18 June, 2026

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na “aferę vipowską”. Eksperci oceniają

– Tę aferę można nazwać aferą vipowską. Element traktowania inaczej politycznych VIP-ów z Koalicji Obywatelskiej jest tym groźniejszym elementem tej sprawy, bo wpisuje się idealnie w spór, który mocno funkcjonuje obecnie w polityce – powiedział Wirtualnej Polsce prezes OGB.

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniają

Chodzi o “spór pomiędzy elitami a zwykłymi Polakami”. Każda bowiem partia, która chce rządzić, przekonuje Polaków, że jest bliska ich sprawom. Praktyka pokazuje, że jest inaczej.

Pawłowski zwraca uwagę, iż w tym przypadku opinia publiczna widzi uprzywilejowaną grupę ludzi – wysoko usytuowanych – którzy kosztem zwykłego człowieka wykorzystują stworzony przez siebie system dla własnych korzyści. A gdy afery z tym związane wyjdą na jaw (bo ujawniają je dziennikarze), to politycy KO nie wiedzą, jak na to zareagować. Bo nie mają planu lub odwagi stanięcia twarzą w twarz z problemem. Jak wskazuje ekspert, dobrego wytłumaczenia i odpowiedzi partia nie znalazła.

W dodatku w partii tli się spór, bo – jak słyszy Wirtualna Polska – w środowisku warszawskiej KO poszczególni politycy zastanawiają się, jak zrzucić odpowiedzialność na wewnętrznych konkurentów.

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniają Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniają"Dorobił się porszaka, a do partii przylepia syf". Wściekłość i szukanie winnych w KO

W ostatnich dniach najgłośniejszym tematem w Polsce są doniesienia dotyczące Dawida Kacprzyka, lekarza w trakcie specjalizacji i radnego dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej (do niedawna szefa młodzieżówki tej partii), który w ubiegłym roku zarobił w miejskim Szpitalu Południowym (i kilku innych placówkach) 1,6 mln zł (jednocześnie nie będąc na dyżurach, na które był wpisany). Szef warszawskich struktur KO Marcin Kierwiński informował już w tym tygodniu, że Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w ugrupowaniu.

W tym tygodniu portal Zero.pl opisał, że przy Warszawskim Szpitalu Południowym na SOR stworzono specjalny system dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzin, którzy byli przyjmowani poza kolejnością. Miało to funkcjonować dzięki Kacprzykowi, który zarządzał tamtejszym oddziałem ratunkowym. Na miejscu zorganizowano między innymi wydzielone pomieszczenie, w którym mieli oni czekać na badania i wyniki poza ogólną poczekalnią. Zdjęcie “saloniku dla VIP-ów” szybko obiegło media.

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniają

Politycy koalicji rządzącej po ujawnieniu tych informacji przez media byli w szoku. I do dziś mają problem z reakcjami. Nie odbierają telefonów, odmawiają rozmów, a pytani o to w Sejmie przez dziennikarzy, przepychają ich (jak Katarzyna Lubnauer dziennikarza Jacka Prusinowskiego) i uciekają sprzed kamer.

– Widok polityków uciekających przed dziennikarzami nigdy nie wygląda dobrze – mówi Wirtualnej Polsce prof. Sławomir Sowiński z UKSW. Ale jak podkreśla, “w sytuacji wstrząsu i zamieszania, gdy partia buduje dopiero swą wizerunkową kryzysową strategię, to rozwiązanie mniej kosztowne, niż wizerunkowa partyzantka i związane z nią nieuchronne lapsusy”. – Tyle że nie można uciekać przed mediami wiecznie – zaznacza politolog.

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniają"Żeruje na PiS". W partii wielu nie chce bronić Bąkiewicza Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniają

Niektórzy nie uciekają, co nie kończy się dobrze. Sięgają za to po osobliwe tłumaczenia. Jak na przykład Gabriela Lenartowicz, posłanka KO, stwierdziła, iż afera w jej partii to… wina PiS. “Patologie w ochronie zdrowia trzeba bezwzględnie ukrócić. Ale nie zapominajmy, że zawdzięczamy je Kaczyńskiemu i spółce” – stwierdziła w mediach społecznościowych.

Tu widoczny jest rozjazd w przekazie. Posłanka Lenartowicz w nagraniu powiedziała, iż to “nie kwestia indywidualna czy związana politycznie jakkolwiek, tylko błąd systemowy”. Natomiast jej koleżanka z ław poselskich – Karolina Pawliczak – w Polskim Radiu oceniła, iż – owszem – sprawa radnego KO Kacprzyka “to sprawa indywidualna”, której jednak “nie należy nadawać stricte politycznego wymiaru”. Nie wiadomo więc do końca, czy winny jest system, PiS, czy człowiek. W tym przypadku człowiek z Koalicji Obywatelskiej. 

Głos zabrał też Artur Łącki (o którym w ubiegłym roku głośno było w kontekście afery z dofinansowaniami z KPO). Polityk KO w Kanale Zero przyznał, iż on też był proszony o skrócenie dostępu do “znajomych” lekarzy, a także polecił “rzucić kamieniem” tym, którzy nigdy nie starali się załatwić sobie szybciej miejsca w szpitalu poza kolejką. Łącki za swoje wypowiedzi został skrytykowany przez internautów. 

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniają

Nie wszyscy jednak w KO chcą relatywizować i “rozmiękczać” temat. Wolą mówić, jak jest. A z punktu widzenia KO – politycznie jest bardzo źle, co przyznają nieoficjalnie sami członkowie tej partii. – Premier zapowiedział odpowiedzialność polityczną. Nie ma absolutnie żadnego usprawiedliwienia dla osób, które omijają kolejkę, które wykorzystują legitymację partyjną do tego, żeby korzystać z jakichś specjalnych usług w szpitalu – mówiła w programie “Tłit” Wirtualnej Polski posłanka KO Dorota Łoboda. 

Jak stwierdziła, “sytuacja jest na wielu poziomach bulwersująca”. Uznała, że “politykom wolno nawet mniej i każdy rozumie, że na SOR-ze czy w szpitalu jedynym kryterium powinien być stan zdrowia, a nie legitymacja partyjna”. – Z całą pewnością nie będzie tak, że osoby, które nadużywały swojej pozycji, które były po prostu nieuczciwe, które ominęły kolejkę, będą szczególnie łagodnie traktowane – podkreśliła. – Ktoś, kto nadużywa swojej pozycji, powinien po prostu ponieść konsekwencje – dodała. 

– Kontrola, wyjaśnienie, konsekwencje – wylicza Cezary Tomczyk, wiceszef KO i wiceminister obrony. Twierdzi, iż “premier wydał dyspozycje, które są realizowane”. 

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniają

– Doświadczony polityk, jakim jest premier Tusk, doskonale rozumie wizerunkowy ciężar i potencjalne koszty tej afery. Dlatego już w pierwszych jej godzinach zaprezentował swą znaną marsową minę, sugerując możliwość przewietrzania swego politycznego dworu i zrzucenia winnych z politycznych sań. Na tym etapie to ruch niezbędny i wizerunkowo chyba wystarczający – mówi Wirtualnej Polsce prof. Sowiński.

Jak zaznacza, “o tym jednak, czy sprawa ta skończy się podobnie jak afera hazardowa z 2009, czyli relatywnie małym kosztem, czy jak afera podsłuchowa z 2014 r., która uderzyła w PO z siłą tsunami, zdecyduje konsekwencja premiera w kolejnych dniach”.

– Na pewno wina jest, bo to nie jest normalne, żeby bez specjalizacji świadczyć usługi medyczne w tak wielu miejscach, zarabiać takie pieniądze. To jest nie do obrony i nie powinno nigdy się wydarzyć – mówi Wirtualnej Polsce kolejny polityk KO Witold Zembaczyński. Jak dodaje: – Jeśli ktoś to robił, to należy to bezwzględnie wypalić gorącym żelazem, bo nie ma tolerancji na nadużywanie pozycji.

– Jeśli znajdujemy czarne owce, bezwzględnie się ich pozbywamy – twierdzi. 

Kolejnych dymisji nie ma, bo nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności. Po kilku dniach głos w sprawie zabrał szef MSWiA, szef stołecznych struktur KO Marcin Kierwiński. Odciął się od sprawy. – Koalicja Obywatelska nie odpowiada za grafik dyżurów czy obsadę lekarzy, przynajmniej nie jest tak w Warszawie. Jako partia, jak tylko dowiedzieliśmy się o nieprawidłowościach, podjęliśmy decyzje, które skutkują tym, że ów radny nie jest już członkiem KO – powiedział na konferencji prasowej.

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniająSkandal wokół KO i szpitala. Rzecznik Konfederacji nie hamował się

Szkopuł w tym, że za szpital odpowiadają właśnie politycy KO.

Odpowiedzialność rządzących

– Tam, gdzie będą uzasadnione sytuacje, będzie to także owocowało wnioskami prokuratorskimi – podkreślił szef rządu. Dodał, że od właścicieli Szpitala Południowego, czyli warszawskiego samorządu, oczekuje precyzyjnej informacji. – Tam nie może pozostać żadna dwuznaczność – mówił.

Premier powiedział też, że jeśli się okaże, że złamano dobre obyczaje, polityków będzie czekać odpowiedzialność polityczna, a jeśli okaże się, że złamano prawo – prokurator. Stwierdził, że “będą musiały polecieć głowy”.

Przypomnijmy: służbę zdrowia w stołecznym ratuszu nadzoruje Renata Kaznowska z KO, a obsadą rad nadzorczych spółek zajmuje się wiceprezydent Tomasz Mencina – też KO. Prezydentem jest Rafał Trzaskowski, wiceszef KO, który w kampanii wyborczej w 2025 r. chwalił się budową od podstaw Szpitala Południowego. Wszyscy wymienieni politycy nie odpowiadają na pytania mediów. Trzaskowski wydał jedynie oświadczenie.

Dopiero w czwartek na wniosek Rafała Trzaskowskiego odwołano cały zarząd szpitala.

Nową prezeską zarządu zostanie Aneta Gomółka-Siembora. Jak przekazał w komunikacie na X Trzaskowski, to specjalistka z zakresu audytów i kontroli zarządczej w ochronie zdrowia oraz zamówień publicznych. “Jej pierwszym i najważniejszym zadaniem będzie ścisła współpraca ze wszystkimi instytucjami zaangażowanym w wyjaśnianie nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić w zarządzaniu placówką” – napisał prezydent Warszawy.

Uciekają, milczą, kręcą. KO nie ma pomysłu na "aferę vipowską". Eksperci oceniająAfera KO w szpitalu jak "ośmiorniczki"? Politolodzy wskazują, co może być groźniejsze

Kryzys wizerunkowy

Łukasz Pawłowski z OGB w rozmowie z Wirtualną Polską przekonuje, że mimo ciężaru sprawy, nie wpłynie ona na sondaże tak mocno, jakby się niektórym wydawało. – Gdzie wyborcy KO mieliby pójść? Na kogo by mogli przerzucić głos? Ta oferta dla wyborcy liberalnego w Polsce jest bardzo ograniczona, stąd dominacja Koalicji Obywatelskiej – twierdzi ekspert. I dzieje się to mimo afer, z jakimi mierzy się partia rządząca.

– Kryzysy bywają w polityce także szansą – zauważa prof. Sławomir Sowiński. Jego zdaniem “dynamiczny Donald Tusk sprzed lat wykorzystałby pewnie energię obecnego społecznego wzburzenia, zrywając tabu dotyczące zarobków niektórych lekarzy specjalistów, skłaniając jednocześnie samorząd medyków do poważnej rozmowy o nowym, sprawiedliwszym kontrakcie w służbie zdrowia”. – Czy premier Tusk AD 2026 podejmie taką trudną batalię? Od tego zależy bardzo wiele – podkreśla politolog w rozmowie z WP.

Inni widzą potencjalne problemy.

Prof. Rafał Chwedoruk ocenił, że sprawa “uderza w bardzo czułe miejsce tej partii oraz umacnia stereotypy – niegdyś silne – partii elit”. Stwierdził, że “dzisiaj ten problem dostępności do świadczeń zdrowotnych, służby zdrowia, zarobków lekarzy, to jest gorący temat polityczny”. I to kolejna taka informacja – podkreślają nasi rozmówcy, przypominając ujawnioną przez Wirtualną Polskę sprawę senatora Tomasza Lenza. 

Podobne artykuły