Polska firma odpowiada Lwowowi. “Kontrakt powinien być kontynuowany”
Mer Lwowa Andrij Sadowy informował po Dniu Odporności Lwowa, który odbył się w środę w Gdańsku, o uzyskaniu wsparcia 2,5 mln euro dla Lwowa i zawarciu sześciu umów z zagranicznymi partnerami; wśród nich nie było podmiotów z Polski. Szef MSZ Radosław Sikorski skomentował na X, że “może to i lepiej, bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci, długo nie może doczekać się zapłaty”. Wiceszef MSZ Władysław Teofil Bartoszewski przyznał w wywiadzie radiowym, że sprawa pozostaje w centrum uwagi resortu.
Wiceprezes Control Process Tomasz Wiatr powiedział PAP, że “oczekuje respektowania międzynarodowych kontraktów” i liczy na szybką zmianę decyzji mera Lwowa, która pozwoli dokończyć prace budowlane.
Dodał, że spółka zaprasza Lwów do tego, “by wspólnie wypracować rozwiązanie i zakończyć ten spór”. Przekazał, że zakład jest wybudowany w 95 proc. i do zakończenia prac zostało około dwóch miesięcy. Oprócz nieuzasadnionego zerwania kontraktu firma zarzuca lwowskim partnerom także bezprawne wstrzymanie płatności.
– Miasto nie zapłaciło 10 mln euro za prace i zerwało gwarancje bankowe zabezpieczone przez polski rząd – 4,5 mln euro. Te pieniądze zostały pobrane nienależnie. Narracja ze strony Lwowa, że wykonawca czegoś nie zrobił, jest nieprawdziwa. Potwierdzają to niezależne decyzje podmiotów, które te tematy przesądziły. W ramach tych decyzji jest jednoznacznie napisane, że naruszenia są nie po naszej stronie, ale po stronie miasta – wskazał Tomasz Wiatr w rozmowie z PAP. Poinformował, że na korzyść jego spółki zapadło 75 decyzji w siedmiu postępowaniach.
Lwowska strona zarzuciła firmie, że miała m.in. nie ukończyć przygotowania dokumentacji projektowej, a także odmówić jej przekazania zamawiającemu. Według władz Lwowa nie dostarczyła też części sprzętu finansowanego przez Fundusz Partnerstwa Europy Wschodniej ds. Efektywności Energetycznej i Środowiska.

Wiceprezes Control Process zaznaczył, że na podstawie procedur arbitrażowych Lwów został zobowiązany do zapłaty wynagrodzenia i zwrotu nienależnie pobranych pieniędzy z gwarancji bankowych. Łączna kwota, której domaga się wykonawca (wraz z odszkodowaniami) wynosi około 17 mln euro.

– W tym są pieniądze, które powinny być wypłacone podwykonawcom i pracownikom. My na te środki oczekujemy i nie wyobrażamy sobie sytuacji, że ta kwestia nie zostanie rozwiązana. Sprawa jest dla nas jednoznaczna: pieniądze za wykonane prace powinny zostać wypłacone, kontrakt powinien być kontynuowany – skomentował Tomasz Wiatr.
Podkreślił, że “prowadzenie biznesu polsko-ukraińskiego powinno być oparte na zaufaniu, uczciwości i wypełnianiu wzajemnych zobowiązań”. Zaznaczył, że rozwiązanie tej sytuacji jest ważne dla obu stron.
– Poszanowanie europejskiego prawodawstwa na Ukrainie jest szczególnie teraz istotne, bo umożliwi otrzymywanie większej ilości środków na inwestycje, a wykonawcom zagranicznym zapewni bezpieczeństwo i spokój w kontekście prowadzenia biznesu – ocenił wiceprezes firmy.
***
Lato wystartowało – a z nim upały, w które trudno uwierzyć, kolejki bez końca i ceny, od których robi się gorąco. Słupek rtęci pobił rekord twojego miasta? Stoisz w korku, który nie ruszył się od godziny? A może upał daje się we znaki tam, gdzie nie powinien – na zatłoczonym SOR-ze, w przegrzanym pociągu, w miejscu bez wody i cienia? To też jest historia. Napisz do nas na dziejesie.wp.pl.