Teatr Łukaszenki. Ruszyła białoruska “bitwa o plony”
Portal zwraca uwagę, że jak w każdej bitwie, także i w “bitwie o plony” potrzebny jest generał – w tym przypadku Łukaszenka. “Dla reżimu kampania żniwna to śmiertelnie poważna sprawa. Łukaszenka zażądał, by migających się od ciężkiej pracy w polu i ‘szkodników’, którzy sabotują ‘kampanię żniwną’, wcielić do armii” – czytamy.

O roli dyktatora w czasie żniw mówi Interii dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich i znawca Białorusi Wojciech Konończuk. – Lubi się pojawić w tym czy w innym kołchozie, wydać dyspozycję, pokazać się jako taki dobry gospodarz. To się bezpośrednio wpisuje w jego mentalność, która w tym aspekcie jest rodem z poprzedniej epoki – podkreśla.
W akcję zaangażowani są bezpośrednio także żołnierze. Na pola ruszają nie tylko po to, by pilnować ludzi, ale i formować “plutony kombajnowe”, zajmujące się transportem zboża, dostarczaniem ładunków i obsługą sprzętu rolniczego. Stałym elementem letniego widowiska jest też obecność białoruskich elit politycznych.
Łukaszenka czaruje rzeczywistość
Interia pisze, że wszystkie absurdy towarzyszące “bitwie o plony” to efekt łukaszenkowskiej propagandy o Białorusi jako kraju ciężko pracujących robotników rolnych, co nie ma pokrycia w rzeczywistości.
– Jeśli w latach 90. miało to jeszcze pewną logikę, ponieważ na Białorusi mieszkało wiele osób związanych z rolnictwem, a ich poparcie było potrzebne władzy, to dziś wywołuje już tylko gorzki uśmiech. Białoruś jest jednym z najbardziej zurbanizowanych krajów Europy – około 80 proc. obywateli mieszka w miastach – tłumaczy niezależny dziennikarz Dzmitry Hurniewicz.

W tle pojawiają się też problemy dotyczące importu zboża, na który Mińsk wydaje spore kwoty. Teraz żniwa przedstawiane są więc jako kwestia przetrwania narodu, a produkcja rolna – jako podstawa białoruskiej suwerenności.
O znaczeniu kolektywnego rolnictwa dla białoruskiej gospodarki mówi Interii Wojciech Konończuk – Nie jest ono kluczowe dla gospodarki białoruskiej, bo to sektor, który generuje kilka procent PKB – wskazuje szef OSW.
Jak zaznacza, w 2020 r. – w roku niedokończonej rewolucji antyłukaszenkowskiej – sektor IT był niemal na poziomie rolnictwa. – Rozwój IT został zahamowany, a wręcz ograniczony w związku z emigracją wielu informatyków, którzy wsparli protesty. Ale to pokazuje priorytety Łukaszenki. Branża IT to mogła być kura, która znosi złote jaja. Łukaszenka, mając do wyboru ograniczenie swojej władzy lub wstrzymanie rozwoju sektora IT, wybrał oczywiście to drugie – wskazuje Konończuk.
– Łukaszenka coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością i potrzebuje takich uroczystych kampanii jak “bitwa za plony”. Przypominają mu one młodość – podsumowuje Hurniewicz.