Skandal w Bielsku-Białej. Ukraińcy mają żal, bo dzieci miały być w Polsce bezpieczne
Szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha podkreślił, że w europejskim demokratycznym społeczeństwie nie ma miejsca na agresję wobec ukraińskich dzieci, jednocześnie dziękując polskiej policji i władzom za zdecydowaną reakcję.
“Bohater”w polskim autobusie słownie “walczył” z dziećmi i kobietami. Nie potrzeba do tego wielkiej inteligencji ani odwagi. Po dowiedzeniu się o incydencie strona ukraińska zwróciła się do polskich organów ścigania z prośbą o odpowiednią reakcję na nieodpowiednie zachowanie mężczyzny i poniżanie godności Ukraińców ze względu na narodowość” – napisał Andrij Sybiha na Facebooku.
– Echa wydarzeń z Bielska-Białej bardzo mocno wybrzmiały również w Ukrainie – mówi Wirtualnej Polsce Borys Tynka, przewodnik po Odessie i autor książek o Ukrainie. Jak relacjonuje, w ukraińskiej części internetu dominuje złość i rozczarowanie.
– Wśród moich znajomych coraz częściej pojawiają się wpisy zachęcające Ukraińców do wyjazdu z Polski. Coraz więcej osób uważa, że Polska przestała być dla nich bezpiecznym miejscem, a wizerunek waszego kraju staje się fatalny – twierdzi Tynka.
Rozmówca WP obawia się, że napięcia między społeczeństwami będą narastać. – To dla mnie dramat i coś zupełnie nienormalnego. O atmosferze z 2022 r., kiedy dominowała solidarność i wzajemna życzliwość, możemy już zapomnieć. Boję się, że z czasem wielu Polaków i Ukraińców odczuje skutki tej narastającej niechęci – choćby na granicy albo podczas zwykłych kontaktów po zakończeniu wojny. W końcu jakiś Polak w Ukrainie też może usłyszeć: “W… do swojego kraju” – mówi.

Ukrainka z Bielska-Białej: “Zabroniłam córkom mówić po ukraińsku”
Obawy zaczynają wpływać na codzienne życie części ukraińskich rodzin mieszkających w Polsce. Uliana, Ukrainka od ponad 10 lat mieszkająca w Bielsku-Białej, zwierza się, że od około roku zabrania swoim córkom rozmawiać po ukraińsku z koleżankami w autobusach i na ulicy.
– Ustaliliśmy, że w miejscach publicznych rozmawiamy wyłącznie po polsku. Robię to dla ich bezpieczeństwa. Nie będę przecież pilnować dzieci przez cały dzień. Chcę mieć pewność, że bezpiecznie wrócą do domu – mówi.
Jak podkreśla, pierwsze oznaki narastającej niechęci wobec Ukraińców zauważyła już podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi. – Wtedy po raz pierwszy w mediach zaczęły tak mocno wybrzmiewać antyukraińskie hasła części kandydatów. Od tamtego czasu takich incydentów jest coraz więcej. Dzisiaj wystarczy usłyszeć kilka słów po ukraińsku i od razu czuję na sobie nieprzyjazne spojrzenia – opowiada.
Dlaczego Ukraińcy mówią w Polsce po ukraińsku? Nie na złość Polakom
Rozmówczyni WP zwraca uwagę, że dla wielu Polaków rozmowa po ukraińsku przez telefon może wydawać się zwykłą pogawędką. Tymczasem dla uchodźców z Ukrainy często oznacza coś zupełnie innego.
– Chciałabym wytłumaczyć Polakom jedną rzecz. Każdy Ukrainiec odbierze telefon z Ukrainy, choćby nie wiem co się działo: to nie są pogaduszki. Czasem ktoś dzwoni tylko po to, żeby powiedzieć, że ktoś został ranny albo zginął. Dziś jednak, kiedy dzwoni moja mama, ściszam głos. Wystarczą dwa słowa po ukraińsku i od razu widzę reakcje ludzi – mówi.
Jej zdaniem atak na nastolatki z Bielska-Białej jeszcze bardziej podgrzał emocje po obu stronach. – Po stronie polskiej widać coraz więcej agresji, ale po stronie ukraińskiej narastają strach i złość. Ludzie boją się o dzieci. Gdy ofiarą staje się dziecko, emocje są znacznie większe niż wtedy, gdy dochodzi do konfliktu między dorosłymi – ocenia.
Uliana przyznaje, że dziś nawet krótka rozmowa po ukraińsku w autobusie wywołuje u niej niepokój. – Dziś w Polsce mówienie po ukraińsku to nie kwestia wstydu, ale strachu. Nie wiem, jak ktoś zareaguje. Dla wielu osób sam ukraiński język działa jak czerwona płachta na byka. I to jest najbardziej przerażające – podsumowuje rozmówczyni.

Do incydentu doszło 11 lipca w autobusie linii nr 8 w Bielsku-Białej. Jak ustaliła prokuratura, 54-letni mężczyzna miał wyzywać trzy obywatelki Ukrainy, w tym dwie małoletnie, a jedną z nastolatek popchnąć w ramię.
Tłem konfliktowej sytuacji było zachowanie pasażerek. Z analizy nagrania monitoringu autobusu dokonanej przez MZK wynika, że jedna z nastolatek przez pewien czas trzymała nogi wyłożone w kierunku siedzącej naprzeciwko koleżanki. MZK zaznacza jednak, że choć zachowanie odbiegało od przyjętych standardów, nie utrudniało podróży innym pasażerom. Po zwróceniu uwagi dziewczęta zmieniły swoje zachowanie. Wkrótce potem ze strony Polaka posypały się wyzwiska.
Prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut publicznego znieważenia na tle narodowościowym oraz naruszenia nietykalności cielesnej. Mężczyzna przyznał się do winy, wyraził żal za swoje zachowanie i został objęty dozorem policji oraz zakazem kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonych. Śledczy przesłuchali już dwie małoletnie pokrzywdzone, a postępowanie nadal trwa.