“Straciłam 9 mln rubli. Jak mamy żyć?” Lawina lamentu Rosjan po ataku Ukrainy
Szczególnie dotkliwe okazały się skutki pożaru w Krasnodarze, gdzie znajduje się jeden z głównych węzłów logistycznych zaopatrujących południową Rosję.
Według wstępnych szacunków rosyjskiej firmy analitycznej Data Insight, specjalizującej się w badaniach rynku e-commerce i logistyki, gdyby oba magazyny były w pełni zapełnione, a cały towar uległ zniszczeniu, straty sprzedawców mogłyby wynieść 100–120 mld rubli, czyli w przeliczeniu około 4,7–5,6 mld zł. Tylko w magazynie w Kraju Krasnodarskim towary w zniszczonych magazynach mogło przechowywać około tysiąca indywidualnych handlowców.
Wojna dociera do rosyjskich przedsiębiorców. “Minus dziewięć milionów”
Nagrania publikowane przez rosyjskich przedsiębiorców w mediach społecznościowych pokazują skalę emocji po atakach. Część z nich zebrał i udostępnił proukraiński kanał Exilenova Plus.Na jednym z nagrań właścicielka sklepu internetowego opowiada, że obudziła się i chwilę później dowiedziała się o pożarze magazynów.
– Zobaczyłam wiadomości z Krasnodaru i Niewinnomysska. Jestem w szoku. Minus dziewięć milionów rubli. Dziewięć milionów! Jak mamy teraz żyć? – mówi przedsiębiorczyni (na fot. blondynka). Kobieta domaga się od państwa pomocy dla przedsiębiorców oraz ulg podatkowych. Nie szczędzi przy tym wulgarnych słów pod adresem nieokreślonych władz. – Powiedz mi, jak mam żyć, suk…nu! – wybucha emocjami.

Niektórzy Rosjanie idą o krok dalej i zachęcają do opuszczenia regionów znajdujących się w zasięgu ukraińskich dronów. – Jeśli macie możliwość, wyjedźcie. Zabierzcie dzieci. Jedźcie na Syberię, do Irkucka, nawet do Chin. Trzeba znaleźć miejsce jak najdalej od tego wszystkiego. Jeśli potrzebujecie pomocy, chętnie wam pomogę – apeluje blogerka z Irkucka (na fot. to brunetka).
W innym nagraniu internetowy sprzedawca leżąc w łóżku nagrywa wideo, że z rozpaczy zamierza zostać blogerem lub modelem. Opowiada, że dopiero teraz uświadomił sobie skalę strat. – Chyba wcześniej nie traktowałam tych wszystkich informacji poważnie. Nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. Dzisiaj coś mnie olśniło. (…) Nie mamy już towaru, wszystko się spaliło. Rozumiem, że mamy kredyty i długi, które trzeba spłacić. Na razie nie ma z czego, nie ma sprzedaży. Pomyślałem nawet, że może zostanę modelem. Jestem przystojny, tylko jeszcze nie wiem, jak to piękno promować – mówi.
“To element wojny psychologicznej”
Zdaniem prof. Piotra Mickiewicza, politologa z Zakładu Studiów Strategicznych i Bezpieczeństwa Uniwersytetu Gdańskiego, ataki na centra logistyczne mają znaczenie znacznie wykraczające poza same straty materialne.
– Ukraińcy szukają spektakularnych uderzeń, miejsc, które wzbudzą zainteresowanie mediów i przebiją się do świadomości zarówno rosyjskiego, jak i ukraińskiego społeczeństwa. Chodzi o cele rozpoznawalne dla przeciętnej osoby – mówi Wirtualnej Polsce prof. Piotr Mickiewicz.

Jak dodaje, celem jest pokazanie Rosjanom, że wojna nie jest już odległym konfliktem. – Ataki mają uświadomić Rosjanom, że ta wojna nie ma sensu, że nie jest to żadna operacja specjalna, lecz regularna wojna, która zaczyna wpływać na ich codzienne życie. Dotyka nie tylko wojska, ale również zwykłych przedsiębiorców i konsumentów – podkreśla.
Profesor zaznacza jednak, że nie spodziewa się masowych protestów w Rosji. Jego zdaniem państwo i aparat bezpieczeństwa wciąż skutecznie kontrolują społeczeństwo. Jednocześnie zwraca uwagę, że mieszkańcy największych miast, takich jak Moskwa czy Petersburg, częściej mają dostęp do alternatywnych źródeł informacji, podczas gdy prowincja pozostaje znacznie silniej pod wpływem kremlowskiej propagandy.
– Sądzę, że możliwe będą lokalne oznaki niezadowolenia, ale aparat państwowy nie dopuści do ich przekształcenia się w szerszy ruch. Bardziej prawdopodobne jest pogłębianie się zjawiska, w którym Rosjanie w prywatnych rozmowach będą krytykować wojnę, natomiast publicznie nadal deklarować poparcie dla oficjalnej narracji Kremla – podsumowuje prof. Piotr Mickiewicz.
Wildberries to największa rosyjska platforma marketplace, czyli internetowy bazar skupiający tysiące sprzedawców i miliony klientów. Można ją porównać do połączenia Allegro i Amazona, z elementami znanymi z OLX – tyle że firma sama zarządza ogromną siecią centrów logistycznych i magazynów w Rosji. Za jej pośrednictwem sprzedawane są miliony produktów: od ubrań i elektroniki po kosmetyki i artykuły codziennego użytku. Po wycofaniu się z Rosji wielu zachodnich marek ich miejsce w dużej mierze zajęły towary sprowadzane z Chin. Sukces Wildberries uczynił jej założycielkę Tatianę Kim najbogatszą kobietą w Rosji.

Rosyjski dziennikarz i bloger Iwan Jakowina porównał znaczenie magazynów Wildberries do roli przemysłu naftowego w rosyjskiej gospodarce. “Produkcja, transport, rafinacja i eksport ropy naftowej stanowią podstawę rosyjskiego biznesu. Oczywiście istnieją także Gazprom, producenci stali czy nawozów, ale przemysł naftowy pozostaje kręgosłupem rosyjskiej gospodarki” – ocenił Jakowina we wpisie na X.
Jego zdaniem podobną rolę dla tysięcy małych i średnich firm pełnią centra logistyczne Wildberries. Stały się one zapleczem rosyjskiego biznesu. “Kawiarnie zamawiają tam kawę i kubki, warsztaty samochodowe części oraz materiały eksploatacyjne, a salony kosmetyczne lakiery do paznokci, nożyczki i szampony” – tłumaczy.
“Uderzenie w takie magazyny to nie tylko problem jednej platformy handlowej. To cios w infrastrukturę, od której zależą tysiące przedsiębiorców – podkreślił rosyjski komentator.