Bomba koło Antonowa w Lipsku. Niemcy ujawniają, jak ją znaleźli
W piątek w Bundestagu członek komisji spraw wewnętrznych Detlef Seif (CDU/CSU) podał kilka szczegółów w sprawie incydentu. – Kierowca autobusu (autobusu lotniskowego – red.) kopnął drona, gdy maszyna nisko leciała. Następnie dron rozbił się – powiedział Seif.
– Czyn kierowcy autobusu był bardzo śmiały i odważny, ale też bardzo niebezpieczny. Możliwe, że jego interwencja zapobiegła planowanemu atakowi – dodał.

Niebezpieczna ingerencja w ruch lotniczy
Po incydencie dron został zabezpieczony przez funkcjonariuszy niemieckiej policji federalnej. Do jego zbadania wykorzystano robota pirotechnicznego. Służby usunęły z urządzenia zapalnik.
Śledztwo w sprawie przejęła Federalna Prokuratura Generalna w Karlsruhe, która zajmuje się m.in. sprawami dotyczącymi terroryzmu i szpiegostwa.

Postępowanie prowadzone jest pod kątem podejrzenia próby doprowadzenia do eksplozji materiałów wybuchowych oraz niebezpiecznej ingerencji w ruch lotniczy. Dalsze czynności śledcze prowadzi też Federalny Urząd Kryminalny (BKA).
Według Federalnej Prokuratury Generalnej w Karlsruhe istnieją wystarczające przesłanki wskazujące na to, że ktoś próbował doprowadzić za pomocą drona do eksplozji na terenie lotniska. Prokuratura określiła zdarzenie jako “poważny atak na infrastrukturę transportową i logistyczną Niemiec”.

Co wykryto przy dronie w Lipsku?
Podczas badania ładunku śledczy wykryli materiał wybuchowy Semtex. Jak wynika z informacji cytowanych przez niemieckie media, podczas prześwietlenia drona znaleziono również zapalnik. Miał on jednak być uszkodzony, dlatego nie doszło do eksplozji.
Federalna Prokuratura podkreśla, że czyn mógł zagrozić bezpieczeństwu wewnętrznemu i zewnętrznemu Niemiec. Śledczy ustalają obecnie, kto odpowiada za umieszczenie drona i ładunku wybuchowego na terenie lotniska oraz jaki był cel działania.