Ofiary oszustów z TikToka. “Polska to raj” – tak influencerzy nabijają w butelkę Kolumbijczyków
– Myślałam, że napisała do mnie z przymrużeniem oka. A okazało się, że naoglądała się filmików na TikToku i była przekonana, że znalazłam raj – opowiada Luciana. – Zdumiała mnie, bo przecież w środowisku migracji jest sporo dyskusji o tym, że procedury wizowe w Polsce są o wiele trudniejsze niż jeszcze dwa, trzy lata temu.
WIDEOKryzys na rynku pracy. Czeka nas emigracja zarobkowa
Na filmach, które podsyła Luciana, występuje młody mężczyzna, zatrudniony najpewniej w jednym z zakładów spożywczych. Nagrywa krótkie rolki na TikToka, w których opowiada o Polsce, pracy i zarobkach. Na niektórych namawia rodaków, by wyruszyli za pracą nad Wisłę.
“Jeśli potrzeba, pomogę. Bezpieczeństwo gwarantowane. Wystarczy, że napiszecie do mnie maila” – mówi na jednym z nagrań.
– Ostatnio nastąpił wysyp takich pseudoinfluencerów, głównie Kolumbijczyków, którzy nagrywają filmiki z Polski i oferują “pomoc” w znalezieniu pracy – podkreśla Luciana. – Problem polega na tym, że “pomoc” jest odpłatna, praca nielegalna, bo to, co opowiadają, to zwykłe brednie. Żerują na najbardziej zdesperowanych rodakach, którzy łykają takie kłamstwa.
Lawinowy wzrost przyjazdów
Pracownicy z Ameryki Południowej, rekrutowani do pracy w Polsce, pochodzą głównie z Kolumbii. Dziś to obywatele właśnie tego kraju są u nas jedną z największych grup taniej siły roboczej.
Powodów ich napływu jest wiele: zła sytuacja gospodarcza kraju, 9-procentowe bezrobocie, ale też możliwość pracy za lepsze pieniądze w Europie w kraju o podobnej kulturze. W ubiegłym roku w Polsce wydano im ponad 37,7 tys. pozwoleń na pracę (w 2021 roku zaledwie 244). Według statystyk ZUS, 16 tys. z nich pracuje na podstawie umowy zlecenia lub umowy agencyjnej. Na tzw. śmieciówkach proponowane są im minimalne stawki godzinowe, często ok. 25 zł na godzinę.

W mikroskali problem widać na Warmii i Mazurach. Od stycznia do maja tego roku SG sprawdzała legalność zatrudnienia cudzoziemców na terenie województwa. Kontrolą zostało objętych 1,4 tys. obcokrajowców, z czego 460 pracowało niezgodnie z przepisami. Aż 60 proc. z nich stanowili właśnie Kolumbijczycy.
Z danych MRPiPS wynika, że odsetek podmiotów zatrudniających przynajmniej jednego cudzoziemca z Ameryki Południowej wzrósł z 2,7 proc. w 2022 roku do 15 proc. w 2026 roku. Ale równocześnie rośnie liczba odmów wydania zezwoleń na pracę: w 2022 roku odmowy wydane obywatelom Ameryki Łacińskiej stanowiły 0,9 proc. ogółu wydanych odmów, a w pierwszym kwartale tego roku – już 27,6 proc.
Nie masz pracy? Segreguj butelki
Ferney to szczupły, około 30-letni mężczyzna. Na profilowym zdjęciu na Facebooku pozuje w ciemnych okularach z puszką energetyka. Dookoła szyi spory tatuaż. Wrzuca kilka rolek dziennie.
Zwykle to frazesy (“Dziś obiecuję sobie, że nigdy nie porzucę swoich marzeń, nawet gdy droga stanie się trudna, a krytyka będzie próbowała stłumić moją motywację”), niekiedy filmy z podróży w Polsce, a czasem posty z codziennego życia.
Obserwuje go pięć tysięcy osób, głównie Kolumbijczycy. Obraz naszego kraju, który sprzedaje w mediach społecznościowych, mógłby zaskoczyć niejednego Polaka.
Zdjęcie z Dworca Centralnego w Warszawie i podpis: “Tutaj zaczynają się marzenia wielu ludzi”.
Wieczorna fotografia Warszawy, na drugim planie Pałac Kultury: “Wielu myśli, że przybyłem tutaj dzięki szczęściu. Ja wiem, że to były modlitwy mojej mamy, które towarzyszyły mi na każdej granicy.”

Obrazek z centrum Wrocławia: “Znaliśmy ulice, występki i półświatek. Mieliśmy okazje do popełnienia zła, ale postanowiliśmy pracować na rzecz naszych marzeń. W tym tkwi różnica”.
Problem w tym, że Ferney z influencera stał się pseudorekruterem. Stworzył grupę na WhatsAppie, na której publikuje ogólnodostępne oferty z fabryk w Częstochowie, Opalenicy czy Strzelcach Opolskich.
“Mam wolne stanowiska, zostaw mi wiadomość, a pomogę Ci w 100 proc. w procesie prawnym” – reklamuje swoje usługi (bilety lotnicze, kontakt z agencją zatrudnienia w Polsce, rezerwację hoteli).
Na jednym z filmików pokazuje, jak odbiera rodaków z lotniska. Uśmiechnięci wsiadają do samochodu i ruszają do rzekomego zakładu pracy.
Często jego opowieściom o pracy w Polsce towarzyszą górnolotne hasła:
“Pracuj w Polsce. Przyszłość zaczyna się tutaj”, “Tutaj będziesz mógł wydawać pieniądze, nie patrząc na cenę”, “Czy wiesz, że Polska ma jeden z najwyższych wskaźników integracji zawodowej migrantów w Europie Środkowej?”
W czerwcu publikuje swoje zdjęcie, na którym trzyma worki ze śmieciami. Obok napisy “Segreguj, zarabiaj” oraz “Mały wysiłek, duże zarobki”. Gdy ludzie w komentarzach wytykają mu manipulację, broni się, że to był żart.
“Nie daj się agencjom, przyjedź sam”
Takich jak Ferney jest więcej.
Yerson, 286 tys. obserwujących. Opowiada o zaletach życia w Polsce. Na jednym z filmów pokazuje, jak łatwo zarobić 10 tys. zł miesięcznie i odlicza pieniądze przed kamerą. Jego niezorientowany rodak nie będzie wiedział, że w ręku ma niemal wyłącznie banknoty o nominale 10 zł. Razem 480 zł.
Elian, 10 tys. obserwujących. Lubi pozować z szybkimi samochodami, słynie z humorystycznych wpisów, gdzie na ulicach nagrywa Polaków (m.in. świadków Jehowy), często bez ich wiedzy. Swoim odbiorcom oferuje pracę i sugeruje, by wjechali jako turyści. Zapomina wspomnieć, że to nielegalne.
Manuel, 6 tys. obserwujących. Udziela porad, jak najłatwiej znaleźć pracę w Polsce. Jego zdaniem wystarczy kupić lot jako turysta, a potem wejść na stronę OLX z ofertami pracy. O dokumentach legalizujących pobyt nie wspomina.
Oscar, 11 tys. followersów. Powtarza: “Nie daj się nabrać agencjom w Polsce, przyjedź sam”. A przy okazji oferuje pomoc przy załatwianiu formalności.
– Za każdym razem ten sam scenariusz: każdy influencer staje się rekruterem. Najpierw zdobywają zaufanie głupimi filmikami o życiu w Polsce, a potem zaczynają sprowadzać ludzi. Prawdziwym celem jest oszukanie rodaków – podkreśla Carlos, aktywista z Ameryki Łacińskiej, który od lat mieszka w Polsce i pomaga ofiarom oszustów z tamtego regionu świata.

– Nie tylko zachęcają do podróżowania do Polski, ale promują również nielegalne zatrudnienie. Sprzedają bilety lotnicze, obiecują nieistniejące miejsca pracy i wysyłają ludzi do nieistniejących fabryk. Niekiedy mówią, że mogą również załatwić pozwolenie na pracę. Szczególnie rażące są ich filmy zatytułowane “Przyjechałem kilka dni temu i już pracuję, choć nie mam wymaganych dokumentów”.
Zdaniem Carlosa w ostatnich latach branża pośrednictwa pracy przeszła wielką zmianę. O ile kilka lat temu prym w oszustwach wiodły agencje pośrednictwa z Polski, o tyle po zaostrzeniu przepisów przez resort pracy największą grupę ściągających nielegalnie migrantów z Ameryki Łacińskiej stanowią rekruterzy lub osoby podszywające się pod pośredników pracy z Kolumbii. Często pracują w Polsce na czarno, a działalność prowadzą po godzinach w mediach społecznościowych.
W czerwcu opisaliśmy w WP przypadek firmy Rio Group Business Holding SAS i należącej do niej agencji turystycznej Colombia Global Work Agency. Prezesem obu jest biznesmen Andres Jaramillo, który próbuje sił w polityce. Jaramillo także jest aktywny na TikToku i Instagramie.
Opowiada o rynku pracy w Polsce i zapewnia m.in., że jego firma jest “jedyną w Ameryce Łacińskiej agencją upoważnioną do rekrutacji personelu do Polski, jedyną posiadającą zezwolenie polskiego Ministerstwa Pracy”. To nieprawda, bo Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie wydaje żadnych zezwoleń, certyfikatów czy zaświadczeń dla żadnych agencji.
Ponadto polska odnoga spółki Rio Grupo Empresarial POL, prowadzona w Gdańsku przez rodzeństwo biznesmena-polityka, została w styczniu wykreślona z rejestru agencji zatrudnienia (KRAZ) z powodu problemów z ZUS-em.
Mimo to wielu ludzi dało się zwieść obietnicom – grupa oszukanych na Facebooku ma już ponad 1900 członków. Z rozmów z nimi wyłania się podobny scenariusz. Proces rekrutacji rozpoczynał się od wpłaty za “profil pracownika”, a potem firma pobierała kolejne: za lot, zakwaterowanie i “proces załatwienia pozwolenia na pracę”.

Tylko pomaga rodakom
Kolumbijscy influencerzy, którzy rekrutują rodaków, działają bardzo podobnie, choć na mniejszą skalę. Dlatego skontaktowaliśmy się z Ferneyem, który na grupach na WhatsAppie oferuje pracę rodakom.
– Publikuję tylko oferty, które znajduję w sieci. Nie oferuję pracy, a jedynie pomoc w jej znalezieniu. Wyjaśniam, jakie warunki muszą spełnić, żeby przyjechać do Polski – uciął Kolumbijczyk. Zaprzeczył, by zachęcał rodaków do przyjazdu na podstawie ruchu bezwizowego, choć w jego mediach społecznościowych znaleźliśmy kilka takich komentarzy.
Z naszych informacji wynika, że tacy jak on oczekują 400-600 zł za “pomoc przy pośrednictwie” od każdej osoby.
Tyle że polskie prawo jest jednoznaczne: agencje zatrudnienia i rekruterzy nie mogą pobierać od kandydatów opłat za znalezienie im pracy, za pośrednictwo ani po prostu za “załatwienie im stanowiska”.

– Nie może być tak, że przychodzi osoba bezrobotna – wszystko jedno, czy to jest osoba w Kolumbii [próbująca znaleźć pracę za pośrednictwem agencji pośredniczącej w wyjazdach do Polski – red.], czy osoba w Polsce, która przychodzi do agencji zatrudnienia i słyszy:
“Znajdę panu, pani pracę, ale trzeba mi zapłacić kwotę X”. To jest nielegalne. Pośrednictwo pracy dla osób bezrobotnych i poszukujących pracy jest bezpłatne – tłumaczyła WP Ewa Flaszyńska, dyrektorka Departamentu Rynku Pracy w MRPiPS.
Jeśli rekruter oszukuje obcokrajowca (np. obiecuje legalne dokumenty, bezpieczne warunki, a na miejscu oferuje pracę “na czarno”), podlega karze grzywny od 6 do 50 tys. zł. A jeśli rekrutacja służy wyłudzeniu pieniędzy (np. opłat rekrutacyjnych, zaliczek na przejazd) lub pozyskaniu darmowego pracownika, sprawcy grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
“Naiwnych jest sporo”
– Fałszywy obraz życia w Polsce prezentowany w mediach społecznościowych sprawia, że coraz więcej osób daje się zwieść obietnicom łatwego i przyjemnego życia – podkreśla aktywista Carlos. – Nikt nie ostrzega przed konsekwencjami nielegalnej pracy: przed brakiem ubezpieczenia zdrowotnego, warunkami życia w hotelach robotniczych czy kontrolami SG w fabrykach i w konsekwencji deportacją.
Zapytaliśmy Straż Graniczną, czy dostrzegła już praktyki influencerów-rekruterów na polskim rynku i podjęła kroki w celu przeciwdziałania oszustwom.
– Funkcjonariusze podejmują czynności mające na celu identyfikowanie ofiar handlu ludźmi. Prowadzą działania ukierunkowane na ujawnianie i ściganie sprawców tego przestępstwa, a także osób i podmiotów powiązanych z tym procederem – odpowiada Anna Sobieska-Tekiel, rzeczniczka prasowa komendy głównej SG.
Luciana: – Nie wiem, jak potoczyła się historia mojej znajomej. Po tamtej rozmowie nasz kontakt się urwał. Ale wiem, że takich naiwnych, jak ona, jest sporo. Sytuacja w Kolumbii jest coraz gorsza, bezrobocie rośnie, a najbardziej wykluczone na rynku pracy są osoby, które nie mają wykształcenia, niekiedy nawet nie potrafią czytać. To łatwe ofiary oszustów z TikToka.
PREMIUM Zapisz się na newsletter!
Zapisz mnie