Podwójne standardy w PiS. Karczewski: “I co w tym złego?”
Afera z młodym lekarzem, który w Szpitalu Południowym zarobił ponad półtora miliona złotych, nadal prowokuje polityczne dyskusje. Dawid Kacprzyk, 28-letni polityk KO, radny, lekarz, koordynator z warszawskiej placówki medycznej, który dyżurował w szpitalu nawet wtedy, gdy uczestniczył w politycznych spotkaniach lub występował w telewizji, choć stracił już pracę, legitymację członka Koalicji Obywatelskiej i pół miliona, które zdecydował się zwrócić szpitalowi, wciąż prowokuje Prawo i Sprawiedliwość do ataków na rządzących.
“Skandal w Szpitalu Południowym to afera ośmiornicowa podniesiona do ósmej potęgi” – napisał w mediach społecznościowych były marszałek Sejmu, senator PiS Stanisław Karczewski. Przypomniał w ten sposób sprawę podsłuchów, które “utopiły” Platformę i przysłużyły się do wygranej Prawa i Sprawiedliwości.
Przypomnijmy – w 2014 r. oburzenie wywołała tzw. afera taśmowa – ujawniono nagrania z podsłuchanych rozmów czołowych polityków w warszawskich restauracjach. Podczas jednej z nich Radosław Sikorski i Jacek Rostowski jedli w restauracji, w której założono podsłuchy, m.in. ośmiorniczki.
Szybko na tę kąśliwą uwagę i przypomnienie porażki wyborczej zareagowali internauci. “Panie Senatorze, różne osoby mają mandat, by wypowiadać się krytycznie w tej sprawie, ale pan ma konkretny problem. Zarobił pan 400 000 zł z dyżurów, mimo że był pan na bezpłatnym urlopie w tym szpitalu” – napisała na platformie X Dominika Wielowieyska, dziennikarka i publicystka “Gazety Wyborczej” i Radia TOK FM.
Przypomniała o sprawie, którą w 2019 r. opisał portal tvn24.pl. Dziennikarze ustalili, że były marszałek Senatu i polityk PiS, z zawodu chirurg, uzyskiwał wynagrodzenie za dyżury w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą w czasie, gdy formalnie przebywał w tej placówce na bezpłatnym urlopie związanym z wykonywaniem mandatu senatora.
Ustalenia oparto na dokumentach udostępnionych portalowi przez szpital w Nowym Mieście nad Pilicą na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Z materiałów wynikało, że Karczewski rozpoczął pracę w tej placówce w 1981 r., a pod koniec 2005 r. przestał być dyrektorem szpitala, kiedy po raz pierwszy zdobył mandat senatora.
Jak wyglądała praca Karczewskiego w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą?
Po uzyskaniu mandatu senatora Karczewski otrzymał zgodę kancelarii Senatu na pracę w szpitalu w charakterze wolontariusza. W grudniu 2006 r. podpisał z dyrektorem szpitala w Nowym Mieście porozumienie, z którego wynikało, że może pełnić dyżury i pracować jako ordynator oddziału. Jak opisano, wolontariat pozwalał mu zachować prawo wykonywania zawodu lekarza.
W umowie wskazano konkretne stawki: 65 zł za godzinę w niedziele, święta i w porze nocnej, 50 zł w dni robocze oraz 15 zł za godzinę “pozostawania w gotowości”. W tym samym czasie Karczewski, będący na urlopie bezpłatnym w szpitalu w Nowym Mieście, miał zacząć pełnić płatne dyżury.

Ile Karczewski zarabiał i jak wyglądały rozliczenia dyżurów?
Karczewski otrzymywał przelewy od marca 2009 r. do września 2015 r. Według ustaleń tvn24.pl jego miesięczne dochody wynosiły od 3,7 do 11,4 tys. zł netto. Karczewski wykazywał te dodatkowe dochody w oświadczeniach majątkowych, zaznaczając, iż pochodzą z pracy w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą. Łącznie, według oświadczeń majątkowych, w latach 2009-2015 miał tam zarobić ponad 400 tys. zł.
Czytaj też: Zełenski reaguje na odebranie Orderu Orła Białego
Jak Karczewski stracił pracę?
Polityk PiS do dziś nie czuje się niezręcznie z tego powodu. Zapewniał, że “posiada orzeczenie z opinią, w której zagwarantowano, że nie ma przeciwwskazań do takich działań”. Twierdził, że wolne otrzymał jako ordynator, a pracował jako chirurg. Nagłośnienie sytuacji nazywał “nagonką na polityków PiS”. Pracę w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą stracił po 42 latach zatrudnienia tam dopiero w 2023 r. Dyrektor naczelna Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Nowym Mieście nad Pilicą Barbara Gąsiorowska nie przedłużyła umowy.
Przeczytaj również: Iran zamyka cieśninę Ormuz. Obarcza winą USA i Izrael
W sobotę na uwagę dotyczącą 400 tys. zł, w posiadanie których wszedł niezgodnie z etyką, odpowiedział tylko jednym pytaniem. “A co w tym złego?” – napisał.