Długi marsz prezydenta Nawrockiego [OPINIA]
I właśnie w to zwolnione miejsce wchodzi Karol Nawrocki, który – unikając polaryzacji po prawej stronie, wystrzegając się ostrych ataków czy pouczania kogokolwiek – powoli ustawia się w roli jedynego budowniczego porozumienia. To pod jego egidą mogą spróbować się dogadać Konfederacja i PiS, a także – jeśli rzeczywiście zbuduje swoją podmiotowość polityczną – środowisko Mateusza Morawieckiego. Jarosław Kaczyński nie jest w stanie budować jedności po prawej stronie, bo jest już czynnikiem polaryzującym, a prezydent Karol Nawrocki raczej jednoczy tę stronę, niż ją dzieli.
Obecny podział w PiS także gra na jego korzyść, bo dzięki niemu pozycja prezydenta jeszcze się wzmacnia. On w odróżnieniu od wszystkich innych uczestników tej gry, nie jest obciążony ani zanurzony w rządach prawicy; jemu nic nie można zarzucić, ani niczym go obciążyć, bo nie podejmował wówczas żadnych decyzji. Jednym słowem może milczeć, wysyłać sygnały, rozmawiać i… spokojnie czekać na rozwój sytuacji, mając świadomość, że ostatecznie i tak wszyscy muszą zgłosić się do niego, bo bez Pałacu trudno na tym etapie wyobrazić sobie zbudowanie jakiejkolwiek prawicowej koalicji (rządowej, albo koalicyjnej – w zależności od wyniku wyborów).
Siłą Karola Nawrockiego jest także to, że dociera on – tak jak Konfederacja i Korona Polska – do młodszych, odmiennie prawicowych niż PiS, wyborców, a także że niezwykle sprawnie organizuje swój wizerunek – silnego, wysportowanego, otwartego na młodych człowieka. Służy mu także – zastrzegam, że po prawej stronie – ustawienie się w roli głównego przeciwnika obecnej ekipy. Jeśli ktoś może wkładać jej kij w szprychy, przeszkadzać, to nie opozycja, która niewiele jest w stanie zrobić, ale właśnie on.
![Długi marsz prezydenta Nawrockiego [OPINIA]](/wp-content/uploads/2026/08/dugi-marsz-prezydenta-nawrockiego-opinia-7b18ad0.jpg)
Przywództwo na prawicy
To jego miejsce sprawia, że i rząd traktuje go obecnie jako swojego głównego przeciwnika, i buduje wokół niego ostre, zazwyczaj negatywne emocje. Czy szkodzą one prezydentowi? W elektoracie twardych zwolenników obecnej koalicji z całą pewnością, ale Karol Nawrocki nie szuka tam poparcia. Jeśli zaś chodzi o twardy elektorat różnobarwnej prawicy (a także części wyborców niezdecydowanych), to ataki (te słuszne, i te, z którymi trudno się zgodzić) raczej mu pomagają niż szkodzą,bo wyborcy bowiem – i to niezależnie od poglądów – są utwierdzani w myśleniu, że to on jest w istocie głównym liderem opozycji, on jest traktowany jako przeciwnik Donalda Tuska. I to dla tych, którzy nie przepadają za polskim premierem jest niewątpliwa zaleta prezydenta.
To wszystko są jednak tylko rozgrywki wewnętrzne, otwierające drogę do walki o symboliczne przywództwo na prawicy, ale niekoniecznie zwiększające realną władzę prezydenta. Karol Nawrocki zaś, i ani on sam, ani jego współpracownicy tego szczególnie nie ukrywają, chce walczyć o władzę.
A nie o – by posłużyć się złośliwym określeniem – “żyrandol” i splendor. Jasnymi tego sygnałami są nie tylko powracające próby poszerzenia prezydenckich prerogatyw przez praktykę rządzenia, ale i sygnał, że długofalowym celem Nawrockiego będzie zmiana systemu władzy na prezydencki. Owszem – po tym mocnym sygnale – temat znikł, ale możemy być pewni, że nie zniknęło stojące za nim założenie, że Polska potrzebuje zmiany konstytucji i modelu sprawowania rządów. Symbolem zaś tej zmiany ma zostać Karol Nawrocki, który byłby pierwszym prezydentem z nowymi prerogatywami.
Czy jest to możliwe? Nic na to nie wskazuje, bo nawet przy najśmielszych sondażach prawica (straszliwie podzielona, co pozbawia ją premii wyborczej) nie może nawet marzyć o większości konstytucyjnej. Dla samego Karola Nawrockiego nie ma to jednak znaczenia, bo po pierwsze on ma czas, a po drugie – jeśli nie uda się zmienić konstytucji – to może on szukać innych modeli sprawowania władzy. I po pierwszej i po drugiej (jeśli oczywiście ją wygra) kadencji prezydenckiej będzie on przecież człowiekiem stosunkowo młodym, a to oznacza, że będzie mógł stanąć na czele własnego środowiska politycznego, a nawet zawalczyć o fotel premiera. Emerytura polityczna, to spoglądając na model działania Karola Nawrockiego, raczej nie jest coś, na co będzie on chciał się udać.
![Długi marsz prezydenta Nawrockiego [OPINIA]](/wp-content/uploads/2026/08/dugi-marsz-prezydenta-nawrockiego-opinia-fbd8a6d.jpg)
I tak właśnie, jako na przygotowanie do długiego, politycznego marszu, który ma dać Karolowi Nawrockiemu prawdziwą władzę, a nie tylko pierwsze i niezmiernie istotne, ale jednak symboliczne miejsce w systemie rządów, trzeba spoglądać na ten pierwszy rok jego prezydentury. Ujawnia on specyficzne elementy jego myślenia (skupienie na historii i polityce historycznej, silne eksponowanie elementów symbolicznych, o wiele mocniejszy komponent narodowy w myśleniu niż w przypadku klasycznego PiS czy kult siły), ale jest dopiero rozgrzewką. Karol Nawrocki już wielokrotnie pokazywał, że nie zadowala się tym, co już ma, i że wciąż chce iść do przodu.
Prezydentura – moim zdaniem – nie jest jego celem, a raczej narzędziem do tego, czego chce naprawdę. Tym czymś jest zaś twarda władza. I – co do tego już nie należy mieć wątpliwości – Karol Nawrocki zrobi wiele, by móc ją sprawować. A że po drugiej stronie nie ma (na tym etapie) nikogo w jego wieku, kto miałby jego – także związane z urzędem jaki sprawuje – możliwości i zdolności, to walka o miejsce będzie dla niego tym łatwiejsza. Jego czas dopiero się zaczyna.