Prowokacja Rosji przeciw Polsce? “Oczekuj najlepszego, szykuj się na najgorsze”
Gen. Roman Polko w rozmowie z Wirtualną Polską zwraca uwagę na konieczność odróżnienia rzetelnych informacji wywiadowczych od medialnego szumu.

– Właściwie codziennie pojawiają się takie doniesienia. Część z nich to efekt pracy dziennikarzy, którzy wzmacniają kremlowską narrację opartą na straszeniu – ocenia generał. – Z drugiej strony mamy wojskową zasadę: oczekuj najlepszego, ale szykuj się na najgorsze. Czarne scenariusze o wojnie hybrydowej to nie nowość, my to doskonale znamy. Cyberataki, zakłócanie sygnału GPS, drony czy podpalenia to nasza codzienność od miesięcy – podkreśla.
Zdaniem byłego dowódcy GROM, scenariusz pełnoskalowego ataku – np. z wykorzystaniem sił pancernych – na Polskę w tym momencie jest mało prawdopodobny. Rosja ma zbyt duże problemy na ukraińskim froncie, by otwierać nową linię walki z NATO.
– Związki (jednostki – red.) pancerne raczej za linię Dniepru w naszą stronę nie wyjadą. Rosja musi się teraz uporać z własnymi problemami, zwłaszcza że Ukraińcy przejęli inicjatywę w działaniach – mówi gen. Polko. Podkreśla jednak, że nie wolno ignorować zagrożenia dywersyjnego. – To, co jest obecnie największym wyzwaniem dla Polski, to ataki terrorystyczne i dywersja. Mieliśmy już wiele przykładów takich działań – zaznacza rozmówca Wirtualnej Polski
Potrzeba konkretów, nie haseł
Generał przypomina postać brytyjskiego generała Richarda Shirreffa, który już w 2017 r. w swojej książce przewidywał wojnę z Rosją. – Wtedy wielu się z niego śmiało, ale on bazował na konkretnych analizach. Mam nadzieję, że obecne informacje, które docierają do służb, są równie konkretne: kto, co, gdzie i jak. Samo rzucanie haseł typu “uwaga, zagrożenie” to za mało – punktuje Polko.

Ekspert wskazuje jednocześnie na konkretne potrzeby i działania służb, które muszą pozostawać czujne i świadome. – Ataki pod obcą flagą, wykorzystywanie kupionych agentów wpływu z Ukrainy czy Białorusi, to realne ryzyko, na które służby muszą odpowiadać codziennym wysiłkiem, a nie tylko reakcją na artykuły w zagranicznej prasie – podsumowuje.