“Taplanie się w aferze do wyborów”? Koalicjanci tracą cierpliwość i domagają się głów
W koalicji rządzącej z jednej strony nie traktują lekarza-sygnalisty na ten moment jako osoby wiarygodnej.
– Pytanie, co z tych jego rewelacji się jeszcze potwierdzi. Bo jeśli w szpitalu dochodziło do tak strasznych rzeczy, to dlaczego nie zgłosił tego odpowiednim organom? Podobnie jeśli chodzi o “salonik VIP”. Trudno tłumaczyć, skoro brakuje nazwisk – komentuje rozmówca z KO. To samo słyszymy w Lewicy.
– Facet o tym wiedział i nie zwrócił się do prokuratury? Trzeba do tego podchodzić ostrożnie, zobaczyć, czy i co się potwierdzi – mówi nasz rozmówca. W środę na konferencji prasowej minister sprawiedliwości Waldemar Żurek stwierdził, że doktor Jędrzejewski już w lipcu 2025 r. miał być poproszony przez władze szpitala o szczegóły potencjalnych nieprawidłowości, ale odpowiedzi nie było.
Dodatkową frustracją dla naszych rozmówców z koalicji jest to, że nie ma za bardzo kim tłumaczyć różnych aspektów aktualnej afery. – Chętnie byśmy to zrobili, ale przecież resort zdrowia, decyzją premiera, odpolityczniono i nie mamy tam swoich ludzi, którzy mogliby wyjść przed kamery. Mamy posłów związanych z obszarem zdrowia, ale oni nie są na tyle biegli i medialnie obyci, by to ogarnąć – przyznaje nasz rozmówca z KO.
Premier Donald Tusk z jednej strony mówi, że jeśli chodzi o wyciąganie wniosków nie będzie litości, ale przestrzega też przed pochopnym wyciąganiem wniosków na podstawie jednej audycji.

Koalicjanci o szpitalu
Pojawiają się oczekiwania, że przyszła już pora na twarde rozliczenia polityczne. W tym kontekście wskazywane są już konkretne nazwiska. – Marcin Kierwiński jest za silny, by kierownik (premier – red.) go zdymisjonował. Ale minister zdrowia stała się memem, ona jest w pierwszej kolejności do dymisji – mówi polityk ludowców. Podobne głosy słychać ze strony Lewicy.
– Jeśli premiera nie zawiódł instynkt, to powinien ją politycznie zabić. Bo albo będzie szybkie cięcie, pewnie połączone z reformą, albo będziemy się w tej sprawie taplać do przyszłorocznych wyborów – zauważa poseł Lewicy.
Generalnie partie koalicyjne traktują resort zdrowia z dużym dystansem, odkąd nastąpiła tam wymiana kierownictwa i partie straciły swoich przedstawicieli w kierownictwie resortu. Choć z drugiej strony są ostrożne głosy, by poczekać na wyjaśnienie oskarżeń doktora Jędrzejewskiego. Są też opinie, by poczekać na jakiś ruch resortu w postaci pakietu ustaw reformujących ochronę zdrowia i regulujących pensje lekarzy. Tyle że na razie takich propozycji nie ma, a cierpliwość koalicjantów się kończy.

Za to dosyć zgodnie wszyscy punktują nieobecność minister zdrowia od początku kryzysu w sprawie Szpitala Południowego. Ze strony KO słychać wręcz, że szefowa resortu po zeszłotygodniowym posiedzeniu Sejmu miała się udać na urlop, na którym ma pozostać do końca miesiąca.
Ale resort dementuje te pogłoski.
– Minister zdrowia wykonuje swoje obowiązki i podejmuje decyzje w zakresie chociażby kontroli w szpitalach warszawskich. Dementuję, że przebywa na urlopie. Dzisiaj sprawy komentowała wiceminister Kęcka ze względu na obecność podczas Zespołu Trójstronnego. Jeszcze dziś kolejne komentarze w tej sprawie – słyszymy od rzeczniczki resortu Anny Choszcz-Sendrowskiej.
Sam resort poinformował na profilu na platformie X:
“Minister Zdrowia zlecił Wojewodzie Mazowieckiemu oraz Konsultantowi Krajowemu w dziedzinie Medycyny Ratunkowej przeprowadzenie kontroli w SOR Warszawskiego Szpitala Południowego sp. z o.o. i SOR Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego sp. z o.o.”
Resort już wcześniej replikował, że minister jest obecna w całej sprawie, ale politycy chcą więcej. – Sobierańska-Grenda to ta od zdrowia? – ironizuje jeden z polityków Lewicy. Zdaniem naszych rozmówców szefowa resortu zdrowia powinna wykazać w tej sprawie inicjatywę i reagować zarówno w sprawie propozycji zmian, jak i doniesień dotyczących Szpitala Południowego. – Resort nie jest właścicielem szpitala, ale minister pełni nadzór nad szpitalami i może to robić za pośrednictwem NFZ – zauważa polityk Lewicy.
MZ czy NFZ ?
Dlatego ostrze rozliczeń, zdaniem naszych rozmówców, może też sięgnąć kierownictwa NFZ. Tak interpretowane są wtorkowe słowa premiera, że szykuje się do “poważnej rozmowy” z szefostwem Funduszu, bo “wyklucza myślenie, że NFZ, odpowiedzialny za płacenie pieniędzy placówkom, był tak długo zupełnie bezradny”.
– NFZ, jak chce, to potrafi skontrolować sytuację w szpitalach czy kwestie wynagrodzeń lekarzy, ma do tego narzędzia – kwituje rozmówca z koalicji. Kolejny dodaje, że ewenementem sytuacji w systemie ochrony zdrowia jest to, że on źle funkcjonuje, choć nie przez brak pieniędzy. – W tym systemie jest tyle błędów, że ile byśmy do niego nie włożyli, to kasa i tak jest przepalana – przekonuje rozmówca z obozu rządzącego.
Jak pisaliśmy w WP, 11 czerwca szef NFZ Filip Nowak przestał przewodniczyć Radzie ds. Taryfikacji. To ciało opiniodawczo-doradcze działające przy Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), która dokonuje wyceny świadczeń medycznych. Wtedy część naszych rozmówców interpretowała, że to tylko korekta polityki dotyczącej świadczeń, z uwagi na to, że szef NFZ – jak przedstawiciel płatnika – jest zainteresowany jak najniższą wyceną i to może rodzić konflikt interesów.

Ratusz na cenzurowanym?
Politycy KO zarysowują też wyraźną “linię demarkacyjną”, wskazując, że bardziej za funkcjonowanie szpitala odpowiedzialny jest warszawski samorząd niż regionalne czy centralne władze KO. Dlatego najczęściej w tym kontekście spekuluje się o politycznych rozliczeniach np. na szczeblu wiceprezydentów miasta (za obszar zdrowia odpowiada wiceprezydent Renata Kaznowska). Ale część rozmówców bierze władze stolicy w obronę.
– Organ prowadzący odpowiada za budynki i dyrektora czy prezesa placówki, a za świadczenia i procedury odpowiadają wojewoda i NFZ. Jako organ prowadzący nie mamy prawa przeglądać dokumentacji medycznej, to tajemnica szczególnie chroniona, do której wybiórczy dostęp ma NFZ, Rzecznik Praw Pacjenta czy prokurator – podkreśla rozmówca zbliżony do stołecznego ratusza.
Wskazuje też, że władze miasta przestrzegały już poprzedni rząd, że ciągłe dosypywanie pieniędzy do ochrony zdrowia wygeneruje wypaczenia. – Kaznowska jeszcze premierowi Morawieckiemu mówiła, że jak damy kolejne pieniądze na zdrowie, to ich już nigdy nie odbierzemy – przekonuje rozmówca.
Polityk KO twierdzi, że wiele o tym, jaki jest klimat wokół władz stolicy, powie czwartkowa sesja absolutoryjna rady miasta. To na niej ma być przedstawiona informacja Prezydenta m.st. Warszawy o wynikach kontroli w Warszawskim Szpitalu Południowym czy na temat sposobu rozliczania godzin pracy lekarzy zatrudnionych w szpitalach, dla których organem prowadzącym jest miasto.
Opozycja już przygotowała projekt uchwały rady wzywającej Renatę Kaznowską do dymisji. – Pytanie jednak, jak zachowa się taka Lewica, która w radzie jest de facto w opozycji do KO, która ma bezpieczną większość – zastanawia się polityk KO. Na razie warszawska Lewica zdecydowała, że nie poprze uchwały w sprawie absolutorium dla Rafała Trzaskowskiego.