Afera w Szpitalu Południowym uderza we wszystkich lekarzy. Ministra zdrowia pod presją koalicji
Okazję do takiej “ucieczki do przodu” rozmówcy z koalicji widzą w najbliższych dniach, gdy ministra zdrowia będzie musiała podjąć decyzję o skali podwyżek dla medyków. Jak nieoficjalnie ustaliła Wirtualna Polska, w obozie rządzącym pojawia się pomysł, by ciężar afery wokół jednego lekarza przerzucić na całe środowisko – tnąc podwyżki dla wszystkich.
Jak co roku zbliża się bowiem czas decyzji ministra zdrowia, by – na bazie rekomendacji AOTMiT dotyczących wyceny świadczeń, w ramach których zaszyte są też podwyżki dla tzw. białego personelu – zdecydować o skali podwyżek dla białego personelu.
– Jeszcze w czerwcu ministra Sobierańska-Grenda musi podjąć decyzję. Do maja szpitale miały podpisać porozumienia ze związkami, jak będą te podwyżki realizować. Na razie się wstrzymują, bo czekają na decyzję minister, która musi wydać w lipcu rozporządzenie w tej sprawie. Co prawda podwyżki dotyczą lekarzy na etatach, a ich jest 15 proc. Ale mechanizm jest taki, że kontraktowcy potem przyjdą i powiedzą, że też chcą podwyżek – tłumaczy rozmówca z koalicji.
Jak nieoficjalnie ustaliła Wirtualna Polska, wstępna decyzja w resorcie zdrowia już zapadła.
– Minister już podjęła decyzję o przyjęciu rekomendacji AOTMiT mówiącej o 9 mld zł, co i tak jest skandalem. Z jednej strony chce dopełnić ustawy, a z drugiej nie chce zadzierać ze środowiskiem lekarskim. Tyle że to były informacje jeszcze sprzed afery wokół pana Kacprzyka i sytuacji w Szpitalu Południowym – mówi nam kolejny rozmówca z obozu rządzącego.
Pytanie, czy w tej sytuacji Sobierańska-Grenda nie zetnie propozycji AOTMiT, by wspólnie z premierem pokazać, że nie ma zgody na takie zarobki lekarzy.
– Minister może ściąć tę propozycję o inflację, ale jednocześnie musi zagwarantować ustawowe minimum – przypomina rozmówca. Decyzja, którą wkrótce podejmie minister Sobierańska-Grenda, będzie miała istotne znaczenie, bo na szali są miliardy złotych.
Warianty podwyżek
Do tej pory od kilku lat szefowie resortu zdrowia wybierali najdroższe warianty podwyżek, bo AOTMIT przedstawił im na ogół trzy warianty podwyżek. Najtańszy obejmował koszt podwyżek wyłącznie dla osób zatrudnionych na etatach, najdroższy także dla wszystkich zatrudnionych na kontraktach, bywały także warianty pośrednie.
W zeszłym roku ówczesna minister Izabela Leszczyna wybrała najdroższy wariant, który kosztował 18 mld zł. Wybór uzasadniała tym, że to nie tylko koszt podwyżek, ale także część tych pieniędzy ma iść na zwiększenie liczby świadczeń.
W tym roku Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zarekomendowała tylko jeden wariant i, jak pisał portal Rynek Zdrowia była to podwyżka o 9 mld zł na rok. Czyli w tym roku, od 1 lipca byłoby to 4,5 mld zł. Ale sam koszt podwyżek na etaty jest niższy, bo wynosi 3,3 mld zł za pół roku, reszta ma ratować sytuację szpitali i sprawić, by nie pogłębiły się kłopoty tych w najgorszej sytuacji.
Dlaczego w tym roku jest jeden wariant zamiast zwyczajowych trzech dostarczonych przez AOTMiT?
– Wcześniej warianty były po to, by politycznie pokazać, że minister decyduje się na ten najbardziej ambitny. W tym roku odeszli od tego rozwiązania, nigdzie nie jest napisane, że mają być trzy warianty. Pytanie jednak, czy Sobierańska-Grenda i tak nie zdecyduje się ściąć tej propozycji Agencji – zastanawia się nasz rozmówca z obozu rządowego związany ze zdrowiem.
Presja
Jak słyszymy, koalicyjna presja na minister zdrowia rośnie. Wyczuwalne jest oczekiwanie, że w obecnej sytuacji minister powinna być pierwszą, która zamiast ogłaszać podwyżki rekomendowane przez AOTMiT, ogłasza ich przycięcie do ustawowego minimum.
– Ustawa przyjęta przez PiS zobowiązuje ministra zdrowia do wydania decyzji o wysokości podwyżek. Myślę, że tym razem decyzja premiera jest bardzo długo oczekiwana i ułatwi pani minister podjęcie jej własnej decyzji w sprawie podwyżek – mówi Bartosz Arłukowicz, europoseł KO i były minister zdrowia.
Jego zdaniem minister zdrowia “stoi w kluczowym momencie swojej drogi politycznej i ministerialnej”. – Każdy minister zdrowia musi podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim sercu – czy jest przedstawicielem pacjentów w rządzie, czy przedstawicielem środowiska lekarskiego w rządzie. Politycznie to jest zawsze najtrudniejsza decyzja – ocenia Bartosz Arłukowicz.
Także ze strony Lewicy dochodzą podobne sygnały. Zdaniem Wojciecha Koniecznego, byłego wiceministra zdrowia, w obecnej sytuacji nawet jeśli skala podwyżek będzie niska, to nie powinni być z nich wykluczeni inni pracownicy etatowi szpitali, jak pracownicy obsługi, techniczni czy informatycy. W jego opinii na podwyższenie kontraktów lekarskich dyrektorzy szpitali nie powinni dostać tym razem pieniędzy, powinni raczej wstrzymać wzrost wynagrodzeń lekarzy na kontraktach, bo tam zarabia się znacznie więcej niż na etatach. – Wariant minimum będzie “zapominał” o całej części personelu niemedycznego szpitali, który w dużej części pracuje za minimalne wynagrodzenie – ocenia Konieczny.
Lokalnie a centralnie
Z politycznego punktu widzenia pojawiają się pytania o konsekwencje partyjne. Chodzi nie tylko o olbrzymie zarobki lekarza radnego KO, ale także opisany przez Portal Zero “salonik dla VIP-ów” i to, że w Szpitalu Południowym stworzono nieoficjalnie szybszą i bardziej komfortową ścieżkę przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin.
Z jednej strony afera uderza w szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego, który jednocześnie jest szefem warszawskich struktur KO. Z drugiej strony Szpital Południowy to bezpośrednia odpowiedzialność stołecznego ratusza, a więc Rafała Trzaskowskiego i jego zastępczyni odpowiadającej za sferę zdrowotną w stolicy, wiceprezydentki Renaty Kaznowskiej. I takie też rozgraniczenie robi jeden z naszych rozmówców z KO, gdy pytamy go o polityczne rozliczenie afery, choć równocześnie większą winą obarcza władze lokalne.
– To oczywiście w nas bije, ale takie rzeczy powstają głównie na szczeblu lokalnym. Politycznie i dziennikarsko mleko się rozlało – dali lekarzowi 1,6 mln zł i tyle. Pytanie jednak, kto zdecydował się zatrudnić tego człowieka pół roku po studiach. I to szok, że on się w ogóle tego podjął, nie mając doświadczenia. Drugi szok – ktoś dał mu takie pieniądze. Pytanie, kto kwitował faktury. Pytanie, czy były naciski ze strony radnych, czy stołecznego ratusza czy sam Trzaskowski się interesował sytuacją. To wymaga wyjaśnienia – ocenia rozmówca z KO.
Póki co, systemowe reperkusje afery wokół Szpitala Południowego i ujawnianych przez media bulwersująco wysokich zarobków kolejnych lekarzy w Polsce są takie, że rząd zapowiedział większą kontrolę nad zarobkami medyków.
Jakie zmiany w prawie
Pierwszą reakcją rządu na sprawę koordynatora SOR ze Szpitala Południowego było przyjęcie ustawy, która ma ujawnić zarobki lekarzy. Na wtorkowym posiedzeniu rząd przyjął projekt ustawy, która pozwoli śledzić wynagrodzenia lekarzy po nr PESEL i prawa wykonywania zawodu.
– Najważniejsze pytanie dotyczy tego, jakie rząd wyciągnie wnioski z tej ustawy. Pracodawcy i związki mieli wcześniej wspólne stanowisko, że rząd może ruszyć ustawę o minimalnych wynagrodzeniach medyków wyłącznie, jeśli ruszy kontrakty. Obecny projekt rządowy nie rozwiązuje problemu, a próbuje zmierzyć zjawisko. Dlatego pytanie, jakie na podstawie tych informacji zostaną wyciągnięte wnioski – mówi Wojciech Wiśniewski, członek trójstronnego zespołu przy resorcie zdrowia.
Jednym z nich, zdaniem naszych rozmówców, powinna być zmiana ustawy o minimalnym wynagrodzeniu zawodów medycznych. Przymierzała się do tego poprzednia minister Izabela Leszczyna, licząc na wygraną w wyborach prezydenckich Rafała Trzaskowskiego. Potem pojawiały się takie pomysły także w nowym kierownictwie resortu, ale ostatecznie wygrała obawa, że Karol Nawrocki nie podpisze takiej zmiany. Ujawniane coraz częściej kominy płacowe wśród lekarzy mogą być jednak argumentem wobec prezydenta, żeby nie stopował takich rozwiązań.
– Niezależnie od tego, czy uważamy, że ustawa będzie podpisana przez prezydenta, czy nie, powinniśmy ją spróbować znowelizować. Dlatego że ona w obecnej wersji jest rujnująca dla systemu ochrony zdrowia i jednocześnie przykłada się do zwiększania nierówności społecznych, faworyzując jedną grupę pracowników związanych ze sferą budżetową – uważa nasz rozmówca z obozu rządowego.
Na co zdecyduje się koalicja, to duża niewiadoma. Z jednej strony do tej pory przeważały obawy przed zrażeniem do siebie środowiska, jeśli rząd spróbuje ustawę zmienić, co i tak przy ewentualnym wecie może okazać się nieskuteczne, więc rząd poniósłby tylko polityczne koszty, bez żadnych zysków w systemie. Z drugiej strony ujawniane bardzo wysokie zarobki lekarzy są coraz częściej argumentem za wprowadzeniem jakichś ograniczeń. – W wariancie minimum skończy się na uchwaleniu ustawy o ujawnieniu zarobków lekarzy, a w wariancie maksymalnym po pierwsze to zmierzymy, po drugie ograniczymy i wreszcie zmienimy ustawę o wynagrodzeniach – zauważa Wojciech Wiśniewski.
Nie wszyscy jednak w koalicji są przekonani, że takimi ruchami wycelowanymi bezpośrednio w lekarzy i ich zarobki uda się uzdrowić system.
– Zarobki tych lekarzy to nie jest powód, dla którego system zdrowia mamy taki, jaki mamy. Tych lekarzy jest po prostu za mało. Kacprzyk dopuścił się patologii, ale generalnie tych lekarzy jest mało i wielu z nich dlatego tyle właśnie zarabia. Pracują za dwóch i zarabiają za dwóch – przekonuje rozmówca koalicyjny i dodaje, że nie jest tak, że to przez te zarobki szpitale są zadłużone.
– Jeśli działają na procencie od wykonanej procedury, to przeważnie szpitale jeszcze na tym zarabiają. Bo nawet jeśli dyrektorzy płacą lekarzowi 2-3 tys. zł za procedurę, to ona zazwyczaj jest tak wyceniona, że szpitalowi i tak się to jeszcze opłaca. Innymi słowy: szpitala nie musi pogrążać to, że jakiś lekarz zarabia tam 150 tys. zł. Bo są sytuacje, gdy zarabia 30 tys., ale przez taką, a nie inną wycenę procedur szpital ma problemy – tłumaczy rozmówca z obozu rządzącego.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnieAdministratorem danych jest Wirtualna Polska Media S.A. Dane przetwarzamy w celu wysyłki newslettera. Masz prawo m.in. do dostępu, poprawienia, usunięcia danych oraz wycofania zgody. [Polityka prywatności]