Rosjanie pakują się do ucieczki z Krymu. Ale jest jeden haczyk
Brakuje paliwa, prądu, miejscami nawet wody, a mieszkańcy masowo wyjeżdżają z terenów najbardziej narażonych na ataki. Najbardziej obrazowym dowodem paniki są zdjęcia satelitarne z 24 czerwca. Pokazują one ponad 10-kilometrowy korek przed Mostem Krymskim – według wyliczeń projektu “Schemy” Radia Swoboda stało w nim ok. 1,5 tys. samochodów. Mieszkańcy uciekają z półwyspu, na którym brakuje paliwa, a miejscami prądu i wody.
Na tym tle pojawiają się doniesienia, które idą znacznie dalej niż gospodarcze kłopoty: były szef ukraińskiego wywiadu zagranicznego Mykoła Małomuż twierdzi, że z Krymu uciekają już funkcjonariusze FSB i rosyjskiego MSW, a przedstawiciele Floty Czarnomorskiej przenieśli się do Noworosyjska. Czy to faktycznie początek przygotowań do oddania półwyspu?
Od wielu miesięcy Ukraina prowadzi systematyczną kampanię przeciwko infrastrukturze na okupowanym Krymie. Celem są lotniska, składy paliw, magazyny amunicji, systemy obrony przeciwlotniczej oraz przeprawy łączące półwysep z okupowaną częścią południowej Ukrainy oraz Krajem Krasnodarskim. Szczególnie istotne były ostatnie ataki na przeprawy w rejonie Czonharu, które utrudniają zaopatrywanie rosyjskich wojsk.

Mykoła Małomuż uważa, że wszystkie te ataki spowodowały, że “funkcjonariusze FSB już uciekają z półwyspu, a to sygnał, że przygotowują się do oddania Krymu. Większość pracowników MSW, którzy nadzorowali okupację, wyjechała”. Dodał, że “przedstawiciele Floty Czarnomorskiej uciekli do Noworosyjska”.
O ile pierwsze stwierdzenie trudno zweryfikować – brakuje twardych dowodów, że wyjazdy funkcjonariuszy FSB to faktycznie zapowiedź oddania półwyspu – o tyle drugie ma pokrycie w faktach. Rosja wycofała swoje najcenniejsze okręty z krymskich portów już dawno, na długo przed obecną falą ataków.
Ucieczka floty
We wrześniu 2023 r. Ukraina przeprowadziła kilka kluczowych ataków. 13 września 2023 r. ukraińskie pociski manewrujące uszkodziły w suchym doku okręt desantowy Minsk oraz okręt podwodny Rostów nad Donem. Dziewięć dni później, 22 września, uderzenie dosięgło samego serca rosyjskiej obecności na półwyspie — dowództwa Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.
A trudno o cel bardziej symboliczny. Sewastopol jest główną bazą floty od końca XVIII w. i przez dekady uchodził za jej niewzruszony bastion – to stąd Rosja projektuje siłę na całe Morze Czarne i dalej, ku Morzu Śródziemnemu. Po aneksji Krymu w 2014 r. Kreml traktował go jako bezpieczne zaplecze, poza zasięgiem przeciwnika.

Na początku października 2023 r. zdjęcia satelitarne potwierdziły, że Rosja rozpoczęła przerzut znacznej części najcenniejszych jednostek do portu w Noworosyjsku. Przeniesiono między innymi fregaty Admirał Makarow i Admirał Essen, trzy okręty podwodne typu Kilo oraz kilka dużych okrętów desantowych.
W kolejnych tygodniach proces trwał. Część lżejszych jednostek patrolowych rozmieszczono również w Teodozji i Kerczu, a Sewastopol przestał pełnić rolę jedynej bezpiecznej głównej bazy floty. Jednak część jednostek nadal pozostawała w krymskich portach. Teraz i one są wycofywane do portów na Morzu Azowskim.
Obecnie pojawiają się doniesienia o wywożeniu części sprzętu, relokacji samolotów oraz przenoszeniu magazynów dalej od linii potencjalnych uderzeń. To w zasadzie nie powinno zaskakiwać. Takie działania są typowe dla armii, która spodziewa się kolejnych ataków i chce zmniejszyć straty. Same w sobie nie świadczą jeszcze o decyzji o opuszczeniu półwyspu.
Ukraińskie uderzenia z września 2023 r. brutalnie obaliły mit bezpiecznego portu: skoro spłonąć może dowództwo floty w jej macierzystym porcie, bezpieczne nie jest już nic.

Rosjanie uciekają?
Nawet jeśli doniesienia o wyjazdach części funkcjonariuszy FSB, MSW czy ich rodzin są prawdziwe, nie stanowią jeszcze dowodu, że Kreml zdecydował o rezygnacji z Krymu. Podczas wojny relokacja personelu administracyjnego i służb bezpieczeństwa to standardowy środek ostrożności — zwłaszcza wobec ludzi, których zadaniem nie jest walka na froncie, lecz kierowanie aparatem okupacyjnym, prowadzenie czynności operacyjnych czy obsługa zaplecza.
Logika jest tu prosta: oficer kontrwywiadu czy urzędnik zarządzający okupacją to dla Moskwy zasób trudny do odtworzenia, a jednocześnie bezużyteczny w bezpośredniej obronie. Gdy rośnie ryzyko uderzeń, takich ludzi wycofuje się w pierwszej kolejności – nie dlatego, że teren się oddaje, lecz dlatego, że nie ma powodu, by narażać ich w miejscu, z którego i tak mogą pracować zdalnie lub zza linii frontu.
Nie można też wykluczyć, że Rosja przygotowuje alternatywne miejsca kierowania administracją okupacyjną. W przypadku dalszego pogarszania się sytuacji bezpieczeństwa część dokumentacji, systemów teleinformatycznych czy personelu może zostać przeniesiona na terytorium Federacji Rosyjskiej. Tego rodzaju działania mają zapewnić ciągłość funkcjonowania struktur państwowych nawet wtedy, gdy wybrane obiekty na Krymie staną się celem kolejnych ataków. Jest to rozwiązanie stosowane przez wiele państw w czasie konfliktów zbrojnych i samo w sobie nie oznacza planów wycofania wojsk.
Warto również pamiętać, że służby specjalne często działają według własnych procedur bezpieczeństwa. Funkcjonariusze zajmujący się kontrwywiadem, ochroną informacji czy nadzorem nad administracją okupacyjną dysponują danymi o wysokim znaczeniu operacyjnym. W sytuacji rosnącego zagrożenia ich relokacja może być traktowana jako zabezpieczenie najważniejszych zasobów kadrowych, a nie jako zapowiedź opuszczenia zajmowanego terytorium.

Historia pokazuje, że podobne ruchy nie muszą poprzedzać odwrotu. Armie wielokrotnie wycofywały personel administracyjny, pozostawiając na miejscu jednostki bojowe i kontynuując obronę przez wiele miesięcy. Priorytetem jest wówczas utrzymanie zdolności wojskowych, natomiast zaplecze organizacyjne przenoszone jest tam, gdzie ryzyko ataku jest mniejsze.
Dopiero jednoczesne wystąpienie kilku zjawisk mogłoby świadczyć o przygotowaniach do opuszczenia Krymu.
O odwrocie świadczyłoby dopiero kilka rzeczy naraz: masowe wycofywanie jednostek liniowych, ewakuacja ciężkiego sprzętu, likwidacja magazynów zaopatrzenia, demontaż systemów obrony przeciwlotniczej i porzucanie przygotowanych pozycji obronnych. To są ruchy, których nie da się ukryć – wymagają tysięcy transportów, kolumn na drogach i miesięcy logistyki.
Tak wyglądał rosyjski odwrót spod Chersonia jesienią 2022 r.: najpierw zniknęła administracja, potem dopiero, w zorganizowany sposób, wojsko.
Z tego powodu ewentualne wyjazdy części funkcjonariuszy FSB lub MSW należy interpretować przede wszystkim jako element zarządzania ryzykiem podczas nasilających się ukraińskich uderzeń, a nie jako jednoznaczny sygnał, że Kreml podjął decyzję o oddaniu Krymu.
Lato wystartowało – a z nim upały, w które trudno uwierzyć, kolejki bez końca i ceny, od których robi się gorąco. Słupek rtęci pobił rekord twojego miasta? Stoisz w korku, który nie ruszył się od godziny? A może upał daje się we znaki tam, gdzie nie powinien – na zatłoczonym SOR-ze, w przegrzanym pociągu, w miejscu bez wody i cienia? To też jest historia. Napisz do nas na dziejesie.wp.pl.