Kreml zamknie granice przed mobilizacją? Rosyjski internet pełen spekulacji
Sama decyzja nie wygląda na przygotowanie do zatrzymania masowej ucieczki poborowych. Powód jest prosty. Zamknięte zostały przede wszystkim przejścia kolejowe z państwami NATO, które i tak od dłuższego czasu miały niewielkie znaczenie dla wyjazdów rosyjskich obywateli. Od czasu wojny większość ruchu osobowego odbywa się przez granice z Gruzją, Kazachstanem, Mongolią czy przez loty do Turcji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i innych państw Bliskiego Wschodu i Środkowej Azji.
Gdyby Kreml chciał uniemożliwić ucieczkę poborowych, bardziej racjonalne byłoby ograniczenie właśnie tych kierunków. I tutaj pojawia się plotka, że takie kroki są przygotowywane. Jednym z impulsów był wpis byłego prezydenta Estonii, który napisał, że Rosja miała zwrócić się do Kazachstanu, Gruzji i Azerbejdżanu o zamknięcie granic.

Ta informacja została bardzo szybko podchwycona przez rosyjskie i zagraniczne media społecznościowe, choć do tej pory nie została potwierdzona przez żadne oficjalne źródło ani dokument. Bardziej jest to dezinformacja skierowana do rosyjskiego społeczeństwa, które niezbyt przychylnie patrzy na pomysł ogłoszenia powszechnej mobilizacji.
Masowa ucieczka
Po ogłoszeniu mobilizacji we wrześniu 2022 r. największy exodus odbywał się przez przejścia z Kazachstanem, Gruzją i Mongolią oraz przez loty do Stambułu, Erywania czy Dubaju. To tam tworzyły się wielokilometrowe kolejki i błyskawicznie wyprzedawano bilety lotnicze. Według danych rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa już pięć dni po ogłoszeniu mobilizacji kraj opuściło około 261 tys. osób.
Ostateczna liczba emigrantów nie jest znana, ponieważ Kreml nie publikował pełnych danych. Większość niezależnych analiz szacuje jednak, że od ogłoszenia mobilizacji do końca 2022 r. z Rosji wyjechało od 300 do nawet 700 tys. osób. Rozbieżności wynikają z metodologii oraz z faktu, że część emigrantów później wróciła do kraju.
Moskwa początkowo nie zdecydowała się na formalne zamknięcie granic. Zamiast tego osoby, które otrzymały wezwanie do komisji wojskowej, traciły możliwość swobodnego opuszczania miejsca zamieszkania. W niektórych regionach lokalne komisje wojskowe wydawały własne zakazy wyjazdu poza region lub poza granice Rosji, choć ich stosowanie było nierówne i część z nich szybko wycofano.

Jednocześnie zaczęto wykorzystywać systemy elektroniczne. W Moskwie policja otrzymała dostęp do danych o poborowych, a do ich wyszukiwania wykorzystywano monitoring miejski z funkcją rozpoznawania twarzy. Zdarzały się przypadki zatrzymywania mężczyzn w metrze i przewożenia ich bezpośrednio do wojskowych komend uzupełnień.
Na przejściach granicznych pojawiły się dodatkowe kontrole. Funkcjonariusze sprawdzali, czy podróżni nie figurują w bazach osób objętych mobilizacją. Część mężczyzn zawracano, gdy ich nazwiska znajdowały się już w rejestrach wojskowych. System był jednak dziurawy. Wielu Rosjan zdołało opuścić kraj, zanim ich dane trafiły do systemów lub zanim otrzymali oficjalne wezwania. Rosjanie obawiają się, że teraz może być już inaczej i władze uszczelnią granice.
Sąsiedzi się zgodzą?
Gdyby Kazachstan lub Gruzja zgodziły się na zamknięcie granic wyłącznie po to, aby pomóc Kremlowi zatrzymać obywateli Rosji, byłaby to niezwykle poważna decyzja. Zwłaszcza Kazachstan prowadzi od początku wojny politykę zachowania pewnego dystansu wobec Moskwy. W 2022 r. przyjął dziesiątki, a według niektórych szacunków setki tysięcy Rosjan uciekających przed mobilizacją. Trudno byłoby pogodzić taką postawę z tajnym udziałem w blokowaniu kolejnej fali emigracji.
To nie znaczy, że taki scenariusz jest niemożliwy. Rosja dysponuje znacznymi wpływami gospodarczymi i politycznymi w regionie. Gdyby Kreml uznał, że stawką jest powodzenie kolejnej mobilizacji lub przygotowanie do większej wojny, z pewnością próbowałby wywierać naciski na sąsiadów.

Pytanie brzmi jednak, czy ci sąsiedzi zgodziliby się ponieść koszty polityczne takiej decyzji. W przypadku Kazachstanu oceniam to jako mało prawdopodobne. W przypadku Gruzji sytuacja jest bardziej złożona, ponieważ relacje obecnych władz z Rosją są dość zagmatwane, ale również tam całkowite zamknięcie granicy wymagałoby oficjalnego uzasadnienia.
Nie oznacza to jednak, że problem z uzupełnianiem strat nie istnieje. Rosja utrzymuje liczebność armii dzięki bardzo kosztownej rekrutacji kontraktowej, wysokim premiom oraz intensywnemu pozyskiwaniu ochotników. Jeżeli ten model przestanie zapewniać wystarczającą liczbę żołnierzy, Kreml będzie musiał wybrać: albo kolejną mobilizację, albo ograniczenie skali działań ofensywnych.