Kapiszon z FSB. Rosjanie opublikowali “odtajnione dokumenty” ws. UPA
To meldunek, który wysłał szef IV Zarządu NKGB (Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego, pełniący funkcję wywiadu zagranicznego i kontrwywiadu) Paweł Sudopłatow, informując swojego przełożonego, że rozszyfrowano tożsamość dowódcy UPA na Wołyniu, “Kłyma Sawura”. Miał nim być Dmytro Klaczkiwski.
Tożsamość Klaczkiwskiego, jak wynika z dokumentu, udało się rozszyfrować dzięki grupowemu zdjęciu z 1938 r., na którym uwieczniono zarząd organizacji “Sokół” w Zbarażu.
Do opublikowanego na stronie FSB i w mediach dwustronicowego dokumentu dołączono dwa zdjęcia, na których uwieczniono podobiznę Klaczkiwskiego.

W opublikowanym dokumencie nie ma niczego, czego nie można byłoby przeczytać w polskich opracowaniach historycznych na temat “Kłyma Sawura”. Cel tej publikacji jest więc oczywisty: podkreślanie faktu, że UPA jest organizacją “ekstremistyczną i zakazaną w Federacji Rosyjskiej”, co wielokrotnie powtórzono w publikowanych w rosyjskich mediach materiałach, oraz przypomnienie faktu, że odpowiada ona za przeprowadzenie rzezi na Polakach na Wołyniu. Rosjanie podkreślają również, że to oni zlikwidowali Klaczkiwskiego w lutym 1945 r.
W ten sposób Rosja chce podsycać kryzys w polsko-ukraińskich relacjach.

UPA pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały tej nacjonalistycznej organizacji ukraińskiej przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie.
Nadanie jednemu z ukraińskich oddziałów imienia “Bohaterów UPA” przez prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego wywołało kryzys w polsko-ukraińskich relacjach. Negatywnie ocenili decyzję Zełenskiego m.in. premier Donald Tusk, szef MON, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, resort dyplomacji. Prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego, który Zełenski dzień później odesłał do Warszawy.