Zarobiła 1,7 mln zł. Lekarka reaguje emocjonalnie na doniesienia. “Największa przykrość”
W porównaniu do 2021 r., jej przychody wzrosły niemal dwukrotnie. W oświadczeniu majątkowym sprzed czterech lat Podlipniak-Sobczyńska wykazywała odpowiednio: 257 tys. zł wynagrodzenia dyrektora, 662 tys. zł za dyżury lekarskie oraz 76 tys. zł emerytury. Dziś może się pochwalić 110-metrowym domem wartym według oświadczenia 400 tys. zł oraz działką budowlaną wartą 150 tys. zł. Poza tym ma sporo gotówki: 480 tys. zł i 520 tys. euro, a także papiery wartościowe, których wartość oszacowała na 3,4 mln zł. W porównaniu do 2021 r. – przesiadła się z Volkswagena Passata do Mercedesa Klasy E.
Wyjaśnienia
Sprawa jej zarobków wyszła na jaw przy okazji skandalu związanego z wysokim wynagrodzeniem lekarza bez specjalizacji Dawida Kacprzyka. Lekarka i dyrektorka reaguje bardzo emocjonalnie na pytania w tej sprawie. Zarzuca, że wytknięto jej nawet emeryturę. – 47 lat przepracowałam w zawodzie, no więc chyba ta emerytura mi się należy, tak jak każdemu?
W rozmowie z WP wyjaśnia, skąd jej wysokie przychody z tytułu pełnienia dyżurów lekarskich.
– Na oddziale dziecięcym nie byłoby komu pracować. Jestem pediatrą, więc te wszystkie luki w dyżurach, które potrzeba wypełnić, to ja to robię. Jeśli dziś powiem, że nie będę dyżurowała, tylko będę pracowała jako dyrektor, to co będzie z oddziałem? Kto przyjdzie pracować za takie pieniądze? Ja cały czas szukam lekarzy. Szukam psychiatrów, szukam okulistów, bo wszędzie mi się wali, nie ma lekarzy – rozkłada ręce Grażyna Podlipniak-Sobczyńska.
Dyrektorka łosickiego szpitala przypomina, że oddział dziecięcy musiała już raz zamykać, właśnie z powodu braku lekarzy.
– Przez pół roku był oddział zamknięty. Przez trzy lata szukałam ordynatora do niego, ponieważ poprzedni doktor mnie uprzedził, że odchodzi na emeryturę. Więc ja szukałam i nie mogłam nigdzie znaleźć. Wreszcie po wielkich bojach mam ordynatora, który przeszedł z Warszawy – mówi dyrektorka.
Dyrektorka uważa, że oburzenie z powodu jej wynagrodzenia byłoby zrozumiałe, gdyby zarabiała więcej niż inni.
– A może pan przyjść i sprawdzić. Ja mam taką samą stawkę jak lekarz bez specjalizacji. 205 złotych za godzinę – wylicza Grażyna Podlipniak-Sobczyńska.

Podkreśla, że szpitalem kieruje sama, nie ma żadnego zastępcy. I dodaje, że szpital dobrze sobie radzi, nie ma żadnego zadłużenia i każdy rok kończy na plusie.
– Ja może za bardzo się angażuję emocjonalnie, ale całe życie tu pracuję. Stąd pochodzę i chciałabym, żeby jak najlepiej było w szpitalu. I będę się starała robić jak najlepiej. Jutro jak nie będzie jakiegoś lekarza z mojej specjalizacji i jak trzeba będzie pójść na dyżur, to ja tam pójdę – deklaruje.
Dodaje, że pamięta czasy, kiedy lekarze zarabiali bardzo źle. Odnosi się też do zaproponowanej przez PiS stawki maksymalnej dla lekarzy w wysokości 157 złotych za godzinę.
– Pracowałam w pogotowiu wiele lat i pamiętam, jakie kiedyś były czasy. Pamiętam jak dziś, że śmiali się z nas wszyscy, że pracujemy za dolara. I ja wtedy pracowałam. Jeśli wejdzie stawka maksymalna w wysokości 157 zł za godzinę, to też będę pracowała, tak jak do tej pory. Jeśli trzeba będzie pełnić dyżury społecznie, to też będę pracowała społecznie – stwierdza stanowczo Grażyna Podlipniak-Sobczyńska.
Dopytujemy jednak, w jaki sposób fizycznie jest w stanie łączyć pracę dyrektora szpitala z byciem lekarzem.
– Pracuję codziennie jako dyrektor do 15.35 i jeśli mam dyżur, to po 15.35 idę na oddział. Jeśli nie, to idę do domu – mówi Podlipniak-Sobczyńska. Dodaje, że zdarzają się jej również dyżury w nocnej opiece lekarskiej.
Przekonuje, że już się przyzwyczaiła do takiego trybu i określa to wprost pracoholizmem.
– Moja rodzina bardzo ubolewa nad tym, ale jeśli człowiek całe życie pracował, to trudno mu sobie znaleźć jakieś inne zajęcie. Wiem, że to jest chore, ale jakby 47 lat pan pracował, to raptem jednego dnia nie zmienił całego swojego życia i myślenia – komentuje.

Dyrektor szpitala: Lekarzy w okolicy nie ma, muszę dać wyższe stawki
Jej zdaniem, kluczem do problemu szpitali powiatowych w małych miasteczkach, oddalonych od dużych ośrodków, są stawki. Lekarzy w okolicy nie ma, więc, żeby skłonić ich do dojazdu do Łosic, dyrektorka musi im zaoferować więcej, niż mają w dużych ośrodkach.
– Do mnie przyjeżdżają lekarze z Białegostoku, Radzynia Podlaskiego, Białej Podlaskiej, z różnych miejsc są u nas specjaliści. Przyjeżdżają raz w tygodniu i to oni mi stawiają warunki – przyznaje.
Czy zatem ujednolicona stawka, np. w wysokości 157 zł za godzinę, pomoże Łosicom? Dyrektorka uważa, że bez dodatkowej zachęty finansowej, lekarze mieszkający w większych miastach, wciąż nie będą chcieli przyjeżdżać do jej szpitala. Dyrektorka nie wierzy również w to, że gdyby w Łosicach młody lekarz zarabiał tyle samo co w Warszawie, zamieszkałby właśnie tu.
– Śmiem wątpić. Jak rozmawiam z młodymi lekarzami, to oni w ogóle nie chcą pracować tak jak my. Taki młody lekarz mi mówi: po co ja mam jechać do takiej dziury jak Łosice? Bo on ma przedszkole dla dziecka w Warszawie czy w innym dużym mieście. Później jego dziecko pójdzie na studia w tym dużym mieście, tam ma inne perspektywy. W Łosicach nie ma takich perspektyw. To jest małe miasteczko i zawsze będzie tu trudniej – podsumowuje.
Poza tym zwraca uwagę na mentalność młodych lekarzy, która jej zdaniem jest zupełnie inna niż medyków z jej pokolenia.
– Oni chcą pracować tylko na jeden etat. Namawiam: panie doktorze, niech pan przyjdzie, bo muszę mieć lekarza, żeby wykonywać kontrakt, a on mi odpowiada, że nie chce tych pieniędzy, bo ma rodzinę. On nie jest taki jak my, stare pokolenie, że jakie by nie były pieniądze, nikt nie patrzył na to, tylko przychodził do pracy, bo takie były czasy. Oni chcą mieć teraz odpoczynek, chcą wyjechać czasami za granicę – komentuje dyrektorka.
Jej zdaniem, właściwym rozwiązaniem powinno być zapewnienie na rynku większej liczby lekarzy specjalistów. Mogłoby się to stać przez zmianę systemu kształcenia, ale także np. zakaz zatrudniania specjalistów z innych dziedzin w medycynie rodzinnej, czyli POZ.
– Specjaliści powinni iść do AOS (ambulatoryjnej opieki specjalistycznej) i szpitali. A teraz część specjalistów pracuje w POZ i na to nie ma rady – uważa dyrektorka szpitala.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnieAdministratorem danych jest Wirtualna Polska Media S.A. Dane przetwarzamy w celu wysyłki newslettera. Masz prawo m.in. do dostępu, poprawienia, usunięcia danych oraz wycofania zgody. [Polityka prywatności]