Finał sprawy zabójstwa Iwony Cygan. Oskarżeni uniewinnieni, blamaż prokuratury
Ogłoszeniu wyroku towarzyszyły ogromne emocje. W trakcie odczytywaniu werdyktu zasłabł ojciec ofiary, musiały interweniować służby.
Prokuratura zabiera głos ws. ekstradycji Zbigniewa Ziobry
Zdaniem sądu prokuratura “zapomniała w tej sprawie o zasadzie domniemania niewinności”.
Sąd podkreślił, że nie ma żadnego dowodu materialnego, który mógłby powiązać morderstwo z konkretnym sprawcą. Zauważył przy tym, że zeznania kluczowego świadka w tej sprawie były “niespójne wewnętrznie” i nie dało się ich pozytywnie zweryfikować w zestawieniu z innymi dowodami.
Opisujemy ciąg zdarzeń, które doprowadziły do takiego rozstrzygnięcia.
Kryptonim “Bestia”
Noc z 13 na 14 sierpnia 1998 r. Iwona Cygan, nastolatka z małopolskiego Szczucina, została brutalnie pobita, a potem uduszona drutem. Jej obnażone ciało znaleziono w odludnym miejscu nad Wisłą w pobliskiej Łęce Szczucińskiej.
Sprawców zabójstwa śledczy szukali przez wiele lat. Mimo kolejnych umorzeń policjanci nieustannie wracali do sprawy, a akta operacyjne o kryptonimie “Bestia” pęczniały z każdym rokiem. Morderca (lub mordercy) pozostawał nieuchwytny.
Przełom nastąpił w 2017 r. Krakowskie Archiwum X oraz Prokuratura Krajowa ogłosiły, że udało się przełamać “zmowę milczenia” i zdobyć dowody, które pozwolą ukarać sprawców zbrodni.
W czerwcu 2018 r. na ławie oskarżonych w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie zasiadło 17 osób — dwóch domniemanych zabójców, najlepsza przyjaciółka Iwony Cygan oraz kilkunastu policjantów.
Prowadzący sprawę prok. Piotr Krupiński przekonywał w mediach, że większość mieszkańców Szczucina wiedziała od początku, kim byli mordercy. Jednak w obawie o własne życie milczeli, a ci, którzy chcieli powiedzieć prawdę, ginęli w tajemniczych okolicznościach. W dodatku mataczyć w śledztwie miała miejscowa policja.
W kolejnych latach procesu pojawiły się kolejne informacje podważające ustalenia śledczych. Wątpliwości było tak dużo, że zasadne stało się postawienie pytania: czy mieliśmy do czynienia z jednym z największych sukcesów w historii polskich organów ścigania, czy też z wielkim kłamstwem, w które uwierzyła cała Polska?
“Młody Klapa” i “Trabant”
Według Prokuratury Krajowej i policyjnego Archiwum X za zabójstwem Iwony Cygan stało trzech mieszkańców Szczucina: Paweł K., ps. Młody Klapa, jego ojciec Józef K., ps. Stary Klapa i Robert K., ps. Trabant.
13 sierpnia 1998 r. około godz. 22:00 Iwona i jej przyjaciółka Renata G. miały wsiąść na rynku w Szczucinie do samochodu, w którym znajdowali się mężczyźni i pojechać na ognisko do znajdujących się nad Wisłą hangarów Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Według aktu oskarżenia około północy całe towarzystwo przejechało do baru “U Trabanta” należącego do Roberta K. Tam “Młody Klapa” miał namawiać Iwonę Cygan do odbycia stosunku, a gdy odmówiła, została pobita. Mężczyźni mieli jej związać ręce i wynieść do auta przy całkowitym braku reakcji ze strony kilkunastu mieszkańców Szczucina siedzących w knajpie i ogródku na zewnątrz.
Około 2:00 w nocy Iwona miała zostać przywieziona za wały wiślane. Próbowała uciekać, ale mężczyźni ją złapali i jeszcze raz pobili. Drut na jej szyi miał zacisnąć “Młody Klapa”. Z ustaleń biegłych wynikało, że konała przez kilka godzin.
Tę wersję prokuratura oparła niemal w całości na zeznaniach Leszka W. – byłego policjanta szczucińskiej policji, który tej nocy patrolował miasteczko. Do tego doszły dość ogólnikowe zeznania świadków incognito, których seryjnie powoływano w tej sprawie.
To wystarczyło, żeby postawić zarzut zabójstwa “Młodemu Klapie” i “Staremu Klapie” (“Trabant” nie dożył procesu), ale również oskarżyć Renatę G. o składanie fałszywych zeznań, a miejscowych policjantów o roztaczanie parasola ochronnego nad mordercami.
W tej historii wiele rzeczy się jednak nie zgadza.
Alibi Pawła K.
W sierpniu 1998 r. Paweł K. pracował w Austrii na budowie. Twierdził, że w noc zabójstwa jechał samochodem z Wiednia, a do Szczucina dotarł dopiero ok. 4 nad ranem. Potwierdził to jego współpasażer Sławomir N. (14 sierpnia razem poszli na wesele).
Policjanci próbowali ustalić, o której godzinie faktycznie “Młody Klapa” wjechał do Polski. Okazało się to niemożliwe, gdyż Straż Graniczna numery paszportów archiwizowała wówczas jedynie przez pół roku. Nie było też możliwości sprawdzenia pieczątek w paszporcie, bo mężczyzna wyrobił sobie nowy, a starego już nie miał.
Wersję Pawła K. uwiarygodnił jego austriacki pracodawca. W trakcie rozprawy ekstradycyjnej pokazał dokumentację z 13 sierpnia 1998 r. Wynikało z niej, że Polak pracował na budowie, a na koniec wypłacono mu całą dniówkę.
To – zdaniem Austriaka – oznacza, że musiał opuścić budowę między godziną 18.00 a 19.00. Biorąc pod uwagę, że potem pojechał jeszcze się przebrać i wykąpać, to prawdopodobnie wyruszył z Wiednia około godz. 20.00. Nie ma więc możliwości, żeby w dwie godziny przejechał prawie 600 kilometrów. W dodatku Polska nie była wówczas członkiem Unii Europejskiej, a więc przekraczanie granic wiązało się z czasochłonnymi procedurami.
Wersja Renaty
Wieczorem 13 sierpnia 1998 r. Iwona Cygan i Renata G. wracały do domu z baru “Zajazd Leśny”. Jak relacjonowała przyjaciółka, rozstały się ok. 21:30 na rynku w Szczucinie u zbiegu ul. Wolności i Rudnickiego. Renata kategorycznie zaprzeczała, jakoby o 22:00 miały wsiąść do samochodu, w którym znajdowali się “Trabant”, “Młody Klapa” i “Stary Klapa”.
Jej wersję potwierdziło wielu świadków:
– dwie kobiety, wracające również z “Zajazdu Leśnego”, zeznały, że słyszały, jak nastolatki się żegnają w miejscu, które wskazała Renata;
– mężczyzna mieszkający przy rynku, około godziny 21:30 widział z balkonu obie przyjaciółki, a potem już samą Renatę idącą ul. Wolności w kierunku domu;
– ciotka Renaty zeznała, że widziała z balkonu, jak kuzynka wchodzi w ul. Bracha, przy której mieszkała. Wersję Renaty potwierdziła też jej siostra. Zeznała, że dziewczyna na pewno wróciła do domu przed godziną 22:00;
– z kolei inny mieszkaniec Szczucina widział z okna mieszkania samotnie idącą Iwonę.
Wszystkie te zeznania przeczyły temu, co mówił były policjant Leszek W. i co za tym idzie również tezom prokuratury.
Radiowóz
Leszek W. zeznał początkowo, że w noc zabójstwa razem z Grzegorzem J. stanęli radiowozem na rynku przy przystanku PKS. Potem zmienił zdanie i stwierdził, że pełnili patrol od strony ul. Kościuszki, na której Iwona z Renatą miały wsiąść do samochodu “Młodego Klapy”. Dlatego był świadkiem całej sytuacji.
Tyle że w miejscu, które wskazał, znajduje się pas do skrętu w prawo. To oznacza, że radiowóz blokowałby tę część drogi i stwarzał zagrożenie dla innych aut. Takiej sytuacji nie zaobserwowali też nastolatkowie siedzący na przystanku PKS-u.
Jeden z nich zeznał:
“Gdyby tam był radiowóz policyjny Honker, bo rozróżniam mniej więcej marki samochodów, to bym ten radiowóz widział. Pamiętam, że radiowozu tam nie widziałem”.
Ognisko przy hangarach
“Młody Klapa”, “Stary Klapa”, “Trabant”, Iwona i Renata mieli pojechać ok. 22:00 nad Wisłę, w okolice hangarów WOPR-u, żeby zorganizować tam ognisko. Potwierdziło to trzech świadków incognito, ale żaden z nich nie był tam osobiście. Wszyscy powoływali się na relację Mariana K., który miał uczestniczyć w ognisku.
Problem – Marian K. zeznawał w prokuraturze, że faktycznie był na grillu, ale dzień po zabójstwie Iwony (14 sierpnia) w innym miejscu i z innymi ludźmi.
Co więcej, nieopodal hangarów WOPR-u, w których mieli imprezować sprawcy razem z Iwoną i Renatą, biwakowały nad Wisłą dwie rodziny. Ci świadkowie stwierdzili kategorycznie, że “nie słyszeli niczego podejrzanego” ani “nie widzieli żadnych osób i pojazdów”, a przecież impreza miała się odbywać zaraz obok nich w cichym i odludnym miejscu.
Wróćmy do relacji Leszka W. Wynika z niej, że po ognisku mężczyźni i dwie nastolatki przyjechali do baru “U Trabanta” około północy, a lokal był jeszcze otwarty. Tymczasem w tygodniu “U Trabanta” zamykano o godz. 23:00. Potwierdzili to w 1998 r., czyli w trakcie pierwszego śledztwa, barmani, którzy pracowali tamtego wieczoru. Przekonywali, że w lokalu nie widzieli Iwony, cały wieczór przebiegał spokojnie, a po godz. 23:00 poszli do domu.
Leszek W. twierdzi natomiast, że Iwonę wyprowadzono pobitą po północy, a świadkami było kilkunastu mieszkańców Szczucina bawiących się w lokalu. Prokuratura i Archiwum X do dzisiaj nie ustalili, kim mieli być ci ludzie.
Co prawda Leszek W. wymienił z nazwiska trzy osoby, ale dwie z nich zaprzeczyły, a trzecia – Ryszard J. – w momencie składania przez Leszka W. zeznań już nie żyła. A to właśnie nieżyjący mężczyzna miał opowiedzieć policjantowi, co wydarzyło się w barze.
Tajemnicza śmierć Tadeusza D.
Według śledczych świadkiem zabójstwa Iwony Cygan miał być Tadeusz D. mieszkający niedaleko miejsca zbrodni. Kilka miesięcy po zabójstwie mężczyzna zaginął, a później jego ciało wyłowiono z rzeki. Śmierć uznano za nieszczęśliwy wypadek. Prokuratura Krajowa i Archiwum X założyły po latach, że mężczyzna został zamordowany przez zabójców Iwony Cygan. Skąd ten wniosek?
Zgodnie z wersją przyjętą przez śledczych, w noc zabójstwa Tadeusz D. miał się obudzić ok. 2:00 nad ranem, wyjść na zewnątrz i zobaczyć światła aut. Zaintrygowany, miał pójść na wał wiślany i stamtąd widzieć, jak mordowana jest 17-latka. Następnie miał o tym opowiedzieć Leszkowi W. (wówczas czynnemu policjantowi), a później jeszcze przechwalać się w Szczucinie, że wie, kto zabił Iwonę.
Tylko w tej wersji też wiele rzeczy się nie zgadza.
Po pierwsze, Tadeusz D. był przesłuchiwany już w trakcie pierwszego śledztwa i kategorycznie stwierdził, że nic nie wie na temat zabójstwa. Po zaginięciu mężczyzny przesłuchano jego ojca i konkubinę. Oboje potwierdzili, że Tadeusz nic nie wiedział na temat morderstwa, a po alkoholu, którego nadużywał, zdarzało mu się opowiadać niestworzone historie. Nie znaleziono też ani jednego świadka (nie licząc Leszka W.), któremu mężczyzna miał opowiedzieć, kto zabił Iwonę.
Wersja dotycząca wydarzeń w noc morderstwa również wydaje się problematyczna. Przede wszystkim dlatego, że posesję Tadeusza D. od miejsca zbrodni dzieliło kilkaset metrów, a widok zasłaniały dwa domy i wysoki na osiem metrów wał przeciwpowodziowy. Czy to możliwe, żeby z takiej perspektywy zobaczył światła reflektorów aut za wałem?
Stanisław D., sąsiad, który znalazł ciało Iwony Cygan, zeznawał przed sądem:
“Od siebie z domu Tadeusz D. mógł wał widzieć, ale poza wałem nic nie widział. Jest niemożliwością, aby widział to, co miałoby się dziać w tym miejscu, gdzie znaleziono zwłoki”.
“Jeśli założymy, że Tadeusz D., stojąc na wysokim wale wiślanym, widział zabójstwo, to jego zachowanie jest zdumiewające. Stał w bezpiecznym miejscu, ale zachował się jak widz w kinie. Stał i patrzył, jak mordowany jest człowiek i nic nie zrobił, a wystarczyło chociażby krzyknąć i uciec, to mogło uratować dziewczynę” – mówił z kolei przed sądem szczuciński policjant Robert N. i argumentował:
“Prokurator powie, że obawiał się [Tadeusz D, – red.] sprawców, ale gdy tylko zostaje ustalona nagroda, to przestaje się bać. Chodzi od baru do baru i chwali się, że zgarnie tę nagrodę, gdyż wie, kto zabił Iwonę Cygan. Jednocześnie, kiedy zostaje wezwany na przesłuchanie, to znowu zaprzecza, że cokolwiek widział. Gdzie tu sens?”.
Policjant zwrócił też uwagę, że na miejscu zbrodni nie znaleziono śladów opon, a przecież poprzedniej nocy padało, więc gdyby był tam samochód, to musiałyby zostać bruzdy po kołach.
Prokuratura znalazła świadka incognito, który twierdził, że widział ślady opon, ale zaprzeczyli temu inni zeznający. Najważniejsze – obecności śladów nie odnotował technik kryminalistyczny pracujący na miejscu zbrodni.
W aktach przykuwa uwagę za to inne zdarzenie, które miało miejsce w noc zabójstwa. Kobieta mieszkająca w pobliskich Ratajach Słupskich zeznała, że między godz. 22:00 a 23:00 pojawił się w jej domu nieznajomy mężczyzna, który powiedział: “Zamordowano Cyganiątko”.
Z kolei rodzice tej kobiety twierdzą, że było to bliżej północy. Zarówno pierwsza, jak i druga wersja nie pokrywają się z zeznaniami Leszka W., który twierdzi, że do morderstwa Iwony doszło około 2:00 w nocy.

Świadkowie incognito
W sprawie pojawia się szereg świadków incognito, którzy według prokuratury i Archiwum X mieli uwiarygodnić historię przedstawioną przez Leszka W. Charakterystyczne – większość mówiła, że wie o sprawie “ze słyszenia”.
Z punktu widzenia śledztwa najważniejsze były zeznania świadka incognito o numerze 14. Twierdził, że widział, jak Iwona z Renatą wsiadały na rynku do “dużego Fiata”. Potwierdził to również świadek “17”, który siedział z “14” w samochodzie. Co prawda nie znał nastolatek z imienia i nazwiska, ale przekonywał, że widział, jak dwie dziewczyny wsiadały “do Fiata albo Łady”.
To kolejna relacja niepokrywająca się z zeznaniami Leszka W., który twierdził, że “Młody Klapa” jechał wówczas Polonezem. Świadkowie incognito nie zająknęli się też na temat radiowozu, który rzekomo miał stać przed autem “Młodego Klapy”, a w którym mieli siedzieć Leszek W. i Grzegorz J. Jest to o tyle zaskakujące, że jadąc dalej trasą, którą podali, musieliby go wyminąć.
W trakcie następnych zeznań świadek “14”, dopytywany o to przez prokuratora, stwierdził, że “nie zwrócił uwagi na policyjny samochód, który stał gdzieś na rynku”. Nie był też w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy radiowóz pojechał za samochodem, do którego wsiadły nastolatki (a tak twierdził Leszek W.). Cały czas podtrzymywał też, że Iwona z Renatą wsiadły do Fiata. A powołał się przy tym na… kryminalistyczny program “997”.
Fragment zeznań świadka “14”:
“Raczej się nie mylę, bo jak była nagłaśniana ta sprawa, to była mowa właśnie, na przykład w programie 997 o Fiacie albo Ładzie […]. Na początku tej sprawy ludzie również mówili, że to był duży Fiat, stąd u mnie takie pełne przeświadczenie, że to nie był Polonez”.
Pornobiznes
Jedna z hipotez śledczych, która szybko wyciekła do mediów, mówiła, że “Młody Klapa” organizował dziewczynom ze Szczucina wyjazdy do pracy w Austrii, ale tak naprawdę wywoził je do agencji towarzyskich. W “U Trabanta” miały być nagrywane filmy porno, którymi “Młody Klapa” handlował w Wiedniu.
On i właściciel baru mieli też sprzedawać narkotyki oraz wykorzystywać seksualnie miejscowe nastolatki. Prokuratura brała pod uwagę nawet wersję, w której Iwona Cygan miała być jedną z dziewczyn, które miały zostać wywiezione do agencji w Wiedniu. 17-latka dowiedziała się jednak wcześniej o tych zamiarach i dlatego zginęła.
Śledczym nigdy nie udało się zebrać dowodów na potwierdzenie tych hipotez. Policjanci z Archiwum X nie dotarli do ani jednej kobiety, która zostałaby wykorzystana seksualnie przez “Młodego Klapę” i “Trabanta” lub padła ofiarą ich biznesu sutenerskiego. Nie znaleźli też żadnej dziewczyny, która brałaby udział w sesjach porno w “U Trabanta” i nie namierzyli takich nagrań.
W aktach nie ma też śladu po tym, czy prokuratura próbowała kontaktować się z austriackimi śledczymi, którzy mogliby mieć wiedzę na temat tego, czy dziewczyny ze Szczucina faktycznie wywożono do Wiednia. Nie znaleziono też nikogo, kto kupowałby narkotyki od “Trabanta” i “Młodego Klapy”.
W aktach znajdują się za to zeznania mężczyzn i kobiet, którym faktycznie “Młody Klapa” pomagał w znalezieniu pracy w Austrii. Chodziło jednak o pracę na budowie lub sprzątanie. Osoby, które pracowały z “Młodym Klapą” w Wiedniu, nic nie słyszały o tym, żeby zajmował się biznesem sutenerskim, mimo że miały z nim częsty kontakt.
W tym kontekście ważne jest również to, że Paweł K. od roku 1993 do lipca roku 1998 pracował w Grecji. Dopiero wtedy, a więc miesiąc przed zabójstwem Iwony, wyjechał do Wiednia.
Czy w tak krótkim czasie zdołałby rozkręcić biznes sutenerski w Wiedniu?
Wiarygodność Leszka W.
Główny świadek prokuratury, czyli były policjant szczucińskiej policji Leszek W., pierwszy raz zeznawał 28 grudnia 2010 r. Wtedy twierdził, że nic wyjątkowego nie utkwiło mu w pamięci z tamtej nocy. Zmienił zdanie dopiero sześć lat później i wielokrotnie przedstawiał różne wersje opowiedzianej przez siebie historii.
Kiedy został zatrzymany, rodzina poinformowała prokuraturę, że mężczyzna od wielu lat leczy się psychiatrycznie. Jego żona pisała:
“Z chwilą zaprzestania leczenia rodzina zauważyła niepokojące zmiany w jego psychice. Przejawiało się to między innymi tym, że od nowa tworzył abstrakcyjne wersje różnych zdarzeń z życia rodzinnego i pracy zawodowej”.
Również Grzegorz J., który tamtej nocy był na patrolu z Leszkiem W., stwierdził kategorycznie, że jego kolega kłamie. To, że Leszek W. miał problemy psychiczne, potwierdził przed sądem spowinowacony z nim policjant z Dąbrowy Tarnowskiej:
“Kiedy odszedłem na emeryturę, to na prośbę rodziny, głównie żony i córki, zacząłem się z nim spotykać. Rodzina mówiła, że dzieje się z nim coś złego. Zamyka się w domu, w jednym pokoju i oprócz spożywania posiłków, nic innego nie robi. […] On jest osobą, która wymyślała różne historie, a potem niestety w nie wierzyła”.
Leszka W. zbadali biegli psychiatrzy. Stwierdzili “występowanie cech zaburzeń osobowości i zmian organicznych w OUN [ośrodkowy układ nerwowy – red.]”, ale uznali, że nie ma podstaw do kwestionowania jego poczytalności.
W połowie 2017 r. Leszek W. niespodziewanie wycofał się jednak ze wszystkich zeznań. Stwierdził, że prokurator dosypywał mu czegoś do napojów, a on nie był świadomy tego, co mówił w trakcie przesłuchań. Mimo to przedstawiona przez niego wersja do końca stanowiła podstawę aktu oskarżenia.
Podmienione włosy
Przejdźmy do kwestii zarzutów stawianych policjantom ze Szczucina i Dąbrowy Tarnowskiej, którzy prowadzili śledztwo w pierwszym etapie. Prokuratura posądziła ich o tuszowanie zabójstwa i roztoczenie parasola ochronnego nad mordercami.
Najpoważniejszy zarzut dotyczył rzekomej podmiany włosów zabezpieczonych na miejscu zbrodni. Chodzi o to, że dopiero po latach wyszło na jaw, iż dwa spośród niemal czterdziestu zabezpieczonych na miejscu zbrodni włosów nie należały do Iwony Cygan. Dodatkowo jeden ze świadków incognito zeznał, iż policjant z Dąbrowy Tarnowskiej miał na polecenie swojego przełożonego podmienić włosy należące do sprawców na inne.
Wymienieni przez świadka funkcjonariusze stanowczo temu zaprzeczyli. Jak było naprawdę? Żeby zrozumieć ten wątek, należy odtworzyć chronologię zdarzeń.
W 1998 r. zabezpieczone włosy zostały przekazane do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Tam lekarze dokonali pierwszego badania i selekcji materiału. Jeden ze śladów (o numerze 17) opisali jako “dwa fragmenty włókien”.
W 2001 r. w laboratorium kryminalistycznym w Krakowie zostały przeprowadzone badania morfologiczne tych włókien i włosów (badania DNA były wówczas drogie i rzadko praktykowane). Biegły stwierdził, że w nadesłanej folii ze śladem nr 17 znajduje się jeden odcinek włosa ludzkiego, który nie pochodzi od Iwony Cygan. Według eksperta kilka innych włosów również mogło pochodzić od innej osoby.
W 2002 r. wyselekcjonowane przez biegłego włosy zostały poddane badaniom DNA. Wtedy, ponad wszelką wątpliwość, zostało potwierdzone, że ślad nr 17 nie pochodzi od zamordowanej. Policjanci uznali, że to może być przełom. Od każdego podejrzanego (między innymi “Młodego Klapy”, “Trabanta” i Renaty G.) pobrali próbki do badań DNA, aby sprawdzić, czy włos nie należał do kogoś z nich. We wszystkich przypadkach wynik okazał się negatywny.
W 2009 r. prokuratura zleciła kolejne badanie DNA wszystkich zabezpieczonych na miejscu zbrodni włosów (a nie tylko tych, które wyselekcjonował biegły w 2001 r.). Wówczas okazało się, że jeszcze jeden włos nie pochodzi od Iwony Cygan.
– Najpewniej wpływ na rozbieżności miało to, że pierwsze badania dotyczyły morfologii, a więc były zdecydowanie mniej dokładne niż badania DNA – mówi nam osoba znająca kulisy śledztwa.
Kiedy w 2017 r. świadek incognito nr 8 zeznał, że policjant z komendy w Dąbrowie Tarnowskiej podmienił “ślady DNA”, śledczy wyszli z założenia, iż chodziło właśnie o włosy zabezpieczone na miejscu zbrodni. Jednak zdaniem naszych rozmówców w tej koncepcji brakowało logiki.
– Po pierwsze, policjant musiałby podmienić te włosy dopiero po badaniach przeprowadzonych w Zakładzie Medycyny Sądowej UJ, a jaki miałoby to sens? Po drugie, nie wiadomo w zasadzie, co miał podmienić i na co. Włókno na włosy? Ale po co? Przecież dalej nie ustalono, do kogo należały – argumentuje jeden z naszych informatorów.
– W końcu pozostaje kwestia zabezpieczeń stosowanych przez technika kryminalistycznego. Każdy z włosów znajdował się w oddzielnym woreczku zalakowanym specjalną pieczęcią. Gdyby podmieniający wyjął którykolwiek z nich, to nie dałoby się tego nie zauważyć – dodaje.
Nie zważając na te nieścisłości, w 2017 r. prokuratura oskarżyła policjanta i jego przełożonego o “przekroczenie uprawnień”, które miało polegać na “zamianie zabezpieczonych na miejscu zdarzenia śladów będących nośnikami materiału genetycznego DNA w postaci włosów, rażąco naruszając przepisy kodeksu postępowania karnego”.
W akcie oskarżenia nie sprecyzowano, kiedy i jak do tego przestępstwa miało dojść.

Przerwane przesłuchanie
Oprócz wspomnianych policjantów z Dąbrowy Tarnowskiej na ławie oskarżonych zasiadło też m.in. dziewięciu funkcjonariuszy z komisariatu w Szczucinie, których prokuratura również oskarżyła o mataczenie.
W ich przypadku cała teoria opierała się na zeznaniach jednego świadka “17”. W trakcie przesłuchania miał powiedzieć, że poinformował wskazanych policjantów ze Szczucina o tym, kogo mieszkańcy typują na zabójców Iwony Cygan. Ci z kolei nic z tym nie zrobili. To wystarczyło, żeby wymienionym funkcjonariuszom postawić zarzuty i wsadzić na 15 miesięcy do aresztu.
W grudniu 2022 r. na rozprawie pojawił się szczuciński policjant Andrzej W. Niespodziewanie wyznał, że to właśnie jest świadkiem incognito “17”, ale chciałby zrezygnować z tego statusu. Powód – prokurator prowadzący sprawę i szef Archiwum X mieli zmusić go, aby zeznawał anonimowo, a jego słowa zostały zmanipulowane, gdyż on jedynie wymienił nazwiska policjantów, którzy pracowali wówczas w komisariacie w Szczucinie.
“Chciałem to sprostować już podczas przesłuchania przez prokuratora, ale prokurator szybko wyszedł i zostawił mnie z sekretarką, abym podpisał protokół” – zeznał przed sądem Andrzej W. Dodał, że chodziło o szefa małopolskiej Prokuratury Krajowej Piotra Krupińskiego.
Świadek chciał sprostować swoje zeznania w trakcie następnego przesłuchania, ale miało mu to zostać uniemożliwione przez szefa policyjnego Archiwum X w Krakowie Bogdana Michalca. Mężczyzna mówił:
“Ja zacząłem prostować wszystko, co mi się nie podobało, jednak naczelnik polecił prokuratorowi przerwać przesłuchanie, że dziś do przesłuchania się to nie nadaje”.
“Ślady na duszy”
To nie jedyna sytuacja w trakcie procesu, która wzbudziła wątpliwości dotyczące działań śledczych w tej sprawie. W kwietniu 2023 r. na przesłuchanie w rzeszowskim sądzie został wezwany wspomniany szef krakowskiego Archiwum X.
Niektóre wywody Bogdana Michalca wzbudziły konsternację sędziów, adwokatów i oskarżonych. Mężczyzna stwierdził m.in., że w trakcie śledztwa wykorzystywał opracowaną przez siebie metodę szukania “śladów na duszy”. Tłumaczył:
“Moje podejście do dowodów było inne, bo dla mnie śladem jest każda zmiana zachodząca w obiektywnej rzeczywistości, ważny jest człowiek i jego reakcje. W praktyce organów procesowych w Polsce, z którą miałem do czynienia, jest akademickie podejście, gdzie opierają się głównie na śladach kryminalnych, namacalnych, a gdy takich śladów nie ma, to organy ścigania troszeczkę głupieją”.
Kiedy sędziowie i adwokaci zaczęli dopytywać o konkretne kwestie, na przykład wątek rzekomego biznesu sutenerskiego prowadzonego przez “Młodego Klapę” i “Trabanta”, szef Archiwum X nie miał wiele do powiedzenia.
– Pojawił się wątek zatrudniania kobiet w domach publicznych w Austrii, ale dokładnie tego nie pamiętam. Były jakieś informacje wiążące z tym procederem Pawła K., ale już ich nie pamiętam. Nie pamiętam, kto te informacje przekazał i jak były zweryfikowane – powiedział ogólnikowo.
Stwierdził też, że nie pamięta świadka, który miałby zeznawać, że Iwona Cygan była prowadzona w barze “U Trabanta” do osobnego pomieszczenia, nie zetknął się z żadnym dowodem świadczącym, aby dosypano jej do drinka jakiś narkotyk, nie kojarzy świadka, który miałby widzieć, jak Paweł K. miał nakłaniać Iwonę do odbycia stosunku. Wreszcie nie było też świadka, który miałby widzieć, jak nastolatka broni się przed napaścią “Młodego Klapy”.
Na pytanie, dlaczego Paweł K., Józef K. i Robert K. mieli chcieć zabić Iwonę Cygan, szef Archiwum X przyznał, że nigdy nie udało się tego tak naprawdę ustalić.
– Jeżeli chodzi tak wprost, to nie. Z dalszych ustaleń śledztwa wynika, że po prostu byli ostatni widziani z ofiarą. […] Można powiedzieć, że motywu zabójstwa nie ustalono jednoznacznie w sposób pewny, a ten niepewny motyw to tło seksualne” – powiedział Bogdan Michalec.
***
Proces w sprawie zabójstwa Iwony Cygan trwał osiem lat. Wyrok, który zapadł dziś w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie, jest nieprawomocny.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie