Dlaczego nie zestrzelono rakiety? Wojsko wyjaśnia
Ppłk Jacek Goryszewski zapewnił w rozmowie z dziennikarzami, że wojsko monitorowało obiekt gdy tylko znalazł się w przestrzeni przygranicznej. Armia cały czas utrzymywała też gotowość do reakcji.
Pocisk “zostałby zestrzelony”. Rzecznik DORSZ: zabrakło sekund
– Musimy kierować się przepisami czasu pokoju, bo taki u nas panuje. Przepisy mówią jasno, procedury mówią jasno, że przed ewentualną neutralizacją konieczna jest identyfikacja tego obiektu, czy to na pewno jest wrogi obiekt i ta neutralizacja musi również odbyć się w jak najbardziej bezpiecznym rejonie – przekazał, pytany dlaczego wojsko nie zdecydowało się na zestrzelenie obiektu.
– Tutaj zabrakło dosłownie można powiedzieć sekund, minut, a ten obiekt zostałby zidentyfikowany i w razie konieczności, jeżeli kontynuowałby lot, zostałby najprawdopodobniej zestrzelony – zapewnił rzecznik DORSZ.
Zaznaczył, że najprawdopodobniej był to rosyjski pocisk Ch-101, ale wciąż trwa badanie znalezionych szczątków.

Jak mówił wojskowy, minionej nocy Rosjanie wystrzelili w kierunku Ukrainy ponad 70 pocisków różnego typu i prawie 300 dronów. Wojsko Polskie monitorowało lot kilkunastu obiektów, które mogły przekroczyć granicę.
Ppłk Goryszewski podkreślił, że zagrażające Polsce obiekty próbowała zestrzelić też ukraińska obrona powietrzna.
