Pokazała, co w tym roku stało się z polskimi malinami. Dwie plagi
– My zawsze mieliśmy dużo malin, dużo osób przychodziło też je zrywać, a w tym roku jest bardzo ciężko. Dużo innych plantacji w okolicy upadło już na dobre – mówi Magdalena.
Wójt Godziszowa Józef Zbytniewski przyznaje, że wielu okolicznych plantatorów już polikwidowało swoje uprawy. A okolica była znana właśnie z malin.
– Są wyjątkowe plantacje, które się utrzymały, wiele jednak zostało zlikwidowanych. A i tak w przypadku malin jakiś dochód przy dobrej plantacji w tym roku może jeszcze być. Wszystkie inne, typu zboża, to już się w ogóle nie opłacają – komentuje Zbytniewski w rozmowie z WP.
Nieopłacalne?
Opłacalność plantacji to temat kontrowersyjny, bo wprawdzie rzeczywiście cena malin w tym roku na skupie jest wyższa, to wszyscy zauważają podstawowy problem: mała liczba owoców. W miejscowym skupie owoców pod koniec ub. tygodnia cena malin była po 16 zł za kilogram. Rok temu było to około 11 zł.
– Cena w tym roku jest wyższa o około 40 proc. niż rok temu. Na wzrost ceny wpłynęła mniejsza liczba owoców. A owoców jest mniej przez warunki pogodowe: przymrozki i susze. Na pewno towaru jest o połowę mniej w porównaniu do ubiegłego roku. Może i mniej roboty, ale i mniejszy zysk – ocenia Grzegorz Król, właściciel skupu.
Potwierdzają to sami plantatorzy.
– Cena trochę wyrównuje straty, ale były sezony, że rwaliśmy jednego dnia 400 kilogramów, a teraz dwa dni temu zerwaliśmy 200, a dzisiaj nawet 100 to nie wiem czy będzie. Wygląda na to, że to końcówka sezonu, ale to był bardzo krótki okres zbiorów – uważa Kazimiera Myszak, właścicielka jednej z plantacji malin.

– Patrząc na to, ile my w to wkładamy, to nie wiem, czy teściowie wyjdą na plus. Trzeba pryskać, nawozić, dbać, żeby chwastów nie było, sprawdzać, czy nie ma insektów. Na okrągło jest jakaś praca – mówi pani Magdalena.
Z rozmów z plantatorami wynika, że niektórzy w tym sezonie próbowali nawadniać swoje pole, np. pobierając wodę do beczek z pobliskiej rzeki. Wskazują, że profesjonalne systemy do nawadniania to zbyt wysoki koszt.
– U nas nie bardzo ktoś nawadnia, bo to są duże koszty. Poza tym jak były te najgorsze upały, to nawadnianie i tak by nic nie pomogło. Słońce było takie, że rośliny przypiekło z góry i nawadnianie w korzeń wtedy nic nie pomoże – podkreśla Magdalena.
– Trzeba stosować odpowiednie środki, przepisowe, unijne i owoce będą dobrze wyglądać. Nawadniać? Musiałbym mieć studnię wykopaną, bo tak to się nie opłaca – komentuje Jan Krzysztoń, kolejny plantator.

A na targu bardzo drogo
Jak sytuacja na plantacjach wpływa na cenę malin dla zwykłych konsumentów? Na targu w Lublinie za mały 250-gramowy koszyczek trzeba zapłacić nawet 15 zł. Ładne, dorodne owoce da się oczywiście kupić taniej, ale trzeba się natrudzić, przeszukując lokalne grupy w mediach społecznościowych i docierając bezpośrednio do plantatorów. U nich maliny można kupić za około 20-30 zł za kilogram.
W ocenie osób znających rynek liczba polskich plantacji malin będzie spadać z roku na rok.
– Tutaj zostały już tylko małe plantacje, takie żeby rodzina mogła sama to oberwać. Młodzi nie wchodzą już w ogóle w maliny, bo ich słońce parzy. Wolą sobie do Hiszpanii pojechać – komentuje Grzegorz Król, właściciel skupu owoców.