29 July, 2026

Profanacja, która sporo mówi o pewnej formie polskiej religijności [OPINIA]

Jakie były powody tego gestu? Co za nim stało? Jeśli uznać to, co sprawca sam napisał na sprofanowanych figurach, to trzeba uznać, że powody były – jakkolwiek skandalicznie wyrażone – religijne. Bartłomiej Włodzimierz K. napisał na figurze Matki Bożej: “diabeł w spódnicy”, co może wskazywać, że jego intencją było ostre, właściwe jego ostatnim poszukiwaniom religijnym, antymaryjne nastawienie.

Profanacja, która sporo mówi o pewnej formie polskiej religijności [OPINIA]

Czy wyczerpuje ono możliwe wskazanie przyczyn takiego działania? Nie, bo ludzie, którzy go znają, mówią o poważnych problemach psychicznych, z którymi miał zmagać się mężczyzna, o sytuacji osobistej, która mogła go pchnąć w tym kierunku i wreszcie o przeszłości, jaka określiła jego obecną sytuację. To wszystko połączone z pewnym modelem silnie emocjonalnej religijności (która charakteryzowała go już wcześniej) mogło pchnąć go w kierunku działań bezprawnych i obraźliwych dla osób wierzących w wydarzenia w Medjugorie.

Nie sposób oczywiście – bez rozmowy ze sprawcą, bez badań – stwierdzić, czy tak było, a nawet czy sprawca był rzeczywiście świadomy tego, co zrobił. Można jednak – i to jest być może o wiele istotniejsze – spróbować na podstawie wszystkich tych wydarzeń postawić pytanie o specyfikę wiary prezentowanej przez część środowisk związanych z Medjugorie, a także o specyfikę pewnego nurtu katolicyzmu (a szerzej chrześcijaństwa).

Profanacja, która sporo mówi o pewnej formie polskiej religijności [OPINIA]Medjugorie, czyli niespełniona obietnica Watykanu [OPINIE] Profanacja, która sporo mówi o pewnej formie polskiej religijności [OPINIA]

Religijność a racjonalność

Zacznijmy od pytania, jak to możliwe, że z człowieka o wyraźnych, poważnych problemach psychicznych, nigdy do końca nierozwiązanych, a wyrastających z naprawdę trudnych przeżyć osobistych, uczyniono bohatera katolickiej, ewangelizacyjnej historii, w której wszystkie jego problemy zostały uzdrowione w sposób cudowny? Czy nikomu nie przyszło do głowy, że prawdziwość cudu ocenia się po latach, a nie po deklaracjach “uzdrowionej” osoby? Czy nikt nie postawił sobie pytania, czy rzeczywiście nawet najcudowniejsze przeżycie emocjonalne może zastąpić długotrwałą terapię i mierzenie się z własnymi problemami? Czy naprawdę autorzy filmów dla młodzieży nie próbują weryfikować historii, które prezentują?

Odpowiedzi na te pytania nie napawają optymizmem, bo wiele wskazuje na to, że ujawniają one pewien model religijności, w której właściwe jest przekonanie, że cud jest codziennością, że problemy psychiczne rozwiązuje się z pomocą duchowości i że normalne procedury sprawdzania prawdziwości, a przynajmniej trwałości pewnych przeżyć w przypadku rzekomych czy prawdziwych doświadczeń duchowych nie działają. Religijność, choć Kościół nigdy nie proponował takiego podejścia, ma wyłączać racjonalność czy choćby weryfikację pewnych sytuacji.

Profanacja, która sporo mówi o pewnej formie polskiej religijności [OPINIA]Koniec nadziei na pojednanie? Lefebryści ekskomunikowani [OPINIA] Profanacja, która sporo mówi o pewnej formie polskiej religijności [OPINIA]

Kościół a objawienia w Medjugorie

Nie, nie twierdzę, że cuda się nie wydarzają, a jedynie zwracam uwagę na fakt, że nawet w Ewangeliach są one jedynie potwierdzeniem nauczania, a nie ich istotą. Niestety, dla części środowisk religijnych stają się one w istocie jedynym celem religijności, która z procesu budowania niełatwej relacji z Transcendencją przekształca się w pewien model magii. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Kościół hierarchiczny też jest bardzo ostrożny w uznawaniu jakichś wydarzeń za cud i warto, by podobne podejście prezentowali także ci, którzy chcą o cudownych wydarzeniach opowiadać.

Charakterystyczne i istotne dla niektórych modeli katolickiej pobożności jest także miejsce, w którym do niego doszło. Medjugorie jest miejscem bardzo ważnym dla wielu katolików, którzy wierzą, że rzeczywiście doszło tam do objawień maryjnych, ale Kościół – choć ostatecznie, po wielu latach dochodzenia, dopuścił kult w tym miejscu – nigdy nie uznał objawień za mające charakter nadprzyrodzony. Watykan – decyzją Franciszka, który sam nie był szczególnym entuzjastą akurat tych objawień – uznał jedynie, że nie stanowią one zagrożenia dla wiary (choć kilka pytań o ortodoksyjność ich treści jednak zadał) i pozwolił na prowadzenie tam pełnej działalności duszpasterskiej.

Proste teologiczne zasady

To wszystko nie wyłącza jednak możliwości dyskusji nad treścią i samym faktem objawień. Liczne pytania teologów budzi na przykład fakt, że trwają one aż tak długo, że Gospa obiecuje znaki, które się nie dokonują, a nawet miała wzywać do nieposłuszeństwa miejscowym biskupom (którzy prawdziwości objawień nie uznali). Wątpliwości odnoszą się także do niektórych postaci wizjonerów, a także do części z obecnych tam duszpasterzy. I ta dyskusja, warto to jasno powiedzieć, może i powinna trwać, a nawet gdy zostanie zakończona uznaniem pełnej prawdziwości i wiarygodności objawień (co raczej się nie stanie), to nie będzie to oznaczać konieczności uznania przez katolików medjugorskich wydarzeń. W tej sprawie zachowana zostaje pełna wolność sumienia. Każdy może wierzyć lub nie w zjawienia w Bośni.

Profanacja, która sporo mówi o pewnej formie polskiej religijności [OPINIA]

Te proste teologiczne zasady nie są jednak obecne w myśleniu wielu polskich katolików, którzy objawienia prywatne (nigdy nie obowiązujące katolika) traktują jako jedno z istotnych źródeł wiary, którymi nie mogą one być i nie są. Istnieje grupa katolików, którzy objawienia z Fatimy i Lourdes, a także z Medjugorie traktują jako istotniejsze niż to, co napisane jest w Piśmie Świętym. I to także jest absolutnie nie do pogodzenia z ortodoksją katolicką.

Niekatolickie, ale niestety typowe, jest także podejście do sprawcy profanacji, które ujawniło się w sieciach społecznościowych. Część z ich użytkowników zaczęła niemal od razu złorzeczyć sprawcy. A to także, o czym warto niezmiennie przypominać, jest aktem profanacji Boga w drugim człowieku. Nikt z nas nie zna jego intencji, nie wie, jaki był jego stan zdrowia, psychiki i myślenia. I dlatego nie powinno się go oceniać. Nawet jeśli uznaje się czyn, jakiego się dopuścił, za jednoznacznie zły, bo uderzający w ważne dla innych symbole.

PREMIUM Zapisz się na newsletter!

Zapisz mnie

Podobne artykuły