Ustawa o lekarskich PESEL-ach z lukami, ale do podpisu prezydenta
Wówczas Wojciech Wiśniewski, ekspert z Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia przy Ministerstwie Zdrowia, wskazywał na jej dwa mankamenty, oba sprowadzające się do tego, że zarobki wielu lekarzy dalej pozostaną poza dokładniejszym “radarem” MZ i NFZ. Pierwszy mankament dotyczył tego, że na świadczenia typu rezonans czy tomografia szpitale często zawierają umowy z podwykonawcami, którymi są np. duże zagraniczne sieci diagnostyczne.
– A tam nie ma jak się dowiedzieć, jak ci doktorzy zarabiają, bo oni są zatrudnieni u podwykonawcy, a nie bezpośrednio w szpitalu – mówił Wiśniewski. Druga luka dotyczy spółdzielni lekarskich. – Czasami kontrakty szpitale zawierają z takimi spółdzielniami, a nie z pojedynczymi lekarzami, w związku z czym tu też może być problem z ustaleniem ich zarobków – podkreślał ekspert.
Senatorowie przyznają, że są świadomi tych luk w rządowej regulacji, choć część z nich ma pretensje, że nie wiedziała o tym wcześniej. – Trochę czuję się wyrolowany. Gdybym miał tę wiedzę wcześniej, zgłosiłbym jakieś poprawki jeszcze na etapie prac w komisji – przyznaje jeden z senatorów koalicyjnych, proszący o anonimowość. – Ten pociąg już pojechał, zostało tylko przegłosować – wzrusza ramionami polityk Lewicy.
Mimo to, jak twierdzą rozmówcy z Senatu, polityczne ustalenie jest takie, że ustawa musi szybko trafić na biurko prezydenta. Teoretycznie Senat musi rozpatrzyć ustawę do 19 lipca, ale stanie się to w tym tygodniu na trwającym posiedzeniu izby wyższej. – Mieliśmy na ten temat rozmowy, ustalenia są takie, że trzeba szybko wyjść z czymkolwiek, potem będziemy się zastanawiać, co z tym jeszcze można zrobić. Myślę, że nie trzeba będzie już poprawiać tej ustawy, bo rząd niedługo wyjdzie z zupełnie innymi ustawami zmieniającymi system – mówi nam senator KO.
Także w Kancelarii Premiera słyszymy, że ustawa nie jest idealna. – To tylko pierwszy, podstawowy krok. Zobaczymy, co się dalej jeszcze urodzi – zastrzega rozmówca.
MZ przyspiesza ze zmianami
Równolegle od kilku dni było słychać narzekania w koalicji na to, że w całym kryzysie wokół Szpitala Południowego nie widać minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. A choć wypowiadała się w tej sprawie dla mediów i resort komunikował stanowisko w tej kwestii, to zarzuty dotyczyły tego, że nie zarządza kryzysem.
Dlatego w koalicji słychać opinie, że Sobierańska-Grenda musi stracić funkcję, bo nie dość, że nie zarządza właściwie aktualnym kryzysem, to jeszcze ma słabą politycznie pozycję. – Problem jest taki, że nie bardzo widać, kto mógłby być jej następcą. Mało kto się pali do objęcia takiego resortu – przyznaje rozmówca z KO.
Jak słyszymy, minister ma wystąpić w sprawie “bieżącej sytuacji”, czyli sprawy Szpitala Południowego oraz przyszłych działań resortu dotyczących naprawy systemu ochrony zdrowia.

Resort od pewnego czasu analizował różne pomysły zmian, miał je pokazać w piątek, ale stanie się to trochę szybciej. Wirtualna Polska opisała część tych pomysłów. To z jednej strony wprowadzenie jakiegoś rodzaju maksymalnego pułapu zarobków lekarzy, ewidencjonowanie czasu pracy, wreszcie różne rozwiązania systemowe, jak likwidacja pracy na akord. Teraz minister może pokazać te pomysły i zapowiedzieć, które z nich wejdą do realizacji.
– Premier wprost zapowiedział, że system zdrowia jest chory. I resort musi pokazać jakieś ruchy – mówi osoba z otoczenia Tuska.
A choć wśród polityków koalicji i w mediach trwa dyskusja, czy szefowa resortu nie straci funkcji w ramach rządowej reakcji na aferę w Szpitalu Południowym, jak słyszymy, nie ma takich planów, choć oczywiście nikt nie zagwarantuje, że ostateczną reakcją premiera nie będą personalne roszady w resorcie zdrowia.
– Media i część polityków mogą mieć krwiożercze zapędy, ale raczej chodzi o to, żeby pokazać jakieś pomysły. Przecież system nie zmieni się od zmiany ministra, to my musimy pokazać propozycje i je wdrożyć – zauważa rozmówca z KPRM.
Osobnym pytaniem jest, jak na pomysły minister Sobierańskiej-Grendy zareagują koalicjanci, bo dziś każde ugrupowanie ma własne pomysły, co zrobić z ochroną zdrowia. Na pewno w koalicji rośnie świadomość, że system w obecnej postaci dłużej nie pojedzie, tym bardziej że mimo rosnących nakładów cały czas jest w nim potężna finansowa luka. Z drugiej strony pojawia się też kalkulacja, że afera w Szpitalu Południowym, ale także tocząca się dyskusja o wysokości kominów płacowych w ochronie zdrowia politycznie będą sprzyjać reformatorskim ruchom i obniżą ich polityczne koszty.