“Doktor Emil”, “atak na rząd” i ofensywa KO. Taki plan na aferę szpitalną ma Tusk
Wcześniej portal Zero opisał sprawę tzw. saloniku VIP, który miał funkcjonować przy Szpitalu Południowym i być dostępnym dla polityków Koalicji Obywatelskiej (portal nie ujawnił nazwisk). Sprawa była bardzo problematyczna dla formacji Donalda Tuska.
Ale teraz – jak przekonują nieoficjalnie sami działacze tej partii – KO “odzyskuje inicjatywę”. I “nadrabia straty”. Polityczne, wizerunkowe.

W dużej mierze – podkreślają w partii – dzięki samemu Donaldowi Tuskowi, ale przede wszystkim europosłowi Bartoszowi Arłukowiczowi. To on jest na pierwszej linii medialnej, jeśli chodzi o odpieranie zarzutów w sprawie afery Szpitala Południowego. – Pozycja i waga Bartka po tym się zwiększyła, miał jaja, żeby to na siebie wziąć. I to jest doceniane, bo nie musiał tego robić – chwali go jeden z rozmówców.
Arłukowicz poszedł na konfrontację i z dziennikarzami, którzy ujawnili aferę, i z politykami PiS, i z dr Jędrzejewskim – nazywanym przez europosła KO “doktorem Emilem”.
Pozostali politycy KO w mediach się nie wychylają, ale wspierają Arłukowicza na portalu społecznościowym X. Pewności siebie nabrali zwłaszcza po tym, gdy wiarygodność “doktora Emila” podważył sam lider KO. “Wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi po próbie przesłuchania go przez prokuraturę wydaje się wątpliwa. Ze względu na wagę zarzutów instytucje do tego powołane sprawdzać będą wszystko do najdrobniejszego szczegółu” – napisał Tusk.
Opozycja tym wpisem była oburzona. Zwracała uwagę, iż ledwie kilka godzin wcześniej premier zapowiedział na konferencji prasowej, iż nie będzie “wyciągał pochopnych wniosków na podstawie audycji w tym czy w innym kanale”.

Na jego osobliwe oświadczenie zwrócili uwagę nawet życzliwi władzy prawnicy. “Premier rządu, który szedł do wyborów z hasłem przywrócenia praworządności, nie powinien wypowiadać się publicznie w sprawie wiarygodności świadka zanim oceni tę wiarygodność sąd. Tego wymaga szacunek dla podziału władz. I fakt, że jego poprzednicy z PiS zachowywali się w takich sytuacjach o wiele gorzej, niczego w tej ocenie nie zmienia” – napisał na X prof. Marcin Matczak.
“To atak na rząd”
Ale to nie zraża polityków KO. Powielają przekaz lidera. – Dr Emil Jędrzejewski pojawił się w prokuraturze bez pełnomocnika, oczekując przesłuchania z pełnomocnikiem, co już samo w sobie pokazuje, że przyszedł do prokuratury, nie chcąc składać zeznań – ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską posłanka KO Marta Golbik, przewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia.

Jak przekonuje, “w obecnych przepisach prawa świadek nie musi mieć pełnomocnika”, a “sprawa jest na tyle poważna, że prokurator ma prawo powiedzieć, że pełnomocnik nie jest mu potrzebny”. – W polskich przepisach prawnych świadek nie ma zapewnionego prawa do pełnomocnika. Dr Emil Jędrzejewski miał obowiązek zeznawać przed prokuraturą – twierdzi przewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia.
Inne zdanie – znów – mają prawnicy. W tym prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati. – Świadek może ustanowić pełnomocnika (art. 87 kpk). To decyzja i wola świadka. Niestety prokurator może odmówić dopuszczenia do udziału w przesłuchaniu pełnomocnika, bo takie są obecnie obowiązujące przepisy. Od oceny wiarygodności zeznań świadka jest sąd, a nie politycy. Również to sąd stwierdza czy ktoś popełnił przestępstwo, a nie politycy – odpowiada adwokat na twierdzenia posłanki Golbik oraz wpis premiera Tuska.
Ale główny przekaz premiera przebił się do elektoratu KO. I jest powielany w partii. Jej liderzy idą dalej: przekonują, że cała “afera” to próba obalenia rządu. – To był polityczny zamach na rząd – stwierdził wprost w TVN24 Bartosz Arłukowicz. Dwie godziny później w Kanale Zero powtórzył przekaz: – To jest prowadzony, medialny, wprost, nieudany atak na rząd, polityczny atak przy pomocy doktora Emila, przy pomocy określonych środowisk politycznych i dziennikarzy – powiedział w rozmowie z Jackiem Prusinowskim.
Bartosz Arłukowicz w mediach powtarza, że celem tej “akcji” jest “dymisja Trzaskowskiego, a może i Tuska”. – Jeżeli sposobem na załatwienie sprawy Jędrzejewskiego jest dymisja Trzaskowskiego i Tuska, to oznacza, że to wprost akcja polityczna – powiedział europoseł KO w Kanale Zero. Wcześniej to samo powiedział w TVN24.

I to też znamienne: europoseł Arłukowicz, podobnie jak inni politycy KO i niektóre media, używa sformułowania: “sprawa Jędrzejewskiego”.
W KO jest przeświadczenie, że po tygodniu głębokiej politycznej defensywy wreszcie partii udało się wejść na drogę do odzyskania inicjatywy. I niezależnie od tego, czy to fakt, czy nie, w formacji rządzącej odzyskują nadzieję, iż afera Szpitala Południowego nie przyklei się do niej na tyle, by wpłynąć na przyszłoroczną kampanię wyborczą. W KO widzą ostatnie sondaże, które nie wskazują, by po aferze KO straciła (na przykład na rzecz PiS-u).
Na korzyść partii są też doniesienia medialne. “Gazeta Wyborcza” ujawnia wysokie zarobki dr. Jędrzejewskiego w czasie, gdy pracował on w Szpitalu Południowym, pisze, iż doktor domagał się od Szpitala Południowego kwot opiewających na setki tysięcy złotych. Z drugiej strony informuje, iż Szpital domaga się od niego zwrotu pół miliona złotych.
Jędrzejewski w tych publikacjach jawi się jako lekarz, któremu zależy na maksymalizowaniu swojego zysku i który nie znosił Dawida Kacprzyka. Z tego też względu, jak pisze “GW”, Jędrzejewski wdał się w konflikt ze szpitalem – w tym w personalny spór z Kacprzykiem.

I to też wykorzystał Donald Tusk, jawiąc się jako arbiter, który “nie chce rozstrzygać sporu między dwoma lekarzami”. Zdaniem premiera nie ma afery, są nieprawidłowości do wyjaśnienia przez odpowiednie organy państwa. Tusk zapowiedział też zmiany w prawie, m.in. w zakresie zarobków lekarzy. Jego wpisy na X funkcjonują jako oficjalny “przekaz dnia” dla partii. I tego KO ma się trzymać.
– W stu procentach zgadzam się z opinią premiera. Nowe prawo pozwoli nam na realny wgląd w zarobki lekarzy – powiedział Wirtualnej Polsce europoseł KO i były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz.
Rozmówca WP z koalicji: – NFZ powinien mieć wgląd w te zarobki. Musi znać wszystkie umowy, które zawierają szpitale. Tak, żeby wszelkie procedury były dotrzymywane. Bo teraz nie ma instytucji w Polsce, która kontrolowałaby, na co szpitale wydają pieniądze.
Poseł KO: – Do szpitali poszła gigantyczna kasa, z którą nie wiadomo, co te szpitale robią. To jest patologia.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnieAdministratorem danych jest Wirtualna Polska Media S.A. Dane przetwarzamy w celu wysyłki newslettera. Masz prawo m.in. do dostępu, poprawienia, usunięcia danych oraz wycofania zgody. [Polityka prywatności]