Nie zabijajcie Jana Pawła II rytualną dewocją [OPINIA]
Kolejne fale oburzenia wylewają się zaś wcale nie w rytm poleceń z Episkopatu (choć niekiedy i on im ulega), ale na skutek działań pewnej grupy polityków i liderów opinii (nadzwyczaj często związanych z dawną Suwerenną Polską i jej rozmaitymi odpryskami). I z takim właśnie oburzeniem mamy do czynienia w ostatnich dniach.
Związany jest on z krótkim filmikiem, na którym widać portret papieski (chyba w formie flagi), którym – niemal jak na niektórych uroczystościach maryjnych na Kaszubach – ktoś, kto go trzyma potrząsa, w tle zaś słychać, jak młodzież wykrzykuje słowa “Barki”.
“Profanacja świętego Jana Pawła II na festiwalu Owsiaka. Dno dna Jest pan dumny, panie Owsiak?” – podpisał go między innymi poseł Michał Woś. Identyczne lub niemal identyczne słowa znajdziemy na profilach innych polityków i części prawicowych liderów opinii publicznej.
“Z profanacją nie ma nic wspólnego”
Kłopot z nimi jest tylko taki, że to, co widzimy, nie wyczerpuje (ani nawet nie ociera się) o choćby słownikowe, o prawnym nie wspominając, rozumienie słowa “profanacja”. Słownikowo terminem tym określa się znieważenie przedmiotu lub miejsca kultu religijnego, potraktowanie bez należnego szacunku rzeczy czy wartości otoczonych czcią. Czy tak można traktować Jana Pawła II i jego portret albo związaną z nim (skądinąd estetycznie słabą) piosenkę? Nie wydaje się.
A jeśli wejdziemy w ten problem głębiej, to stanie się jeszcze bardziej jasne, że zachowania podczas festiwalu – nawet jeśli się komuś nie podobają – z profanacją nie mają nic wspólnego. Prawo kanoniczne, które oczywiście za akty profanacji nakłada karę, precyzyjnie określa, co nim jest. A jest nim zniewaga wyrządzona na szkodę miejsca lub rzeczy świętej.
Jeśli w tym przypadku mielibyśmy mieć do czynienia z profanacją, to musiałaby ona dotyczyć rzeczy świętej, bo przestrzeń rockowego festiwalu z pewnością nie jest miejscem świętym. Ale – warto to uświadomić – ani piosenka “Barka”, ani nawet portret Jana Pawła II “rzeczą świętą” nie jest.
Skąd to wiemy? Z Kodeksu Prawa Kanonicznego, który jednoznacznie precyzuje, że rzeczy święte to te “przeznaczone aktem poświęcenia lub błogosławieństwa do kultu Bożego”. Jeśli mielibyśmy mieć do czynienia z profanacją, to portret Jana Pawła II, którym się posługiwano, musiałby zostać uprzednio poświęcony do kultu Bożego, a jego użycie w tym miejscu musiałoby mieć charakter jednoznacznie bezczeszczący… Nikt nie przedstawił żadnych dowodów na to, że tak właśnie było.
![Nie zabijajcie Jana Pawła II rytualną dewocją [OPINIA]](/wp-content/uploads/2026/08/nie-zabijajcie-jana-pawa-iirytualn-dewocj-opinia-7ef33b8.jpg)
Tyle kwestii prawnych, ale cała ta zadyma ma także inny, z mojej perspektywy istotniejszy wymiar. Jest ona dalszym ciągiem systematycznego zaorywania pamięci o Janie Pawle II, zaorywania dokonywanego przez tych, którzy uczynili się jej rzekomymi obrońcami.
“Słaba wizja religijności”
Afera wokół rzekomego sprofanowania postaci Jana Pawła II dotyczy tego, jak i w jakich kontekstach można przedstawiać papieża z Polski. I najwyraźniej posłowie i publicyści, którzy grzmią o profanacji, są przekonani, że tylko z odpowiednią toporną formą dewocji, ze śmiertelną powagą i, broń Boże, bez odwołań popkulturowych. Każde inne odniesienie, krytyczne albo bez należytej powagi, bez glejtu prawomyślności od części prawicy, oznacza profanację…
Strasznie słaba to wizja religijności. Odstręczająca nie tylko od Jana Pawła II, ale i od Kościoła, a nawet samego Boga.
Wizja religii, Kościoła i Boga, jaka wyłania się z tej afery, jest bowiem taka, że ten Ostatni to istota, która nieustannie szuka okazji do obrażenia się, do wyrażenia oburzenia i potępienia tych, którzy nie oddają mu odpowiednio dewocyjnego kultu, którzy nie daj Boże, albo nie podporządkowują się ściśle określonym przez strażników pobożności, regułom.
Jeśli to ma być figura Ojca, Miłującego Boga, to ja nie dziwię się, że ludzie nie chcą w Niego wierzyć, bo sam też bym w takiego nie wierzył. Bóg, w jakiego wierzę, i jakiego ukazują Ewangelie. Ten ostatni, takim ukazuje go Jezus, jest Bogiem, który nie obraża się na człowieka, nigdy od niego się nie odwraca, ale zawsze – w każdych okolicznościach – mu towarzyszy.
Ten, rewolucyjny dla wielu obraz, przykryty jest jednak nieustannym moralizmem części ludzi Kościoła, nieznośnym kultem oburzenia i wiecznego pokrzywdzenia odmiennymi formami pobożności lub jej braku. I kolejną odsłoną takiego przesłaniania jest to właśnie, co widzieliśmy w minionych dniach. Politycy mobilizują w ten sposób część swojego elektoratu, ale w efekcie budują obraz Boga smutnego, zrzędliwego, skupionego na własnych krzywdach, a nie Boga Miłości.
Jan Paweł II z bliskiego przyjaciela młodzieży, człowieka dialogującego ze światem w ich wizji przekształca się zaś w zrzędliwego starszego pana, w imię którego potępia się zabawy. I takie są realne skutki takiego działania.
![Nie zabijajcie Jana Pawła II rytualną dewocją [OPINIA]](/wp-content/uploads/2026/08/nie-zabijajcie-jana-pawa-iirytualn-dewocj-opinia-e4347e3.jpg)
Kto naprawdę profanuje pamięć o Janie Pawle II?
Ale jest jeszcze jedna kwestia, o której nie można nie wspomnieć. To, co zobaczyliśmy na polach festiwalu Jurka Owsiaka, jest reakcją na to, co zaproponowały starsze (w tym moje) pokolenia JP2 młodym.
Z dynamicznego Jana Pawła II, człowieka, który ucałował Koran, bronił migrantów, reformował liturgię i promował dialog z Żydami, a także propagował otwarty na inność model polskości, zrobiliśmy “żółtego papieża” (jeden z najbrzydszych wizerunków Jana Pawła II, który stał się niemal ikoniczny), wielbiciela “Barki” (tak, mam sentyment do tej piosenki, ale jednocześnie wiem, że estetycznie to nie jest jakiś sukces, a napisał ją ewidentny pedofil w sutannie – Cesáreo Gabaráin – co samo w sobie jest powodem, by przestać ją śpiewać), którego szczególnie czcić trzeba o 21.37.
Efekt? Jan Paweł II stał się postacią memiczną, a to, kim był naprawdę, zniknęło z realnej przestrzeni debaty. A zniknęło, bo gdyby rzeczywiście czytać jego nauczanie, to okazałoby się, że co do zasady niewiele ma ono wspólnego z tym, co za chrześcijańską politykę uważają rzekomi obrońcy jego pamięci.
Histeria i moralne oburzenie pojawiające się za każdym razem, gdy papieża z Polski przedstawia się w nieodpowiednim (to znaczy obcym bogoojczyźnianej prawicy) kontekście, gdy dyskutuje się jego historię, tylko ten proces niszczenia realnej pamięci o Janie Pawle II będą pogłębiać i przyspieszać. Jeśli więc ktoś – a używam tego słowa w znaczeniu najbardziej potocznym – profanuje pamięć o Janie Pawle II, to właśnie ci, którzy budują politykę na kulturze oburzenia i rzekomej obronie papieża.
Skutkiem ich działań będzie coraz głębsza memizacja postaci Karola Wojtyły i coraz mocniejsze przekonanie, że nie ma on nic istotnego młodym do zaoferowania. To nie jest prawda, ale takiego właśnie się go obecnie przedstawia.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie