Syberia ratuje Moskwę. “Recepta na rozpad federacji”
Jak donosi agencja Reutera, Rosja została zmuszona do przekierowania zapasów paliwa produkowanego na Syberii, by zaspokoić potrzeby Moskwy. Wszystko po to, by uspokoić nastroje w atakowanej niemal codziennie stolicy. Efekty już widać. Według stanu na 22 lipca 54 proc. stacji benzynowych w Moskwie i 61 proc. stacji w Petersburgu oferowało co najmniej jeden rodzaj paliwa. Dużo gorzej jest na prowincji. W Krasnojarsku i Nowosybirsku paliwo dostępne było na mniej więcej co piątej stacji – podaje Bloomberg.
Zdaniem Wojciecha Jakóbika taka strategia ma swoją wysoką cenę polityczną, którą Putin zapłaci w regionach.
Recepta na rozpad
– Rosyjskie społeczeństwo jest bierne, nie mamy tam masowych protestów. Jednak ratowanie Moskwy kosztem prowincji to paliwo dla ruchów odśrodkowych, które od zawsze są w Rosji obecne – ocenia Jakóbik w rozmowie z WP. – Te napięcia będą rosły. Tak jak rozpadł się Związek Sowiecki, tak przy sprzyjających warunkach może dojść do rozpadu Federacji Rosyjskiej – wylicza analityk Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego.
– Chodzi o to, by zakwestionować słuszność kursu Putina w oczach elit politycznych i wojskowych. Kiedy politycy tracą ekonomicznie, a wojskowi widzą brak postępów i paraliż logistyki, ktoś w końcu stwierdzi, że Putin źle realizuje powierzone mu zadania – zaznacza.
Wtedy może dojść do przesilenia i zmiany władzy na Kremlu. Do tego jednak ciągle daleka droga.
Logistyczny koszmar na Krymie
Szczególnie trudna sytuacja dla Rosjan jest na okupowanym przez nich Krymie. Półwysep, który miał być “perłą w koronie”, stał się logistycznym ciężarem.
– Rosjanie mają ogromne problemy z mobilnością ze względu na kryzys paliwowy na terenach okupowanych. Szlaki komunikacyjne są coraz trudniejsze do utrzymania, a zasięg i precyzja ukraińskich rakiet rosną – punktuje analityk.
Kijów w ostatnim czasie wykonał kolejny krok w “odcinaniu” półwyspu od Rosji. Dokonał tego za sprawą ataków na statki płynące z zaopatrzeniem. Według Sztabu Generalnego Ukrainy w dniach od 8 do 20 lipca zaatakowano co najmniej 124 statki, w tym 89 tankowców.
Negocjacje zawiodły
Rozmówca Wirtualnej Polski zauważa, że niedawne próby rozmowy z Władimirem Putinem okazały się bezsensowne. Nie przyniosły żadnych pozytywnych efektów.
– Rozstrzygnięcie jest na froncie, a nie przy stole negocjacji. Przyznał to nawet sekretarz stanu Marco Rubio, wyrażając rozczarowanie, że różnice zdań w sprawie Ukrainy nie pozwalają na dialog z Moskwą – zauważa Jakóbik, nawiązując do 35 minutowego spotkania Rubio z Siergiejem Ławrowem, które odbyło się na Filipinach. – Pomysł, że z Putinem można się teraz dogadać, zbankrutował już kilkukrotnie – dodaje analityk.
Wybór redakcji



Według eksperta jedyną drogą jest konsekwentna postawa Zachodu i ignorowanie rosyjskiego szantażu. – Rosjanie nie potrzebują pretekstu do prowadzenia wojny hybrydowej, ataków na infrastrukturę czy dezinformacji. Oni to robią cały czas. Czas na naszą odpowiedź, która jest oczywista, ale wciąż niestety niezdecydowana. Kryzys paliwowy to potężne narzędzie nacisku, ale musi mu towarzyszyć jeszcze większe wsparcie militarne dla Kijowa – podsumowuje rozmówca Wirtualnej Polski.