zaorany przez 60-latka asfalt) wygląda, że ta nowa droga jest jednak dużo szersza niż była wcześniej.

“Miejsce, gdzie stały te słupki jest w środku obecnego asfaltu i niemal dokładnie tam, gdzie rolnik zaczął orać asfalt” – piszą internauci. “Ten chłop musiał być do tej granicy tak silnie przywiązany, że orał dosłownie po niej” – dodają.

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

  • 1

    Słupki graniczne przy ulicy Ryback…

    Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

    Słupki graniczne przy ulicy Rybackiej na zdjęciach z 2012 r.

  • 2

    Słupki graniczne przy ulicy Ryback…

    Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

    Słupki graniczne przy ulicy Rybackiej na zdjęciach z 2012 r.

“Wielu starszych ludzi jest do takich granic, czasem słupków, czasem kamieni, bardzo przywiązanych. Traktują taką granicę jako największą świętość. Dla nich słupek graniczny jest więcej wart niż papier” – dodają kolejni.

Miasto sprawdza akta i prosi, by uzbroić się w cierpliwość

Czy granica pomiędzy ziemią należącą do Urzędu Miasta Gliwice i Józefa M. (jak nazywa się rolnik) faktycznie w przeszłości przebiegała inaczej? A jeśli tak, to czy w przeszłości 60-latek został z niej wywłaszczony? Czy otrzymał za to odszkodowanie, a jeśli tak, to czy je podjął, czy też może nie uznał tej decyzji i pieniądze cały czas czekają na niego na specjalnym koncie bankowym?

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

Te wszystkie pytania wysłaliśmy rzecznikowi prasowemu Urzędu Miasta Gliwice.

– Ziemia pod drogą jest miasta, ale informacje na temat tego, jak dokładnie weszliśmy w jej posiadanie, są przygotowywane przez Zarząd Dróg Miejskich. To może trochę potrwać. Odpowiemy na wszystkie wątpliwości najszybciej jak tylko się da – mówi Mariusz Kopeć.

Tym samym gliwicki magistrat dalej nie ucina spekulacji internautów. Wielu z nich twierdzi, że nawet jeśli część działki rolnika została przejęta pod drogę, mógł on nie wiedzieć o zmianie własności lub nie mieć świadomości jej prawnych konsekwencji. Słupki graniczne, które stały przy ul. Rybackiej jeszcze w 2025 r. mogły go utrzymywać w przekonaniu, że jego własność sięga dalej, niż było to faktycznie.

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

Gliwicka radna: miasto mogło przejąć ziemię bez pieniędzy i bez notariusza

Więcej światła na sprawę w gliwickiej dzielnicy Ostropa rzuca Alicja Mainusch-Buhl, radna miejska z Gliwic. Ta na prowadzonym przez siebie profilu na Facebooku opublikowała kulisy przejęcia ziemi rolnika, do którego miało dojść 25 lat temu. Radna przyznaje jednak, że stało się to w bardzo kontrowersyjny sposób. “Ziemia zmieniła właściciela bez notariusza” – informuje lokalna działaczka.

“Wszyscy wiemy, jak w zwyczajnych warunkach wygląda sprzedaż ziemi: umawiasz się z kupującym, idziecie do notariusza, podpisujecie akt, dostajesz pieniądze, wydajesz grunt. Najpierw kasa, potem towar. Tak działa świat. Ale w polskim prawie istnieje jeden wyjątek, o którym większość ludzi nie ma pojęcia. Nazywa się art. 98 ustawy o gospodarce nieruchomościami i działa tak: Jeżeli właściciel dzieli swoją nieruchomość na mniejsze działki i w wyniku tego podziału wydziela się pas gruntu pod drogę publiczną — ten pas przechodzi na własność gminy automatycznie, z mocy samego prawa. Bez umowy. Bez notariusza. Bez pieniędzy na stół w dniu przejęcia. W dniu, w którym decyzja o podziale staje się ostateczna — własność po prostu “przeskakuje” na gminę – pisze Alicja Mainusch-Buhl, radna Rady Miasta Gliwice.

Jak dodaje, dokładnie to stało się przy ul. Rybackiej. W marcu 2001 r. ówczesny prezydent miasta Gliwice zatwierdził — na wniosek ówczesnego właściciela — podział jego nieruchomości. Z podziału wydzielono m.in. dwie wąskie działki pod drogę. I te działki, zgodnie z ustawą, przeszły na miasto jeszcze w 2001 r. Wpis w księdze wieczystej rok później tylko to potwierdził.

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

Tu jednak pojawia się “ale”. Zdaniem radnej Mainusch-Buhl rolnik mógł do dziś nie dostać za przejętą ziemię pieniędzy.

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie"Skandal". Burza po areszcie dla rolnika z Gliwic

“Ustawa mówi: właścicielowi należy się odszkodowanie. Ale — i tu proszę usiąść — odszkodowanie przychodzi po przejęciu gruntu, nie przed. Czasem po miesiącach. Czasem po latach” – pisze na Facebooku gliwicka radna. “A przejście własności nie zależy od tego, czy pieniądze w ogóle dotarły. Czyli państwo czy miasto najpierw biorą, a dopiero potem płacą. Odwrotnie, niż każdy z nas robi to w normalnym życiu. Czy w tej konkretnej sprawie odszkodowanie wypłacono? Tego z ksiąg wieczystych nie wyczytamy. I właśnie to zamierzam ustalić — jako radna mam do tego narzędzia” – dodaje Alicja Mainusch-Buhl.

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawie

Rolnik kolejny dzień nie złożył zażalenia wobec umieszczenia go w areszcie. Pomoże mu Ordo Iuris?

O tym, że najsłynniejszy w ostatnich dniach polski rolnik tak naprawdę może być osobą nieporadną i nieznającą prawa, świadczy jeszcze jeden szczegół. Jak ustalił dziś ponownie dziennikarz WP, do Sądu Rejonowego w Gliwicach już drugi dzień z rzędu nie wpłynęło zażalenie na areszt tymczasowy dla rolnika.

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawieRolnik zaorał asfalt i trafił do aresztu. 60-latek nie ma adwokata

Mężczyzna ten ma prawo zaskarżyć umieszczenie siebie w areszcie. Może to zrobić osobiście choćby na skrawku papieru, jaki powinni mu udostępnić strażnicy z aresztu. Mężczyzna w teorii powinien wiedzieć, że przysługuje mu takie prawo. Powinien go o tym informować sąd.

– Takie pismo dziś do sądu na pewno nie wpłynęło – mówi WP Agata Dybek – Zdyń, rzeczniczka prasowa Sądu Okręgowego w Gliwicach. – Mężczyzna ma na zaskarżenie decyzji o umieszczeniu samego siebie w areszcie siedem dni. Czas biegnie od zeszłej niedzieli – dodaje sędzia.

Ustaliliśmy także, że Józef M. cały czas nie ma obrońcy. Tu także nic nie zmieniło się od poniedziałku.

Rolnik zaorał drogę, bo granica mogła przebiegać inaczej? Zdjęcia Google pokazują nowe szczegóły w sprawieRolnik zaorał asfaltową drogę, został aresztowany. Jest petycja ws. jego uwolnienia

– Na razie nie mieliśmy kontaktu od nikogo z kręgu rodziny lub znajomych tego aresztowanego pana – przyznaje Filip Bator, rzecznik prasowy Fundacji Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. – Dlatego na razie nie uczestniczymy w tej sprawie w żadnym aspekcie. Nie wykluczamy jednak, że jeśli ktoś się do nas z taką prośbą zwróci, to zajmiemy się pomocą temu mężczyźnie. Wydaje się, że tutaj możemy mówić o nadmiernej surowości wymiaru sprawiedliwości względem tego mężczyzny i takie coś jest jak najbardziej w zakresie służby naszej Fundacji – dodaje.

Podobne artykuły