Rząd gotowy na reformę zdrowia? Prawie. Idzie ofensywa
Po co więc była ta konferencja?
– Widocznie w Kancelarii Premiera stracili cierpliwość, że Tusk już tyle razy zabierał głos w sprawie tej afery, dając temu twarz, a Sobierańska-Grenda schowała się w mysiej norce – stwierdza nasz rozmówca zbliżony do rządu.
Z naszych informacji wynika, że planowany jest już konkretny ruch rządu w tej sprawie. Rozmówcy twierdzą, że pomysły są już przygotowane i wymagają jedynie pełnej lub choćby częściowej zgody premiera.
Nieoficjalnie słychać, że na początku tygodnia w Kancelarii Premiera ma odbyć się narada z udziałem premiera, przedstawicieli NFZ oraz Jolanty Sobierańskiej-Grendy.
Jeśli przebiegnie zgodnie z oczekiwaniami, wkrótce potem – być może w drugiej połowie tygodnia – przedstawiony zostanie pakiet zawierający rządowe pomysły na reformy w zdrowiu. Choć należy się liczyć z tym, że będzie to raczej zapowiedź kierunków zmian, a nie szczegółowy harmonogram, nie mówiąc już o projektach ustaw.
Co się może wydarzyć?
Rząd ma trzy warianty rozwoju sytuacji i to obok uchwalonej właśnie przez Senat ustawy “peselowej”, weryfikującej wynagrodzenia lekarzy po numerach PESEL. – Dzięki temu będziemy mogli przypisać kilka umów jednej osobie, jeśli takowe posiada. Bo jak dziś ktoś ma kilka umów, to nie wiadomo, czy przynależą do jednej osoby, czy kilku – tłumaczy rozmówca dobrze znający system zdrowotny w Polsce.
W tej sprawie resort zdrowia musi czekać na ruch Karola Nawrockiego, którego Naczelna Izba Lekarska zachęca do zablokowania ustawy. Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski zapowiedział w RMF FM, że izba użyje wszelkich środków, by zablokować tę ustawę. A jeśli prezydent podpisze ustawę, samorząd lekarski skieruje sprawę do trybunałów europejskich. “Nam determinacji, by ją wprowadzić, nie zabraknie” – zripostował na X rzecznik rządu Adam Szłapka.
Tymczasem resort czeka, aż ustawa zacznie działać, bo to dane zebrane na jej podstawie mają być podstawą do wytypowania wariantów działań.
Jeśli chodzi o następny krok, to rząd po pierwsze może wrócić do nowelizacji ustawy podwyżkowej. Minister zdrowia lada dzień ma podać, ile będą kosztowały podwyżki w ochronie zdrowia w ciągu roku, począwszy od 1 lipca. Wariant, który leży obecnie na stole, przewiduje, że byłoby to 9 mld zł w skali roku, czyli w tym roku 4,5 mld zł. Mówimy o pieniądzach, które nie są uwzględnione w budżecie na zdrowie. Jeden z naszych rozmówców zorientowanych w kwestiach zdrowotnych sugeruje, że ostatecznie podwyżka może być nieco niższa i wynieść absolutne minimum, czyli 3,3 mld zł w tym roku. To suma, która ma pokryć koszty podwyżek płac osób zatrudnionych na etacie w ochronie zdrowia.
Ale przy tej okazji ponownie może pojawić się kwestia nowelizacji tej ustawy i zmiany wskaźnika podwyżek ze wzrostu średniej pensji np. na wskaźnik inflacji. Ewentualnie także przesunięcia podwyżki z połowy roku na początek roku. Do takiej zmiany przymierzała się Izabela Leszczyna, poprzednia minister zdrowia, rozważała ją także obecna, ale do tej pory nie było decyzji politycznej w tej sprawie.
Kolejna możliwość, którą zapowiadała minister Sobierańska-Grenda w tym tygodniu, to ustawa, której celem ma być ograniczenie kominów płacowych w ochronie zdrowia. Tu w grę wchodzą różne warianty ograniczające najwyższe wynagrodzenia – limit na stawkę godzinową, na całość wynagrodzenia lub np. wyznaczenie procentowego udziału płac w kosztach funkcjonowania szpitala. Do tego dochodzą likwidacja pracy na akord, czyli na procent od wykonanych procedur, czy nawet zakaz łączenia pracy na kontraktach dla NFZ z praktyką prywatną. Niektórzy rozmówcy uważają, że należy pójść nawet dalej. – Trzeba wprowadzić zakaz spółdzielni czy spółek lekarskich wszędzie tam, gdzie jest kontakt z pacjentem. Nie może być tak, że np. oddział anestezjologii i intensywnej terapii prowadzi “lekarz spółka z o.o.” – przekonuje rozmówca WP.
Opisywaliśmy tę paletę propozycji w Wirtualnej Polsce. Mają być one dyskutowane i z nich ma być ułożone finalne rozwiązanie. To właśnie, by przygotować w tej sprawie finalne rozwiązanie, rząd chce poznać rozkład zarobków kadry medycznej.
Dylemat ws. zmian
Ostatni dylemat, jaki ma rząd, to czy nie pójść dalej i nie zdecydować się na bardziej systemowy ruch dotyczący zmiany zasad zarządzania szpitalami. Do tego prą ludowcy, którzy w ramach swoich pomysłów na zdrowie proponują, by na terenie województwa nadzór pełnił marszałek lub wojewoda.
– Największą zaletą jest racjonalizacja opieki szpitalnej w regionie. System może działać tak, że jest szpital koordynujący 4 do 8 szpitali powiatowych i to on decyduje, jak wygląda opieka szpitalna w regionie. To likwiduje konkurencję między szpitalami, która podbija wynagrodzenia lekarzy, a jednocześnie pozwala zracjonalizować wykorzystanie łóżek szpitalnych – podkreśla Marek Sawicki.
To rozwiązanie nie jest zaskakujące, bo mówią o nim eksperci, ale słychać o nim także w obozie rządowym. Natomiast politycznie może budzić obawy, że jeśli jego efektem będzie likwidacja oddziałów szpitalnych czy nawet zamykanie niektórych szpitali, to polityczne skutki mogą spaść na rządzących w kraju, a nie marszałka.