Przekroczył prędkość o 1 km/h. Poszedł do sądu, teraz musi zapłacić fortunę
Sprawa zaczęła się od rutynowej kontroli w Szwajcarii. Kierowca skutera przekroczył limit o 1 km/h i dostał 40 franków mandatu. Zamiast zapłacić, podważył pomiar i wytoczył spór, który – jak wskazuje “Fakt” – trwał latami i skończył się dla niego dużo drożej.

Przekroczył prędkość o 1 km/h. Poszedł do sądu, teraz musi zapłacić fortunę
W skardze mężczyzna twierdził, że pomiar jest niewiarygodny, a prędkości nie mógł kontrolować, bo licznik w skuterze nie miał podświetlenia. Sąd odrzucił te tezy, podkreślając, że kontrola odbyła się około godz. 11, przy bardzo dobrej widoczności.
Po porażce przed sądem kantonalnym sprawa trafiła do Sądu Najwyższego w Lozannie. Tam również bez skutku. Sędziowie uznali, że brak nowych argumentów i rozstrzygające są wyniki urządzeń pomiarowych, a nie wskazania licznika pojazdu.

Finansowy bilans sporu okazał się druzgocący. Oprócz grzywny mężczyzna pokrył 3 840 franków kosztów postępowania kantonalnego i 3 000 franków za postępowanie przed Sądem Najwyższym. Łącznie zapłacił 6 840 franków, czyli ponad 32 tys. zł.
Jak podaje “Fakt”, w Polsce przepisy nie wyznaczają minimalnego progu, od którego grozi kara za prędkość. Teoretycznie mandat można dostać nawet za 1 km/h, ale w praktyce systemy – w tym fotoradary CANARD – biorą pod uwagę tolerancję i rejestrują wykroczenia zwykle od ok. 10 km/h.
Aktualny taryfikator przewiduje 50 zł mandatu i 1 punkt karny za przekroczenie do 10 km/h. Mandaty za 1-2 km/h należą do rzadkości, bo urządzenia uwzględniają błąd pomiarowy, co ogranicza późniejsze spory w sądzie.