11 July, 2026

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię

Powitaniom ze strony zaangażowanych w wolontariat młodych ludzi towarzyszyła charakterystyczna dla tej społeczności, daleko idąca uprzejmość.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię
Międzynarodowy Kongres Świadków Jehowy 2026 © WP

Warto podkreślić, że całe wydarzenie od początku sprawiało wrażenie dobrze zorganizowanego, co – biorąc pod uwagę, że członkowie tej grupy są znani z surowej dyscypliny – nie powinno zaskakiwać. Porządkowych dało się spotkać na każdym kroku, rozdawali specjalne ulotki z programem imprezy, pomagali niepełnosprawnym, w czasie przerwy lunchowej rozdysponowywali posiłki – także wegetariańskie i bezglutenowe.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię
Międzynarodowy Kongres Świadków Jehowy 2026 © WP

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię

Wszyscy sprawiali wrażenie bardzo przyjaźnie nastawionych, otwartych i zaangażowanych. Również uczestnicy, mimo iż nie zawsze się znali, ba, reprezentowali cały wachlarz narodowości i kultur, ściskali się na przywitanie, uśmiechali, robili wspólne zdjęcia i zagadywali.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię
Międzynarodowy Kongres Świadków Jehowy 2026 © WP

Ja spotkałam m.in. parę, która specjalnie na kongres przyleciała do Warszawy z Trynidadu i Tobago. Choć sama nigdy nie przystałabym na prośbę obcej osoby, by zrobiła mi zdjęcie, oni nie mieli z tym żadnego problemu. Obok nich do fotografii zapozowały trzy młode kobiety z Włoch, ubrane w charakterystyczne stroje i chętne do rozmowy.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię
Międzynarodowy Kongres Świadków Jehowy 2026 © WP

Zaznaczmy tu jednak, że jest to środowisko o silnej kontroli wewnętrznej (kontrola obejmuje m.in. ubiór, to, z kim się zadawać, kogo poślubić, jakie święta obchodzić, a nawet jakie książki czytać i jakie filmy oglądać – red.) i wymagające od swoich członków pełnego zaangażowania. Powszechną praktyką jest odwracanie się od swoich rodziców, dzieci czy innych, którzy nie podzielają wiary lub decydują się odejść ze wspólnoty.

Tłumy przy Łazienkowskiej. Świadkowie Jehowy zjechali do Warszawy

Po wejściu na trybuny stadionu od razu uderzyła mnie przytłaczająca liczba uczestników. Nie licząc koncertów czy meczów, tak wielu osób nie widuje się zbyt często, na pewno nie w katolickich kościołach. Świadkowie Jehowy to jednak zupełnie inne środowisko – bardziej otwarte na samych siebie (i tylko na siebie lub osoby, które mogą zachęcić do swojej wiary – red.) oraz bardziej zżyte, być może nawet do przesady.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię
Międzynarodowy Kongres Świadków Jehowy 2026 © WP

– Budujemy się wzajemnie tą wspólnotą, atmosferą. Ja jestem na kongresie, nie wiem już, który raz. W mojej rodzinie jest to pokoleniowa tradycja. Mieszkam w Warszawie, więc byłam tu w piątek, jestem dzisiaj i będę też w niedzielę. Chcę przekazać jak najwięcej mojemu dziecku. Świadkowie Jehowy po prostu cieszą się obietnicą tego, co będzie (wierzą, że nie muszą się nawracać jak katolicy, tylko są gotowi na raj, kiedy nastanie Armagedon – red.), dlatego są tacy pozytywni – powiedziała mi Dagmara, obok której stała pięcioletnia córka.

Tę integrację widać było także wówczas, gdy po premierowym odcinku opowieści filmowej, której głównym narratorem był Jezus, nastąpił czas na odśpiewanie pieśni. Całe trybuny wstały z miejsc i jednym głosem wykonały utwór oraz towarzyszący mu układ choreograficzny.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię

– Jestem we wspólnocie od zawsze, na kongresy jeżdżę regularnie. Dla mnie najważniejsze jest to, że w trakcie tej imprezy mogę się duchowo nakarmić. Świadkowie Jehowy to prawdziwa wspólnota, co roku poznaję nowe osoby, spotykam dawnych znajomych. Wspólnie przeżywamy tego typu wydarzenia i to jeszcze bardziej nas scala – tłumaczyła mi Natalia.

Również na stronie internetowej Świadków Jehowy znajduję odniesienie do wspólnoty i wytłumaczenie, dlaczego widoczna jest ona na każdym kroku. “Świadków Jehowy na całym świecie łączą te same wierzenia. Usilnie staramy się niwelować różnice społeczne, etniczne, rasowe czy klasowe” – można przeczytać.

Ale taki obraz to tylko jedna strona medalu.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło LegięZawiadomienie do prokuratury po reportażu WP. Śledczy mają zbadać działalność Doktor Miłość

Surowe zasady i kontrowersje

Wiara Świadków Jehowy opiera się na przekonaniu, że żyjemy w “czasach ostatecznych” i wkrótce nastąpi Armagedon – starcie, po którym sprawiedliwi mają żyć wiecznie na rajskiej ziemi. Stąd hasło tegorocznego kongresu “Szczęście bez końca”. Członkowie tej wspólnoty nie uznają Trójcy Świętej, uważają się za jedynych prawdziwych chrześcijan i nie obchodzą świąt takich jak Boże Narodzenie, Wielkanoc czy urodziny – uznają je za praktyki pogańskie.

Zachowują też dystans wobec polityki: nie głosują w wyborach, nie oddają hołdu symbolom państwowym (np. nie śpiewają hymnu), a niektórzy odmawiają służby wojskowej. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów ich wiary jest zakaz przyjmowania transfuzji krwi, obowiązujący nawet w sytuacjach zagrożenia życia – praktyka ta wielokrotnie stawała się przedmiotem sporów sądowych, zwłaszcza gdy dotyczyła leczenia dzieci.

Nic z tego nie było jednak tematem oficjalnego programu kongresu na Legii. Trzy dni wypełnione wystąpieniami, prezentacjami i wspólnym śpiewem koncentrowały się na jedności, wspólnocie i pozytywnym przekazie o przyszłości: nie na doktrynach, które od lat budzą kontrowersje, ani na praktykach, przez które część byłych członków decyduje się zrywać kontakt z organizacją.

Program kongresu, otwartego dla każdego i darmowego, z założenia unikał mogących budzić zniechęcenie tematów. To, co pokazano w Warszawie – śpiew, wspólnota, uśmiechnięci wolontariusze kierujący gości do stolika po plakietkę gościa – jest częścią tzw. głoszenia, czyli budowania pozytywnego wizerunku wobec osób z zewnątrz.

Głoszenie to fundamentalny obowiązek każdego Świadka Jehowy – nie tylko charakterystyczne wizyty od drzwi do drzwi, ale codzienna postawa wobec osób spoza wspólnoty, której celem jest pozyskiwanie nowych członków i budowanie pozytywnego obrazu organizacji.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię"Mieli mnie wyleczyć, a trafiłam do sekty". Odsłaniamy nieznane oblicze Doktor Miłość

Zbory prowadzą ewidencję godzin poświęconych na głoszenie, a od członków oczekuje się regularnego raportowania tej aktywności starszym zboru. Ci, którzy poświęcają na nie najwięcej czasu (tzw. pionierzy), cieszą się w hierarchii zboru wyższym statusem. Ta sama logika działała podczas kongresu na Legii: życzliwość wobec osób z zewnątrz, wsparcie i uśmiechy to nie tylko gościnność, ale wyuczona, systemowa praktyka religijna.

“Coś więcej niż wiara”

Głównym punktem sobotniego zjazdu był zaplanowany na południe chrzest. Choć tego dnia było zimno i wietrznie, a momentami padał deszcz, śmiałków nie zabrakło. Organizatorzy podają, że było ich 139. Czekały na nich dwa baseny ustawione na murawie.

Warto podkreślić przy tym, że chrzest Świadków Jehowy przeznaczony jest dla osób, które są w stanie podjąć świadomą decyzję, i jest warunkiem koniecznym, aby duchowo się odrodzić i zostać włączonymi do wspólnoty.

Sam rytuał poprzedzają przygotowania, tj. szkolenia biblijne, podczas których kandydat uczy się zrozumienia nauk biblijnych. Jeden z młodych mężczyzn wyjaśnił mi, że dla niego chrzest był wydarzeniem, na które bardzo długo czekał. – W końcu stałem się pełnoprawnym członkiem naszego zboru – mówił wyraźnie natchniony.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło Legię
Międzynarodowy Kongres Świadków Jehowy 2026 © PAP | Leszek Szymański

Między kolejnymi częściami programu, w trakcie przerwy, spotkałam także Filipa z Białegostoku. On pierwszy raz przybył na kongres do stolicy i od razu w roli porządkowego. – Łączy nas coś niezwykłego, naśladowanie w naszych codziennych wyborach Jezusa. Nie znamy się, a jednak czujemy głęboką więź. To coś więcej niż wiara, to sposób życia – powiedział.

W agendzie trzydniowego kongresu przewidziano oprócz tego liczne wystąpienia, wywiady oraz prezentacje audiowizualne. Wstęp był bezpłatny, a ponadto podczas wydarzenia nie były przeprowadzane zbiórki pieniędzy.

Jak podkreślano, wszelkie wpłaty pochodzące od członków są dobrowolne. Na otrzymanej przeze mnie ulotce zaznaczono jednak wyraźnie, że przedsięwzięcia takie, jak te na Legii, wymagają dużych nakładów finansowych, a na całym obiekcie rozmieszczone były oznakowane skrzynki na drobne lub większe darowizny.

Sekta, korporacja czy czysta wiara? Co kryje się za Świadkami Jehowy?

Podczas gdy na stadionie trwały modlitwy i wykłady, przed obiektem zgromadziła się grupa byłych świadków, którzy przyszli, by zademonstrować swój sprzeciw wobec działalności organizacji. Osoby zasłaniające twarze za maskami z powodu obawy przed wykluczeniem ze strony bliskich niosły transparenty z hasłami: “Miłość nie stroni”, “Stop religijnemu ostracyzmowi”, “Jesteśmy ofiarami Świadków Jehowy” czy też “Nie mogę pokazać swojej twarzy, bo stracę rodzinę”.

Mecz? Nie, kongres. Jak 30 tysięcy ludzi przejęło LegięLider rosyjskiej sekty zatrzymany. Mówił, że jest "kosmitą z Syriusza"

Kampania trwała także w mediach społecznościowych, gdzie w komentarzach można było przeczytać m.in. o “hipokryzji” i jedynie “warunkowej miłości”.

“Tak działają destrukcyjne sekty. I to nie ma nic wspólnego z Jezusem Chrystusem i Ewangelią. Oraz z miłością bliźniego… wykluczenie grzesznika nie oznacza dręczenia, prześladowania i nienawiści. A tak się tam traktuje tych, którzy zadają niewygodne pytania lub zwracają uwagę na jawne przestępstwa ‘na górze’…” – pisał jeden z internautów.

“Ten protest to dowód na milczący dramat za zamkniętymi drzwiami. Byli Świadkowie Jehowy protestują przeciwko nieludzkiemu ostracyzmowi. Niska frekwencja (z której śmieją się głównie Świadkowie Jehowy) nie jest dowodem na marginalność problemu. To bezpośredni rezultat paraliżującego strachu i przemocy emocjonalnej, jaką ta organizacja stosuje wobec osób decydujących się na jej opuszczenie” – dodawał ktoś inny.

“Tysiące osób cierpią w całkowitej samotności, a ogromna grupa (tzw. PIMO – Physically In, Mentally Out) tkwi w organizacji wbrew swojemu sumieniu, udając wiarę wyłącznie po to, by nie stracić kontaktu z własnymi dziećmi czy matkami. (…) Ta garstka na ulicach to w rzeczywistości głos tysięcy zastraszonych i zmuszonych do milczenia ofiar. (…) To dramatyczna, heroiczna walka jednostki o odzyskanie autonomii myślenia, wolności sumienia i zdrowia psychicznego. Czas, aby opinia publiczna przestała odwracać wzrok od tego systemowego procederu niszczenia relacji rodzinnych w majestacie prawa do wolności wyznania” – zaapelował jeszcze inny komentujący.

“W mediach wygląda to pięknie: jedność, miłość, radość, zaufanie, wiara… Pod tą fasadą kryje się jednak całkowita kontrola życia, poświęcenie wszystkiego, co dla Ciebie najważniejsze, a na końcu – odrzucenie i całkowity ostracyzm. Tak działa ta organizacja, a będąc w jej strukturach, nie jesteś tego świadom. Wiem, co mówię, bo byłem jednym z nich przez ponad 30 lat! Straciłem rodzinę, przyjaciół, wiarę…” – zaznaczył inny mężczyzna.

Podobne artykuły