22 June, 2026

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Do wydarzeń, które zaprowadziły ich na ławę oskarżonych, doszło w nocy z 25 na 26 marca 2019 r. To wtedy barce, na której znajdowało się ponad stu migrantów z Afryki Subsaharyjskiej, udało się wydostać z libijskich wód terytorialnych. Po paru godzinach jej pozycja została przekazana jednostce “El Hiblu 1”, której kapitan podjął akcję ratunkową. Statek wziął większość z nich, reszta została na łódce, a jakiś czas później prawdopodobnie zatonęła.

Rynek pracy ma problem. Polska potrzebuje imigrantów bardziej niż myśli

Zgodnie z międzynarodowym prawem morza, kapitan miał odstawić migrantów do najbliższego bezpiecznego portu. Skierował się na północ w kierunku Malty, ale od europejskich służb granicznych (jednostek z operacji EUNAVFOR MED Sophia) otrzymał jasne polecenie: migrantów należy odstawić do Libii.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Na pierwszy rzut oka decyzja może wydać się naturalna: z Libii wypłynęli, do Libii powinni wrócić. Problem pojawia się wraz z kontekstem. To tysiące udokumentowanych przypadków naruszeń praw człowieka – w tym tortury, praca niewolnicza i prześladowanie na tle rasowym – do których dochodzi w Libii. Przez dekady tzw. pushback, czyli szybka deportacja do niebezpiecznego miejsca, w ocenie niemal każdego unijnego sądu, postrzegany był jako nielegalny.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą
"El Hiblu 1" w maltańskim porcie. Valletta, 28 marca 2019 r. © East News

Polecenie jednak padło i “El Hiblu 1” zawrócił na południe. O świcie 27 marca, jeszcze na wodach międzynarodowych, migranci rozpoznali libijską linię brzegową i zdali sobie sprawę, gdzie ich wiozą. Wpadli w panikę, zapanował chaos. To wtedy trzech młodych mężczyzn znalazło się u kapitana, aby rozmawiać z nim o obawach grupy. Amara, Abdalla i Kader nie używali przemocy – po chwili kapitan uległ i zawrócił.

28 marca statek wpłynął na wody terytorialne Malty. Wcześniej kapitan poinformował służby, że nie kontroluje jednostki, a na pokład weszły Maltańskie Siły Zbrojne. 105 migrantów zostało objętych standardowymi procedurami azylowymi. Trzech, którzy rozmawiali z kapitanem, aresztowano.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystąBezimienne groby z pomarańczowej ziemi

Zwolniono ich na warunkach rygorystycznej kontroli. Wokół Amary, Abdalli i Kadera utworzyła się koalicja prawników, aktywistów i profesorów z uniwersytetu maltańskiego, którzy wspierają ich w starciu z prokuraturą.

Według nich trójka oskarżonych o terroryzm chłopaków sprzeciwiła się nielegalnej decyzji europejskich służb granicznych, ratując tym samym ponad sto osób przed powrotem do libijskiej przemocy. Dla dużej części maltańskiej, ale i europejskiej opinii publicznej, Amara, Abdalla i Kader to bohaterowie. W 2024 r. dostali nawet nagrodę Human Rights Defenders.

Przed ostatecznym starciem

“Terrorysta, terroryści, terroryzm” – Amara, ubrany w prosty jaskrawoniebieski garnitur, ze spokojem słucha prokuratora. Patrzy w przestrzeń, gdy ten powtarza, że oskarżeni dopuścili się nielegalnego aktu przejęcia łodzi, co wyczerpuje maltańską definicję terroryzmu. Choć wszystko wydarzyło się na wodach międzynarodowych, to akt zawrócenia statku na wody terytorialne Malty prokuratura uznaje za ciągły, a więc podległy krajowym sądom.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

W ubiegłym roku Sąd Apelacyjny przyznał prokuraturze rację, a teraz trwają przygotowania do ostatecznej rozprawy, która prawdopodobnie odbędzie się pod koniec roku. – Obrona po kolei kwestionuje wszystkie zarzuty, próbując ostrugać proces z tych, które zupełnie nie mają sensu – tłumaczy mi jedna z osób powiązanych z koalicją wspierającą oskarżonych.

– Ława przysięgłych to losowi ludzie. Finałowa rozprawa może być zupełnie nieprzewidywalna. A co, jeśli któryś z chłopaków w dzień procesu obudzi się z przeziębieniem? A co, jeśli słabo wystąpi i nie spodoba się przysięgłym? Nie da się tego przewidzieć – mówi, gdy siedzimy przed budynkiem sądu w Valletcie.

Sąd Apelacyjny odrzucił właśnie wniosek obrony o wykreślenie zarzutu ws. działalności terrorystycznej z listy, którą pod koniec roku rozważy ława przysięgłych. Obok nas siedzi też Yana.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą
Amara miał 14 lat, gdy w poszukiwaniu lepszego życia wyruszył w świat © Amnesty International | Joanna Demarco

Yana. W domu legendy Malty

Piękny, kamienny budynek typowy dla maltańskiego budownictwa. Nad schodami, centralnie naprzeciwko wejścia, wisi olbrzymi portret Che Guevary. Dawny właściciel, jak wielu Maltańczyków w latach 70., był zagorzałym socjalistą, wychowanym w atmosferze walki o godność klasy robotniczej. Dom Mintoff, bo o nim mowa, przez szesnaście lat był premierem Malty. Dłużej niż on nikt w historii kraju nie sprawował tej funkcji. Przeprowadził wyspę przez lata siedemdziesiąte, odcinając ją całkowicie od Wielkiej Brytanii.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Teraz zarówno obraz, jak i cała reszta należą do jego córki. Yana urodziła się jeszcze w czasach, kiedy Malta była brytyjską kolonią. Jej rodzinny dom w Tarxien był miejscem nieoficjalnych spotkań, które doprowadziły do pełnej suwerenności kraju. Siadamy w kuchni, która wychodzi na zarośnięty ogród, a Yana podaje herbatę z mlekiem.

– Młodość w takim domu – tłumaczy – to specyficzne doświadczenie. Uśmiecha się lekko rozbawiona i opowiada, jak krótko po jej dwudziestych urodzinach w pokoju obok kłóciła się z lordem Peterem Caringtonem. Pouczała brytyjskiego ministra, który negocjował z jej ojcem wsparcie finansowe, które należało się Malcie po uzyskaniu niezależności. – Powiedziałam mu, że jego propozycja jest… cóż, co najmniej nieelegancka – opowiada.

Przez dekady Yana działała jako aktywistka, angażując się w całym regionie Morza Śródziemnego. Próbowała też polityki, ale brakowało jej cierpliwości ojca, więc długo nie wytrzymała.

– Polityka jest ciężka do nawigowania. Zmusza cię do naginania swoich wartości. Czasami żałuję, że jako społeczeństwo obywatelskie, ruch organizacji pozarządowych, nie mamy silniejszego głosu, a potencjał naszej działalności jest niższy niż polityków. Ale pracujemy nad tym. Zrobiliśmy już wiele, dzięki czemu mamy większy wpływ niż jeszcze jakiś czas temu. Nie żałuję, że odeszłam z polityki – tłumaczy Yana.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Dzisiaj wciąż jedną nogą stoi w środowiskach rządzącej Partii Pracy (właśnie wygrała wybory czwarty raz z rzędu), która była partią jej ojca, drugą w koalicji obrońców chłopaków z “El Hiblu 1”. Swoim samochodem wozi Amarę na wysłuchania sądowe w Valletcie.

– Staram się ich wspierać. Uważam, że ważne jest, żeby być z nimi, spotykać się przed wizytami w sądzie i rozmawiać o ich wątpliwościach. Jedną trzecią swojego życia spędzili na salach sądowych. Udało się nam uzyskać poparcie byłej prezydentki Malty – opowiada.

Była prezydentka Marie Louise Coleiro opowiedziała się po stronie oskarżonych, publicznie wyrażając im swoje poparcie przeciwko maltańskiej prokuraturze. W akcję zaangażował się również swego czasu papież Franciszek.

Yana jest sfrustrowana kierunkiem, który obrał jej kraj. Szczególnie ważna jest dla niej idea, którą jej ojciec wplótł w maltańską konstytucję – pełna neutralność i demilitaryzacja wyspy. Załamanie tych wartości widzi m.in. w polityce migracyjnej rządu.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Maltańczycy byli niegdyś narodem emigrantów. Wiemy, jak to jest, gdy trzeba wyemigrować – mówi Yana. – To absolutnie druzgocące, że tak długo walczyliśmy o naszą wolność, prawa człowieka i równość, a teraz odwracamy się i zachowujemy gorzej niż brytyjskie mocarstwo kolonialne. Staliśmy się częścią tej imperialnej fortecy. Zdemilitaryzowaliśmy Maltę, ale teraz sami jesteśmy murem europejskiej fortyfikacji. To oburzające. Tak właśnie się czuję.

Kiedy Yana napisała mi, że Amara pojawi się na naszym spotkaniu, siedziałem już w autobusie do Tarxien. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, bo o trzech oskarżonych wiedziałem tylko to, co opowiadały mi osoby powiązane z koalicją.

Amara, Abdalla i Kader różnią się między sobą tak bardzo, jak tylko mogą się różnić trzej młodzi migranci oskarżeni o terroryzm. Łączy ich jedno – wydarzenia z marca 2019 r. zdefiniowały następną dekadę ich życia.

Najstarszy z nich, Abdalla, dotarł do Europy wraz z żoną. Gdy zmarł jego ojciec, razem przedostali się z Gwinei nad Morze Śródziemne. Jest ojcem dwóch dziewczynek. Jedna urodziła się już na Malcie. Proces to dla niego walka o możliwość pozostania ze swoją rodziną, walka o to, żeby córki nie musiały dorastać bez ojca.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

O drugim z oskarżonych wiem najmniej. Kader wyruszył z Wybrzeża Kości Słoniowej, przez pewien czas próbował odnaleźć się w Mali, ale ostatecznie wylądował w Libii. Na Malcie początkowo trzymał się pozostałych dwóch i czekał na rozpoczęcie rozprawy. W pewnym momencie zniknął, a odnalazł się dopiero niedawno w Wielkiej Brytanii. Teraz czeka na decyzję brytyjskiego sądu w sprawie o ekstradycję. Nie wiadomo, jakim cudem Kaderowi, oskarżanemu przecież o terroryzm, udało się przedostać przez pół kontynentu. Wiem natomiast, że jego ucieczka szczególnie wkurzyła Amarę.

– On jest po prostu wściekły – opowiadała mi osoba z koalicji. – Jest bardzo zmotywowany, żeby udowodnić wszystkim jak niedorzeczne i niesprawiedliwe są oskarżenia maltańskiego rządu. A zniknięcie Kadera, niezależnie od przyczyn, dla rządu jest łatwym wytrychem. Wiadomo, jak to wygląda.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą
Abdalla, Amara i Kader na ulicy Valletty © Amnesty International | Joanna Demarco

Amara. “Nie usłyszysz tego swoim sercem”

Ze zdjęcia stojącego na kuchennym stole patrzy na mnie uśmiechnięty mężczyzna w garniturze. Eleganckie okulary bez oprawek, za plecami wielka, ozdobna choinka. Na fotografii napis: “Wraz z całą rodziną życzymy Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!”, a poniżej skan zawadiackiego podpisu: Jonathan Attard, Minister Sprawiedliwości i Reform Sektora Budowlanego. Dom córki byłego premiera Malty najwyraźniej nie zniknął jeszcze z listy adresów, na które biuro ministerstwa co roku wysyła kartki świąteczne.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Amara sięga po długopis i pyta Yanę, czy może użyć podobizny ministra jako prowizorycznego notatnika. “Lucky Dube, Alpha Blondy, Tiken Jah Fakoly” – zapisuje na niej imiona swoich trzech ulubionych muzyków. – Słucham głównie reggae – mówi. – To muzyka, która nawołuje do walki o pokój, sprawiedliwość, miłość i wolność.

– Wiedziałeś, że Amara jest gwiazdą filmową? – wtrąca Yana. – W tym filmie. Jak on się nazywał? Amerykanie kręcili go tu, na Malcie. A tak, już wiem: “Iuventa”. Niedługo będzie na Netflixie.

– Dostałem małą rolę jako statysta – wyjaśnia lekko zakłopotany Amara. – Nic wielkiego.

Przez godzinę gadaliśmy o muzyce, jedzeniu, dzieciństwie i Malcie. Dziś Amara ma 22 lata. Pracuje w firmie budowlanej, płaci podatki, a trzy razy w tygodniu musi zgłosić się na komisariat, żeby potwierdzić, że nie planuje ucieczki. Obowiązuje go też godzina policyjna, nie może wychodzić z domu w nocy, pójść ze znajomymi do baru czy na imprezę.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Lubi, gdy pada deszcz. Dlaczego, wyjaśni się za chwilę. Chce studiować języki, kiedyś mógłby zostać tłumaczem. To nie jest oficjalny wywiad. Nieuchronnie nasza rozmowa zbliża się jednak do wydarzeń sprzed siedmiu lat. A Amara snuje swoją opowieść:

Wyjechałem z Gwinei, gdy miałem 14 lat. Jako dzieciak marzyłem o lepszym życiu, chciałem dostać się do Algierii. Słyszałem historie osób, które znalazły tam pracę i mogły zarobić na godne życie swojej rodziny. Nie sądziłem, że ostatecznie trafię do Europy.

Pustynia? Tak, ciągnie się od północnej części Mali przez granicę z Algierią i większość jej południowego terytorium. Miałem szczęście, bo jechałem sam i byłem bardzo mały, więc nie zajmowałem dużo miejsca. Nie przykuwałem też zbyt dużo uwagi. Pomogło mi, że mówię po francusku. Wielu kierowców, członków bojówek, które tam krążą, jest z Algierii i mówi po francusku. Jeśli ich rozumiesz, traktują cię lepiej, czasem wezmą do samochodu. Ludzi, którzy nie znają języka, traktują jak zwierzęta. Ale jeśli uda ci się nawiązać jakąś podstawową interakcję, może uda ci się przejechać. Przetrwałem tylko dzięki językowi. Widziałem, co czeka tych, którzy nie mają tej możliwości. Na pustyni widziałem wiele. Wiele trudnych rzeczy. Takich, które trudno zapomnieć.

Wiesz, to nie jest kwestia bycia silnym. Liczy się tylko szczęście. Jeśli skończy ci się woda albo jedzenie, zostaniesz tam na zawsze. W słońcu, pośród piasku… Czasami, gdy zaczyna mocno wiać, trzeba się zatrzymać. Wszystko zamienia się w piasek, ogarnia cię ciemność. Na koniec nie wiesz już, z której strony przyszedłeś, ani w którą stronę chciałeś iść. Ale kierowcy znają te miejsca, wiedzą, jak się wydostać.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Czy biorą pieniądze? Tak, biorą pieniądze, telefon, biorą wszystko, co masz. Nawet jeśli idziesz sam, chcesz się po prostu przedostać, jeśli cię zobaczą, to zatrzymują cię i kradną. Ustawiają wszystkich po kolei, przeszukują jednego po drugim i biorą wszystko. Nawet ubrania, jeśli im się spodobają. Zabierają wszystko, sprawdzają wszystko. Każą ci się rozebrać i przeszukują. Nic nie da się ukryć. Jeśli spróbujesz się sprzeciwić, zabiją cię.

Nie ma tam żadnej kontroli. Żaden dziennikarz nie odważyłby się tam pojechać, żeby zobaczyć, co się dzieje. To zbyt niebezpieczne. Rozległe terytorium, bez niczego. Nie ma państwa. Nie ma żadnej kontroli nad tym, co się tam dzieje. Musiałbyś sam tam być, sam zobaczyć. Żaden człowiek tego nie zrozumie, jeżeli tam nie był. Nie da się tego wyjaśnić, nie da się odpowiedzieć. Nieważne jak próbujesz, co powiesz, ile szczegółów opiszesz. Nikt nie zrozumie.

Mogę powiedzieć ci więcej, możesz to usłyszeć, ale zrozumiesz to w inny sposób niż ja. Nie usłyszysz tego swoim sercem. W Algierii dotarłem do miejsca, gdzie wszędzie buduje się nieruchomości. Dają ci materac, koc, dostęp do wody. Dwa razy dziennie musisz zgłosić się do szefa, żeby odebrać bilecik na jedzenie. Wszystko za darmo, dopóki pracujesz i nie robisz problemów. Zwykłej pensji nie ma.

Ale w pewnym momencie zaczęliśmy się bać. W roku 2018 algierskie wojsko zaczęło zgarniać wszystkich czarnych, których zobaczyło na ulicy i wywozić ich z powrotem na południe na granicę z Nigrem. Zostawiają cię na pustyni bez jedzenia, picia, bez niczego. Do najbliższego miasta idzie się tydzień. Zostawiają cię na śmierć.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Miałem paru przyjaciół. Nie z Gwinei, a z Mali. Poznaliśmy się już w Algierii. Widząc, co się dzieje, we czwórkę uciekliśmy do Libii. Znaleźliśmy kontakt do paru Libijczyków, którym zapłaciliśmy za przewóz. Ci również gwałcili wiele kobiet, tak jak bojówki na pustyni. Oni też zabrali nam wszystkie pieniądze. Na koniec, już na granicy, ograbili nas, choć zapłaciliśmy już za przejazd.

Wiedziałem, że również w Libii wojskowi aresztują na ulicy czarnych, żeby wykorzystywać ich jako niewolników do pracy, ale zanim przyjechaliśmy, powiedzieli nam, że dzieje się tak tylko w mniejszych miejscowościach. Dopiero w Libii skończyłem 15 lat. W tym czasie zacząłem myśleć o Europie. W Trypolisie spędziłem niecałe siedem miesięcy. Przez dwa, może trzy miesiące nie miałem pracy.

Wygląda to tak: na jednej z centralnych ulic migranci stoją i czekają. Czasem podjedzie jakiś samochód i wezmą cię do pracy. Na koniec dnia płacą, czasem nie. Któregoś razu jeden gość wziął mnie do pracy na zmywaku. Spodobało mu się, że mówię po angielsku. Zaproponował mi pracę. Zacząłem następnego dnia. Sprzedawałem ciasteczka i mleko bananowe na ulicy, ale nie płacił mi. Stwierdził, że gdyby dał mi pieniądze, ktoś by je zabrał, bo gdzie mógłbym je ukryć. Może miał nawet rację.

Któregoś dnia powiedziałem mu, że musi mi w końcu zapłacić. Odpowiedział pytaniem: czy chcesz pojechać do Europy? Powiedział mi, że jego brat ma łódź, na której może znaleźć się miejsce i dla mnie. Zamiast zapłaty pozwolili mi na nią wsiąść. Wypłynęliśmy w nocy z 25 na 26 marca.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą
"El Hiblu 1" zabrał na pokład 108 migrantów © East News | AP

Ambasador. “Ten nowy od deportacji”

Siedzący przede mną młody mężczyzna to rządowy “ambasador do spraw migracji”. O jego stanowisku, utworzonym w ramach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, trudno znaleźć wiele informacji. Po drugiej stronie barykady, wśród niektórych aktywistów, kojarzony jest raczej pod hasłem “ten nowy od deportacji”. Urząd rzeczywiście jest świeży. Malcolm Cutajar sprawuje go zaledwie dziewięć miesięcy. Poprzednie lata spędził w fotelu szefa maltańskiej agencji ds. ochrony międzynarodowej, a swoją nową funkcję określa nieco dokładniej.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

– Jeśli chodzi o zakres moich obowiązków, to jest on dwojaki: z jednej strony zajmuję się wymiarem zewnętrznym, czyli stosunkami z państwami trzecimi w kwestiach związanych z migracją, ze szczególnym uwzględnieniem umów pozwalających na deportacje – tłumaczy.

– Z drugiej, prowadzę też politykę krajową, pełnię rolę doradcy ministra spraw wewnętrznych w kwestiach związanych z azylem i migracją, a także nadzoruję i koordynuję działania rządowych podmiotów zajmujących się tym obszarem. – Zasadniczo wszystko, co z punktu widzenia polityki wiąże się z migracją, jest w pewnym sensie zarządzane przeze mnie – dodaje Malcolm.

Stanowisko specjalnego wiceministra-ambasadora do spraw migracji powstało na Malcie w 2024 r. Premier Robert Abela obiecywał to dwa lata wcześniej, podczas swojej kampanii wyborczej. Nic zresztą dziwnego. Dla południa Europy migracje nieustannie nabierają znaczenia. Centralna część Morza Śródziemnego jest jednym z najbardziej aktywnych – i zarazem niebezpiecznych – szlaków migracyjnych na świecie.

Głód, ubóstwo, prześladowania, konflikty zbrojne i wszechobecna niepewność gospodarcza sprawiają, że wiele osób z Afryki Subsaharyjskiej decyduje się wyjechać ze swoich państw. Najczęściej trafiają do krajów arabskich, gdzie doświadczają prześladowań, a ich warunki są wyjątkowo ciężkie. Niektórzy próbują przedostać się więc do Europy – na statku w stronę Malty i Włoch, przez mury hiszpańskiej Melilli lub do brzegów Wysp Kanaryjskich.

Malta to zaledwie jedno z państw UE, które stopniowo zaostrza swoją politykę migracyjną. W ostatnich latach rząd Abeli rozpoczął deportacje rodzin, które utraciły ważność statusu azylowego, przyznanego nawet kilkanaście lat temu. Szczególnie kontrowersyjne są sprawy Etiopczyków. Kiedyś Malta uznawała, że do Etiopii deportować nie wolno – zbyt ciężkie panują tam warunki. Tak wskazują też wyroki europejskich sądów. Dziś władze zgarniają ludzi, którzy od lat wychowują swoje dzieci na wyspie, i na podstawie niedawnej umowy bilateralnej wysyłają ich z powrotem do kraju.

W przeszklonym biurze ministerstwa, w samym sercu pięknej Valletty, Malcolm tłumaczy mi, że sytuacja uległa zmianie. Konflikt w Etiopii co prawda wciąż trwa, ale już tylko w niektórych regionach kraju. Rząd Malty realizuje więc deportację do tego kraju, ale nie tylko tam. – Udało nam się również zrealizować powroty do Bangladeszu, Egiptu, Pakistanu, Maroka, Tunezji i Wybrzeża Kości Słoniowej – wylicza Malcolm.

Dopytuję, czy deportacja tych osób, które przestrzegają prawa, rzeczywiście leży w interesie Malty. Niektórzy mieszkali tu przecież pod wieloletnim nadzorem i za zgodą władz.

– Owszem, niektóre z tych osób mieszkają na Malcie już od lat, nie posiadają jednak żadnego stałego statusu prawnego. Złożyli wnioski o azyl, ale wnioski te zostały odrzucone. Te osoby wiedziały, że po odrzuceniu wniosku o azyl nie powinny pozostać na Malcie, ale zamiast współpracować z władzami w celu powrotu do Etiopii, postanowiły pozostać – odpowiada. – Wcześniej nie byliśmy w stanie ich odesłać, ponieważ przez wiele lat Malta nie miała odpowiedniej współpracy z Etiopią w zakresie powrotów – tłumaczy.

– Nie twierdzimy oczywiście, że w Etiopii wszystko jest w porządku. Jednak to, że w danym kraju występują pewne problemy, nie oznacza jeszcze, że dana osoba kwalifikuje się do uzyskania ochrony międzynarodowej – argumentuje. – Wiesz, ja naprawdę rozumiem, że w tamtych krajach jest ciężko, ale Malta zmieniła się nie do poznania. Jak byłem na studiach wszyscy chodziliśmy do klubów w imprezowej dzielnicy St. Julian’s – opowiada. – Teraz moje przyjaciółki boją się chodzić tam same, bo wszędzie są cudzoziemcy.

Przyszedłem tu jednak rozmawiać przede wszystkim o sprawie trójki z “El Hiblu 1” – tak umówiłem się z sekretariatem ministerstwa. Ale gdy zmieniam temat, Cutajar gwałtownie przerywa:

– To sprawa sądów. Nie będę komentować toczącego się procesu.

Więcej od ministra w tej sprawie nie usłyszę.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą
Premier Malty Robert Abela © x.com | Robert Abela

Neil. Zanim statek dopłynął na wyspę

– Przejrzyj sobie akt oskarżenia, to całkiem pokaźna lista. Prokuratura oskarża naszych klientów o działalność w charakterze terrorystycznym. Mieli “brutalnie przejąć” statek “El Hiblu 1” w celu “destabilizacji Republiki Malty”. Co wydaje się, nawiasem mówiąc, absurdalne – podkreśla Neil.

Przed chwilą usiedliśmy w kącie jego niewielkiego biura. Neil Falzon – brodaty prawnik o charakterystycznym maltańskim akcencie – oprowadził mnie szybko po siedzibie fundacji Aditus, po czym od razu przeszedł do rzeczy. Słońce przedziera się zza zakurzonych okien, gdy tłumaczy mi, skąd się tu wziął.

Przez dekadę po ukończeniu studiów pracował przy akcesji Malty do Unii Europejskiej oraz nad najważniejszymi obszarami ochrony praw człowieka. Jako prawnik-specjalista zajmował się prawem rodzinnym, chwilę później zaczął kierować maltańskim wydziałem Amnesty International, a następnie pracował dla UNHCR-u, ostatecznie jako szef tutejszego biura.

Od 15 lat prowadzi jednak własną fundację. Dziś wciąż jest jej dyrektorem zarządzającym oraz jednym z prawników reprezentujących Amarę, Abdallę i Kadera. – To bardzo poważne oskarżenia – ciągnie Neil. – Co innego oskarżyć kogoś o grożenie niewinnemu człowiekowi, a co innego powiedzieć mu, że groził mu w celu destabilizacji całego kraju.

– Ponadto, jeśli przyjrzeć się pełnej liście zarzutów, to łatwo można zauważyć, że są one po prostu dziwne – kontynuuje. – Naszych klientów oskarża się na przykład o przymusowe wydalenie osoby z Malty. A patrząc na przedstawione dowody oraz w ogóle na historię “El Hiblu 1”, ciężko domyślić się nawet, o co tu chodzi.

– Dlatego niektórzy uważają, że cały ten proces jest raczej polityczną zagrywką – tłumaczy – a nie szczerą próbą doprowadzenia do sprawiedliwego rozstrzygnięcia sprawy oraz zapewnienia bezpieczeństwa państwa.

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą
Valletta. Wejście do budynku sądów krajowych © WP | Eryk Kryński
Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą
Valletta. Członkowie koalicji wspierającej oskarżonych protestuje przed sądem © WP | Eryk Kryński

Fundacja Aditus zaangażowała się sprawę chłopaków z “El Hiblu 1” jeszcze zanim statek dopłynął na wyspę. Maltańskie media podchwyciły temat już wtedy, gdy statek zawrócił spod Libii i zaczął kierować się w stronę Malty.

– Nikt nie wiedział jeszcze, co dokładnie wydarzyło się na pokładzie – opowiada Neil. – Ale przedstawiciele rządu, bez żadnych dowodów, zaczęli mówić o sprawie w kontekście przestępstwa.

Jego opowieść sprawia, że przypominam sobie słowa dziewczyny, którą poznałem przed sądem w Valletcie.

– Hipokryci! – złościła się aktywistka z koalicji. – Wydali 300 tysięcy wiz dla migrantów z Azji i Ameryki Południowej, ale dla młodego chłopaka z Gwinei, który od siedmiu lat haruje, płaci podatki i przestrzega prawa, miejsca nie znajdą. Dlaczego? To proste, chodzi o to, żeby zrobić z nich przykład. Żeby pokazać wyborcom: “Patrzcie! Jesteśmy twardzi w temacie migracji, chronimy nasze granice. Nie musicie głosować na prawicę – opowiadała mi, gdy siedzieliśmy na kawie po jednej z wizyt w sądzie.

Maltańscy aktywiści, dziennikarze i profesorowie, których poznałem, postrzegają historię podobnie. Choć proces “El Hiblu 3” (kombinacja nazwy statku oraz liczby oskarżonych) w przestrzeni publicznej nieco przycichł, to wkrótce odżyje. Rozprawa, na końcu której ława przysięgłych zdecyduje o losie oskarżonych, odbędzie się prawdopodobnie pod koniec tego roku.

Rząd konsekwentnie odmawia komentarzy, choć pod jego adresem padają oskarżenia o polityczne motywy. A najmocniejsze karty są w jego rękach, powiązań nie trzeba specjalnie szukać. Jeszcze do niedawna maltańskie prawo umożliwiało premierowi własnoręczne nominowanie sędziów. Szef rządu wybiera również prokuratora generalnego, który w sprawie “El Hiblu 3” sprawuje rolę oficjalnego oskarżyciela. Jedna z sędzi, która zajmowała się wczesnymi etapami procesu, Nadine Lia, to synowa osobistego prawnika i doradcy byłego premiera Josepha Muscata z rządzącej Partii Pracy.

Neil twierdzi, że niesprawiedliwości wpisane były w proces już od samego początku. W pierwszych miesiącach postępowania swoje zeznania złożyli kapitan i załoga “El Hiblu 1”. Ich wiarygodność runęła, gdy okazało się, że są zaangażowani w masowy przemyt narkotyków do Europy. Władze początkowo nie wezwały do zeznań żadnego z pozostałych migrantów, którzy znajdowali się na statku. Zanim wnioski obrony zdążyły przejść przez wszystkie wymagane procedury, okazało się, że wielu z nich zostało deportowanych lub z własnej woli opuściło wyspę.

Z każdym miesiącem proces stawał się coraz bardziej teoretyczny i abstrakcyjny. Według władz sprawa musi dobrnąć do końca, ponieważ wymaga tego poszanowanie prawa oraz bezpieczeństwo państwa. Paradoksalnie proces umożliwia oskarżonym o działalność terrorystyczną codzienne funkcjonowanie na Malcie.

Większość migrantów pochodzących z tych państw, co Amara, Abdalla i Kader, jest szybko deportowanych. Tymczasem oni przez siedem lat są przed deportacją chronieni właśnie z racji procesu. Dojdzie do niej zapewne dopiero, gdyby zostali oczyszczeni z zarzutów.

Kluczowe pozostają jednak fakty z 27 marca 2019 r. Neil tłumaczy mi je w biurze fundacji Aditus. Oto, jak przedstawia to, co wiemy na pewno o wydarzeniach tego dnia:

Piekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą
Abdalla, Amara i Kader w przypadku uniewinnienia zostaną najprawdopodobniej wydaleni z Malty. W przypadku skazania grozi im wieloletnie więzienie © Amnesty International | Joanna Demarco

108 osób budzi się wczesnym rankiem na pokładzie “El Hiblu 1”. Gdy orientują się, że znajdują się u wybrzeży Libii wszyscy wpadają w panikę. Kobiety krzyczą, dzieci płaczą przez stres. Niektórzy grożą nawet, że popełnią samobójstwo, tak boją się powrotu do Libii, z której uciekli. Chaos przerasta drobną załogę.

– Wśród migrantów był tylko jeden, który płynnie mówił po angielsku, nasz najmłodszy klient, Amara. Już wcześniej został nieformalnie uznany przez resztę za najlepszego tłumacza i tym samym reprezentanta całej grupy. Kapitan wezwał go do swojej kabiny i powiedział: “Słuchaj, musimy uspokoić sytuację, załatwmy to jakoś”. Chciał, żeby Amara mu pomógł – tłumaczy Neil.

15-letni chłopak zaczyna wyjaśniać marynarzowi, dlaczego nie mogą wrócić do Libii. Tłumaczy, że ludzie są przerażeni i błaga, by zawrócił. Wraz z nim do kabiny idą Abdalla i Kader. Podkreślają, że w Libii nie jest bezpiecznie. Kapitan ulega, zmienia kurs i zawraca w stronę Malty.

– Gdybyś miał powiedzieć mi, czego się spodziewasz, to jaki wynik procesu byś obstawił? – pytam Neila.

Brodaty prawnik na chwilę się zamyśla. – Na to pytanie wolałbym nie odpowiadać.

PREMIUM Zapisz się na newsletter!

Zapisz mnieAdministratorem danych jest Wirtualna Polska Media S.A. Dane przetwarzamy w celu wysyłki newslettera. Masz prawo m.in. do dostępu, poprawienia, usunięcia danych oraz wycofania zgody. [Polityka prywatności]

Podobne artykuły