Demonstracje za rosyjskie pieniądze. Tyle dostawali w Polsce
Za marszami stać miała Viktoriia Dotsenko, prezes Fundacji Viktoriia, zaangażowana w pomoc humanitarną dla Ukrainy. Według “GW” trzech wolontariuszy organizacji wydalono z Polski za rzekomą współpracę z wywiadem obcego państwa. Sama Dotsenko nie została deportowana.
Sama Dotsenko tłumaczyła na Facebooku, że manifestacje zostały zorganizowane na prośbę obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce i chodziło o zwrócenie uwagi innych krajów na korupcję w jej ojczyźnie.
Konsulat ostrzegał
Do kolejnej manifestacji doszło w kwietniu we Wrocławiu. Tę organizowało “Stowarzyszenie Wspólna Droga – Ukraina i Przyjaciele”, którego prezesem jest Mariia Klepach. Stowarzyszenie zostało zarejestrowane zaledwie kilka dni przed marszem.
Przed udziałem w wydarzeniu przestrzegał konsulat Ukrainy – w rozmowie z “GW” portalu dla Ukraińców w Polsce Ołeksandr Martyniuk przyznał, że dotarły do nich informacje o tym, że manifestanci są opłaceni – dostawali od 100 do 200 dolarów. Protestujący zostali zwiezieni autokarami.

“To przykład działań poniżej progu klasycznej agresji, których celem jest rozbijanie zaufania społecznego, podsycanie napięć i wykorzystywanie osób uciekających przed wojną jako narzędzia rosyjskiej operacji wpływu” – oceniła ABW w komunikacie o wydaleniu członków ukraińskich organizacji.
Według bihus.info, Rosjanie inwestują w takie manifestacje, by wzmacniać wśród Europejczyków strach przed Ukrainą.