Awantura o rakiety. Kto obroni polską rację stanu? [OPINIA]
Inaczej ten złożony polityczny rachunek wyglądał wiosną roku 2022, inaczej po uderzeniu rakiety w Przewodowie, inaczej przez kolejne lata, a inaczej wygląda dziś, gdy Kijów – grając zbrodnią wołyńską – postanowił (kon)testować pozycję Polski jako lidera stabilności w naszym regionie.
Przez cały jednak ten okres partie głównego nurtu polskiej polityki – niezależnie od brutalnego konfliktu między nimi – nie tylko pilnowały zachodniego kursu Polski. Milcząco dawały też swym konkurentom u władzy zgodę i solidną przestrzeń na trudne, ryzykowne, czasem niepopularne, a czasem, jak w polityce bywa, także wątpliwe decyzje w tej sprawie. Dzięki temu Polska mogła wyróżniać się na tle naszych sąsiadów powagą, stabilnością i wiarygodnością.
Ten konsensus i cały ten dość krzepiący obraz został jednak niestety zakwestionowany w ostatnich dniach i godzinach gorszącą awanturą o przekazanie przez Polskę wiosną tego roku, w ramach wspólnych działań NATO, kilku, cennych dziś w obronie przeciwlotniczej, amerykańskich rakiet.
![Awantura o rakiety. Kto obroni polską rację stanu? [OPINIA]](/wp-content/uploads/2026/07/awantura-orakiety-kto-obroni-polsk-racj-stanu-opinia-42ff5ee.jpg)
Zagrożona pozycja Polski jako lidera bezpieczeństwa w regionie
Można oczywiście zastanawiać się, co jest główną przyczyną tego jakże dla Polski kosztownego, politycznego ekscesu.
Z jednej strony, przyczyniła się do niego zapewne nowa polityczna linia Kijowa, która prowokując Polaków kultem UPA, wywróciła jednocześnie stolik dotychczasowych, dobrych wzajemnych relacji.
W efekcie, w Polsce wzrosły, bo wzrosnąć pewnie musiały, antyukraińskie nastroje, tworzące pokusę i dobre polityczne podglebie do tego typu awantur. Z drugiej strony, nie bez racji są i ci, którzy zwracają uwagę na krótkowzroczność polityków naszej prawicy, kontestujących dziś publicznie – w imię doraźnych notowań – trudną, ale generalnie odpowiedzialną linię państwa polskiego w sprawie wojny w Ukrainie, od roku 2022 do dziś.
Można wreszcie zastanawiać się, kto bardziej przyłożył do tej awantury rękę: politycy Konfederacji, otoczenie prezydenta, czy politycy PiS?
Pewne jest jednak to, że ta polityczna gra militarnym wsparciem Polski dla Ukrainy, wychodząc z opłotków polskiej polityki na sam jej szczyt, z siłą politycznego huraganu uderzyła w polską rację stanu, osłabiając zarówno polityczne karty Polski w trudnych rozgrywkach wewnątrz NATO i UE, jak i szerzej, ograniczając naszą pozycję lidera stabilności, przewidywalności i bezpieczeństwa w całym regionie.
![Awantura o rakiety. Kto obroni polską rację stanu? [OPINIA]](/wp-content/uploads/2026/07/awantura-orakiety-kto-obroni-polsk-racj-stanu-opinia-a253cac.jpg)
W ten sposób inicjatorzy tej awantury, niezależnie od ich wzniosłych patriotycznych inwokacji, de facto dają polityczny tlen nie tylko naszym wrogom w Moskwie, ale także naszym konkurentom w Kijowie i różnych stolicach Europy, tym siłom politycznym, które niechętnym okiem patrzą dziś na budowaną latami silną pozycję Polski w Europie Środkowej. I chętnie by pozycję tę osłabiły.
Egzamin z politycznej odpowiedzialności. Zwłaszcza trzech polityków
Ten głęboki polityczny kryzys jest, jak zawsze w tego rodzaju przypadkach, poważnym egzaminem. Sprawdzianem z politycznego przywództwa, refleksu, wyobraźni, a przede wszystkim odpowiedzialności. I choć dotyczy to całej właściwie polskiej klasy politycznej, zatrzymanie tej awantury, a może i ograniczenie jej skutków zależą dziś w dużej mierze od trzech polskich polityków.
Zauważmy więc po pierwsze odpowiedzialną i pozytywną rolę, jaką w całej tej awanturze odegrał minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Podejmując trudną decyzję o upublicznieniu polskiej pomocy dla Ukrainy po roku 2022, ograniczył polityczny tlen wszystkim, którzy, spekulując, chcieliby grać tą sprawą nadal.
Co więcej, ograniczył w ten sposób także możliwość rozgrywania tej sprawy na polskiej scenie politycznej z zewnątrz Polski, a także postawił w trudnej prawdzie o gigantycznej skali naszej pomocy dla Ukrainy naszych partnerów z Kijowa czy Berlina.
Jego odpowiedzialnością jest kontynuowanie – pomimo nacisków opozycji i antyukraińskich nastrojów – transatlantyckiej linii polityki polskiej wobec wojny w Ukrainie, z wyraźnym sygnalizowaniem Kijowowi, że warunkiem koniecznym dla powrotu dobrych partnerskich relacji z Polską jest zasadnicza rewizja obecnej polityki ukraińskiej wobec nas.
![Awantura o rakiety. Kto obroni polską rację stanu? [OPINIA]](/wp-content/uploads/2026/07/awantura-orakiety-kto-obroni-polsk-racj-stanu-opinia-969a81d.jpg)
Jeszcze istotniejszą rolę ma w tej sprawie do odegrania prezydent Karol Nawrocki. Od jego politycznych decyzji i komunikatów zależy, czy jego publiczny spór z rządem w tej sprawie uda się uciąć, przywracając warunki do efektywnej współpracy obu pałaców na rzecz przywrócenia akceptowanych przez Polskę relacji z trudnym partnerem, jakim jest dziś Kijów, i utrzymania silnej pozycji Polski w regionie.
To od prezydenta zależy także takie zdyscyplinowanie niektórych jego ministrów, by zamiast na – właściwych politykom opozycji – wycieczkach w polityce krajowej skupili się na pracy dla prezydenta i Polski. Z nadzieją warto odnotować też płynący ze szczytu NATO w Ankarze sygnał o bezpośredniej rozmowie prezydenta Nawrockiego z prezydentem Zełenskim. O tym, co nasze kraje dziś dzieli, ale także co je łączy.
Odnotujmy wreszcie szczególną odpowiedzialność polityczną, jaka spoczywa dziś w tym kontekście na jednym z szefów Konfederacji, Krzysztofie Bosaku. Jest on dziś jednym z ważnych politycznych liderów reprezentujących niepokój czy rozczarowanie znacznej części polskiego społeczeństwa zarówno polityczną linią Kijowa z ostatnich tygodni, jak i szerzej, kolizjami w relacjach i interesach obu naszych państw.
W wyobrażalnej przyszłości ani te kolizje, ani towarzyszące im nastroje nie znikną. Od Krzysztofa Bosaka jego odpowiedzialności i zręczności zależy jednak w jakiejś mierze to, na ile nastroje te zachowają – pomimo wszystko – charakter racjonalny, godzący troskę o polski interes narodowy z politycznym pragmatyzmem i prozachodnią linią polskiej polityki po roku 1989. A na ile staną się politycznym łupem polityków takich jak Grzegorz Braun, który zdaje się kompletnie ignorować egzystencjalne zagrożenie, jakim była i jest dla Polski Rosja.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie