08 August, 2026

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

  • Unia inwestuje w szybkie procedury deportacyjne oraz państwa takie jak Libia, Tunezja czy Maroko, aby te zatrzymywały migrantów, zanim wypłyną na Morze Śródziemne.
  • Pomocne w legitymizacji tych działań są sceny, które Europa zobaczyła w ostatnich dniach w Ceucie i Melilli, hiszpańskich eksklawach w Maroku, gdzie tysiące ludzi przełamało zabezpieczenia graniczne.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

  • Ciężar ratowania życia przejęły cywilne organizacje pozarządowe (NGO), takie jak “SOS Humanity”, jednak decyzje polityczne – np. włoskie nakazy płynięcia do bardzo odległych portów na północy kraju – odciągają statki ratunkowe od strefy kryzysu.

Dochodzi czwarta. Z niespokojnego snu wyrywa nas walenie w drzwi kajut. Od razu wiadomo, o co chodzi. Pięć minut i załoga “Humanity 1” jest gotowa do akcji ratunkowej. Kilka kolejnych i motorówki “tango” i “bravo” są już na wodzie.

Płyniemy w głąb nocy. Na horyzoncie olbrzymie słupy ognia. To dwie platformy naftowe niedaleko wybrzeży Libii i Tunezji. Nasz cel jest znacznie bliżej. Nieopodal w wodzie miotają się ludzie.

Trójkę wciągnęliśmy na pokład “tango”, pozostałych wyławia “bravo”. W sumie sześć osób – z Afganistanu, Kurdystanu, Pakistanu i Bangladeszu – które nie pojawią się w masowych statystykach. To statystyki, które Europa znormalizowała, odkąd rozpoczął się kryzys humanitarny na Morzu Śródziemnym. Prawie codziennie odnajdywane są ciała uchodźców.

WIDEORynek pracy ma problem. Polska potrzebuje imigrantów bardziej niż myśli

7 czerwca 2026 r. – około 40 mil morskich na południe od Malty tonie 11 osób. 10 i 11 czerwca – morze wyrzuca ciała w okolicach libijskiego Al-Chums. 12 czerwca – znów wybrzeże Libii, ciała na plaży koło Sabrathy. 14 czerwca 2026 r. – 15 martwych na plaży niedaleko libijskiej Garabulli.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

Morze Śródziemne, niegdyś region tranzytu, obietnica rozwoju, handlu i wymiany kulturowej, dziś stało się sceną nieustających tragedii.

– Szacujemy, że w ciągu 10 lat zginęło tu od 100 do 200 tys. ludzi – mówił niedawno Rosario Valastro, przewodniczący Włoskiego Czerwonego Krzyża. To więcej, niż na wojnie z Rosją poległo ukraińskich żołnierzy.

Cmentarz u brzegów Europy

Początek lipca. Po tygodniu intensywnych treningów i szkoleń “Humanity 1” wypłynął z Sycylii na kolejną misję humanitarną. Skierowaliśmy się na południe, na wody międzynarodowe na północ od libijskiego morza terytorialnego.

Na pokładzie 28 profesjonalistów – ratowników, lekarzy i marynarzy – i dziennikarz. Kilkanaście narodowości – od Włochów, Niemców, Szwajcarów i Hiszpanów, po Argentyńczyków, Kanadyjczyków i Nigeryjczyków. Część z nich zatrudniona jest na kontraktach, inni to wolontariusze. Wszyscy stłamszeni w ciasnej przestrzeni, z ograniczoną prywatnością i rwącym się dostępem do internetu. Rosnące napięcie przed nadchodzącą operacją ratunkową, wspólne życie, w zupełnie odrębnej rzeczywistości.

  • Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
  • Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
  • Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
[1/3] Opuszczanie motorówek na wodę. Początek akcji ratunkowej Źródło zdjęć: © SOS Humanity | Eryk Kryński

Ekipę zgromadziła “SOS Humanity”, niemiecka organizacja non-profit finansowana z dotacji wpłacanych przez jej stronę internetową. “SOS Humanity” od blisko dekady (wcześniej jako część organizacji “SOS Méditerranée”, od 2022 r. niezależnie) prowadzi misje ratunkowe na Morzu Śródziemnym. Według jej przedstawicieli, polityka wspólnoty europejskiej jako całości i poszczególnych państw członkowskich sprawia, że w regionie giną ludzie, którzy zasługują na to, żeby ubiegać się o azyl w Europie.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

Takie podejście jest legitymizowane wskutek obrazów, które docierają do opinii publicznej. Teraz cały kontynent patrzy na sceny w Ceucie i Melilli, hiszpańskich eksklawach, położonych na północy Maroka. W ubiegłym tygodniu przez ich granicę przedostało się w sumie około 70 tys. osób, głównie młodych Marokańczyków. Hiszpańskie władze oskarżają o tę sytuację marokańskie władze, które od wielu lat organizują podobne prowokacje, aby szantażować rząd w Madrycie.

Prawie wszyscy migranci, którzy dostali się do Ceuty, w ciągu zaledwie tygodnia zdążyli zostać zawróceni przez hiszpańskie władze i znajdują się z powrotem w Maroku. W Europie ze zdwojoną siłą powróciła jednak debata o zaostrzaniu kontroli granic, a prawica – której zdecydowanie nie po drodze jest z organizacjami humanitarnymi na Morzu Śródziemnym – domaga się kolejnych drastycznych kroków.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
"Humanity 1" © SOS Humanity | Eryk Kryński
Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
Załogę "Humanity 1" tworzy 28 profesjonalistów różnych specjalności. Pochodzą z kilkunastu krajów © SOS Humanity | Eryk Kryński

We włoskim rządzie wciąż znajduje się Matteo Salvini, który w przeszłości próbował blokować włoskie porty statkom organizacji ratowniczych. Misje humanitarne pozarządowych statków od dłuższego czasu są zresztą obiektem ataków politycznych ze strony włoskiej prawicy.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

“SOS Humanity” podkreśla jednak, że jej działalność nie należy do żadnego nurtu politycznego, a jej misje mają tylko jedno kryterium – ideologią jest ratowanie ludzkiego życia. Jest to obowiązek, który bezpośrednio wynika z międzynarodowych konwencji.

– Każda kolejna śmierć na Morzu Śródziemnym to tragedia, która nie powinna mieć miejsca – mówi Barbara Sartore, koordynatorka zespołu komunikacji na “Humanity 1”. Barbara od lat związana jest z sektorem humanitarnym na południu Europy. Pochodzi z Włoch, ale dziś mieszka w Szwajcarii.

Wcześniej pracowała jako szefowa komunikacji w międzynarodowej organizacji współtworzonej przez UNHCR, Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża i World Food Programme. Działała też w innej organizacji ratunkowej na Morzu Śródziemnym, a od stycznia jest w “SOS Humanity”.

– Te śmierci wcale nie są nieuniknione. Wynikają z konkretnych decyzji, które podejmują europejscy politycy. A my, jako organizacja, codziennie jesteśmy świadkami ich konsekwencji – opowiada.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatuBezimienne groby z pomarańczowej ziemi

Od ponad dekady europejska polityka migracyjna systematycznie skręca w prawo. Włochy, Grecja, Malta czy Hiszpania ograniczają swoją działalność ratunkową na Morzu Śródziemnym, jednocześnie inwestują w państwa z Afryki Północnej, aby powstrzymywały migrantów przed ucieczką.

Podobne trendy widać również w polityce unijnego establishmentu. W kwietniu 2024 r. Parlament Europejski przyjął nowy Pakt o Migracji i Azylu, a większość przepisów zaczęła być stosowana w praktyce przez państwa UE po zakończeniu okresu wdrażania w czerwcu roku 2026.

To przede wszystkim inwestycje w europejskie granice i szybkie procedury deportacyjne. W Polsce debata publiczna skoncentrowała się na relokacjach, ale w wielu państwach Europy pakt migracyjny to symbol nowych restrykcji i antyimigracyjnego skrętu liderów UE. Cudzoziemcy, którzy chcieliby ubiegać się o azyl w Europie, zazwyczaj nie mają takiej możliwości, chyba że spróbują przedostać się na jej terytorium.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

– Ludzie, którzy potrzebują ochrony międzynarodowej, zostali pozbawieni bezpiecznych sposobów na jej uzyskanie, a ograniczenie działalności poszukiwawczej i ratowniczej na morzu sprawia, że szlak staje się jeszcze bardziej niebezpieczny – podkreśla Barbara.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
Działająca w Ceucie organizacja pozarządowa Luna Blanca i Czerwony Krzyż wydają posiłki migrantom, którzy przybyli do Ceuty w czasie masowego napływu ludności z Maroka. 3 sierpnia 2026 r. © East News | Iván Zambrano / Europa Press

Tortury, przemoc seksualna i praca niewolnicza

Podczas żeglugi łatwo uświadomić sobie pewnego rodzaju kuriozalność tego przedsięwzięcia. Niewielki, 61-metrowy “Humanity 1” z międzynarodową załogą płynie na południe, w miejsce, w którym z góry wiadomo, że napotka ludzi uciekających z Libii. Utrwalone przez ostatnią dekadę procesy migracyjne sprawiają, że inny scenariusz wydaje się prawie niemożliwy.

Centralna część Morza Śródziemnego – wody pomiędzy wybrzeżami Libii, Tunezji i Włoch – to najbardziej aktywny szlak migracyjny do Europy. Wojna, przemoc, głód, prześladowanie i inne kryzysy od lat zmuszają ludzi z Bliskiego Wschodu, Azji Południowej i Afryki Subsaharyjskiej do opuszczenia swoich domów. Część z nich po długiej podróży trafia ostatecznie na północ Afryki – nie zawsze planując nawet przeprawę do Europy (niektórzy szukają po prostu schronienia lub pracy).

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

W państwach takich jak Libia czy Tunezja osoby o innym kolorze skóry, mówiące w obcym języku czy zwyczajnie w inny sposób wyróżniające się swoim wyglądem, spotykają się z dalszą przemocą i prześladowaniem.

Tortury, łapanki, przemoc seksualna i praca niewolnicza – to wszystko znajduje się w międzynarodowych analizach i raportach. Dochodzi do tego w wielu miejscach. Zaledwie kilka tygodni temu Międzynarodowy Trybunał Karny rozpoczął proces w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości, do których miało dojść w libijskich ośrodkach detencji, do których zwożeni są cudzoziemcy.

Dla uchodźców, którzy znaleźli się w Libii, powrót na południe przez Saharę to niemal pewna śmierć. Ostatnią nadzieją wielu pozostaje perspektywa przeprawy na północ, w stronę Europy. Ich desperację wykorzystują przemytnicy: biorą pieniądze, wsadzają do rozsypujących się łódek i wysyłają na Morze Śródziemne. Ich pokłady są prawie zawsze przepełnione, zazwyczaj brakuje kamizelek ratunkowych, a w każdej chwili może dojść do tragedii.

Wiele osób ginie też w trakcie przeprawy. Niektórzy umierają na skutek obrażeń. Inni, stłamszeni pod pokładem, duszą się zatruci oparami paliwa. Większość z nich to młodzi mężczyźni, ale giną też kobiety i dzieci, czasem całe rodziny, które w desperacji próbują odnaleźć bezpieczeństwo w Europie. Ich ciała wraz z ocalałymi docierają niekiedy na włoską Lampedusę. W 2025 r., podczas pracy w sektorze humanitarnym na tej wyspie, byłem świadkiem dziesiątek takich przypadków.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
Barbara Sartore: "Nikt nie powinien umierać, szukając schronienia" © SOS Humanity | Jasmin Rossi
Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
3 września 2015 r. Czołówki dzienników na całym świecie pokazują ciało 3-letniego Syryjczyka, Alana Kurdiego, które zostało wyrzucone na brzeg Turcji. Chłopczyk, jego brat i matka utonęli w czasie przeprawy do Grecji. Zdjęcia wywołują wstrząs. Rozpoczyna się dyskusja o tym, jak rozwiązać kryzys humanitarny. Po jedenastu latach kryzys jedynie przybrał na sile © Domena publiczna

“Ratowanie życia nie jest opcjonalne”

Od 2014 r. państwa UE stopniowo ograniczają operacje ratunkowe na Morzu Śródziemnym. Lukę próbuje wypełnić “SOS Humanity” wraz z kilkunastoma innymi organizacjami tego typu, które zapuszczają się w rejony morza kompletnie porzucone już przez jednostki rządowe.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

Obecnie “SOS Humanity” ma dwa statki ratownicze – “Humanity 1”, który pod obecną nazwą pływa od 2022 r., i “Humanity 2”, który dołączył pod koniec czerwca i niedługo rozpocznie pierwszą misję.

“Humanity 1” operuje w rytmie około półtoramiesięcznych rotacji, w ramach których odbywają zazwyczaj dwie operacje ratunkowe. Na koniec każdy statek wraca do swojego portu macierzystego w Syrakuzach, a załoga wymienia się z nowym zespołem. I tak przez cały rok, zazwyczaj koło siedmiu razy.

Niekiedy na pokładzie znajduje się dziennikarz. Z uwagi na moją wcześniejszą pracę na Lampedusie oraz znajomość tematyki migracji i spraw humanitarnych, “SOS Humanity” zaproponowało mi udział w patrolu. Misja, którą opisuję to 27 rotacja “Humanity 1”.

Załoga jest gotowa na najgorsze możliwe scenariusze: intensywne operacje ratunkowe z dziesiątkami ludzi w wodzie, pilne ewakuacje ciężko rannych, wreszcie wyławianie dryfujących ciał. Wielu uczestników misji to weterani, którzy odbyli dziesiątki akcji. Dla nich te sytuacje stają się brutalną normalnością.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

Przez ostatnie cztery lata “Humanity 1” uratował ponad 5 tys. osób, w tym około 1400 nieletnich.

– Ratowanie życia nie jest opcjonalne, nie jest czymś “miłym” albo po prostu moralnym. To obowiązek wynikający z prawa międzynarodowego. Nikt nie powinien umierać, szukając schronienia – mówi Barbara.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
Ćwiczenia podejmowania ludzi z wody © SOS Humanity | Eryk Kryński

Włoski rząd kontra organizacje humanitarne

– Są tacy, którzy nie chcą pomagać bliźnim, i tacy, którzy decydują się nie podejmować decyzji. Migranci, którzy zginęli na Morzu Śródziemnym, to zarówno ofiary decyzji podjętych, jak i tych działań, których brakowało – mówił na początku lipca papież Leon XIV podczas wizyty na włoskiej wyspie Lampedusie, najdalej wysuniętym na południe punkcie UE w tym regionie.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

Włoski rząd nie tylko ograniczył swoje własne operacje ratunkowe, ale utrudnia je również organizacjom takim jak “SOS Humanity”. Według prawa międzynarodowego uratowanych na morzu ludzi należy odstawić do najbliższego bezpiecznego portu. Z uwagi na naruszenia praw człowieka w Libii organizacje humanitarne uznają, że muszą to być porty włoskie lub maltańskie.

W styczniu 2023 r. rząd Giorgii Meloni wprowadził dekret, który w praktyce uniemożliwia organizacjom odstawianie ludzi w najbliższym bezpiecznym porcie. Zamiast tego zawsze przypisuje im porty na północy kraju, w miastach, do których podróż zajmuje wiele dni. Władze argumentują, że ułatwia to proces dystrybucji uratowanych ludzi do różnych ośrodków detencji, choć i tak organizowany jest on w przypadku osób uratowanych przez włoską straż przybrzeżną.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
Wachty obserwacyjne są całodobowe © SOS Humanity | Eryk Kryński

W praktyce nowe prawo oznacza, że po każdej udanej akcji ratunkowej statki organizacji humanitarnych muszą natychmiast opuścić region, w którym nadal mogą znajdować się ludzie potrzebujący pomocy. Następnie muszą udać się bezpośrednio do wyznaczonego portu, a jakakolwiek zmiana kursu grozi karą w postaci grzywny lub zatrzymania statku.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

– Statki ratownicze są usuwane z obszaru, na którym dochodzi do sytuacji kryzysowych, co uderza w i tak już ograniczone możliwości poszukiwawczo-ratownicze – mówi Barbara. – Systematyczne wyznaczanie odległych portów przez rząd włoski stało się jednym z ulubionych sposobów na utrzymywanie nas z dala od środkowej części Morza Śródziemnego.

Według “SOS Humanity” włoskie władze świadomie ograniczają czas, który organizacja spędza w obszarze na południe od Lampedusy, czyli w miejscu, gdzie dochodzi do akcji ratunkowych.

– Praktyka ta niepotrzebnie wydłuża czas, przez który ocaleni, zazwyczaj wyczerpani, ranni lub w szoku, muszą pozostawać na pokładzie – mówi Barbara.

Od stycznia 2023 r. “Humanity 1” otrzymał pozwolenie na odstawienie ludzi w porcie na Sycylii tylko raz. Statek spędził około 150 dni na podróży do odległych portów, łącznie pokonując około 32 tys. mil morskich. To tak, jakby półtora raza odbył podróż dookoła świata.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu

– To zmarnowany czas, paliwo i inne zasoby, które można było wykorzystać na ratowanie ludzkiego życia – podkreśla Barbara.

  • Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
  • Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
  • Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
  • Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
[1/4] Wywrócony statek z migrantami u wybrzeży Libii Źródło zdjęć: © Włoska Marynarka Wojenna

Azyl we Włoszech. Kto zostanie w Europie?

Większość osób, którym uda się przedostać przez Morze Śródziemne, próbuje ubiegać się o ochronę międzynarodową. Odstawienie uratowanych we włoskim porcie i rozpoczęcie procedury azylowej nie oznacza, że ci ludzie automatycznie otrzymują pozwolenie na pobyt w Europie. Każdy musi przejść przez indywidualny proces.

Unia Europejska przez dekady stosowała te zasady, uznając, że umożliwiają one rzetelną ocenę tego, czy dana osoba rzeczywiście zasługuje na otrzymanie azylu. Miały być obietnicą sprawiedliwego procesu, który zapewniłby ochronę dla tych, którzy zostali zmuszeni do ucieczki przed przemocą.

Jak dokładnie wyglądają te zasady? W każdym państwie szczegóły są inne, ale zawsze kluczowe są dwa międzynarodowe akty prawne. Konwencja genewska chroni osoby uciekające przed prześladowaniem, a unijna “ochrona uzupełniająca” zapewnia azyl osobom z państw ogarniętych przez konflikty zbrojne lub tym, którym po powrocie do kraju pochodzenia groziłyby tortury lub bezprawna egzekucja.

Międzynarodowe prawo dotyczące ochrony uchodźców jest wąskie i niezwykle precyzyjne. W praktyce azyl otrzymują tak naprawdę tylko osoby po najcięższych przejściach, które są w stanie udowodnić, że doświadczyły ciężkiej przemocy. Mimo to Europa inwestuje olbrzymie pieniądze w to, aby upewnić się, że ludzie ci nie dotrą na jej terytorium – i tym samym nie będą mogli ubiegać się o ochronę.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatuPiekło w raju. Bohater, który dla Malty jest terrorystą

Strzały na morzu

Z perspektywy załogi “Humanity 1” jednym z głównych zagrożeń dla życia migrantów jest kooperacja pomiędzy UE i Włochami a Libią. Komisja Europejska współpracuje z libijskimi władzami, które powiązane są z bojówkami, których różne odłamy funkcjonują teoretycznie jako paramilitarna straż przybrzeżna. Frontex (unijna agencja zajmująca się granicami zewnętrznymi) przekazuje im informacje, szkoli ich funkcjonariuszy oraz finansuje im sprzęt.

To te bojówki przechwytują łodzie z migrantami i ściągają ich z powrotem do libijskich obozów detencji. Zdarza się, że wypływają poza libijskie wody terytorialne i strzelają w stronę pływających po wodach międzynarodowych statków pozarządowych organizacji humanitarnych. Wśród załogi “Humanity 1” znajdują się ratownicy, którzy uczestniczyli w misjach, podczas których doszło do ataków ze strony Libijczyków.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
Migranci próbujący wyciągnąć dziecko z wody © Getty Images | Aris Messinis

Podobne metody zastraszania są normą. Podczas naszej podróży na południe pojawił się jeden z libijskich patroli. Przez radio otrzymaliśmy komunikat, że mamy natychmiast zawrócić na północ. Posłuchaliśmy, aby nie prowokować niebezpiecznej sytuacji, pomimo że znajdowaliśmy się na wodach międzynarodowych, gdzie libijskie władze nie mają prawa wydawać nikomu poleceń.

Od 2017 r. Unia Europejska przeznaczyła co najmniej 500 milionów euro na rzecz współpracy z Libią w kwestiach związanych z migracjami. System ten zdaje się sugerować następujące pytanie: Czy Europa jest skłonna zaryzykować kolejne ciało na libijskim brzegu, aby upewnić się, że na brzegu włoskim nie pojawi się nowy wniosek o azyl?

– Wskazywanie odległych portów nie poprawia koordynacji ani bezpieczeństwa. Opóźnia pomoc humanitarną, bez powodu zwiększa koszty operacyjne i utrudnia statkom ratowniczym odnalezienie osób, które mogą pilnie potrzebować pomocy – mówi Barbara. – Zamiast wzmacniać działania poszukiwawczo-ratownicze na morzu, kraje europejskie nadal utrudniają pracę organizacjom ratującym życie.

Niemowlę na Morzu Śródziemnym

Po krótkiej interakcji z libijskim patrolem udaliśmy się kilkanaście mil morskich na północ, aby potem obrać kurs na zachód i kontynuować poszukiwania. Atmosfera na statku gęstnieje, gdy tylko docieramy w region, w którym można spodziewać się migrantów. Niektórzy śpią w ubraniach, gotowi do zrywu i natychmiastowego działania.

Cały dzień z najwyższego punktu statku członkowie załogi na zmianę wpatrują się w horyzont przez lornetkę. Jeśli ktoś dostrzeże łódź, załoga błyskawicznie opuszcza na wodę motorówki, które przeprowadzą akcję ratunkową. Dzienny grafik wypatrywania tym razem nie przyniósł rezultatów. Łódź napotkaliśmy nocą.

Alarm koło czwartej rano. “Bravo” i “tango” na wodzie. Krzyki docierające z mroku.

Uratowano sześciu ludzi – nastolatka i pięciu mężczyzn. Dotarli tu z Afganistanu, Kurdystanu, Bangladeszu i Pakistanu. Gdy wróciliśmy na statek, na niebie zaczynał rysować się właśnie wschód słońca, a my zawróciliśmy na północ.

Lekarze ze statku szczegółowo przebadali uratowanych chłopaków. Na szczęście wszyscy byli we względnie dobrym stanie, więc nie musieliśmy wzywać europejskich helikopterów ratunkowych, które w najpilniejszych przypadkach organizują ewakuacje medyczne.

Cmentarzysko na Morzu Śródziemnym. Europa woli nie widzieć dramatu
Jeden z uratowanych migrantów ogląda mecz Francja-Maroko © SOS Humanity | Eryk Kryński

Rząd włoski przypisał nam port w Bari, do którego podróż zajęła cztery doby. Na ciałach chłopaków wyciągniętych z wody widziałem rany po torturach, których doznali w Libii. Jeden z nich codziennie chciał grać z nami w Ludo (gra planszowa). Ze względu na barierę językową na migi próbowaliśmy opowiadać sobie o swoich krajach, wymachując palcami przy wielkiej mapie świata zawieszonej przy łazienkach na rufie statku. Któregoś wieczoru, gdy pozwolił nam na to ograniczony internet, udało nam się obejrzeć mecz Francja-Maroko.

12 lipca dopłynęliśmy do Bari. Sześciu uratowanych trafiło do ośrodka detencji, a “Humanity 1” po krótkim postoju znów wyszedł w morze. 17 lipca, gdy byłem już w Polsce, statek odnalazł na morzu kolejne 12 osób. Wśród nich była kobieta z Somalii, która dwa dni wcześniej urodziła dziecko. Pierwsze dni swojego życia niemowlę spędziło na Morzu Śródziemnym. Nie było pierwsze i nie będzie ostatnie, gdy Europa odwraca wzrok.

PREMIUM Zapisz się na newsletter!

Zapisz mnie

Podobne artykuły