Bezlitosna pułapka Kremla. Tak Rosja oszukuje cudzoziemców
Migranci otrzymują wezwanie do urzędu migracyjnego, komisariatu policji albo centrum obsługi cudzoziemców. Przy tym oficjalny powód jest zupełnie prozaiczny – uzupełnienie dokumentów, przedłużenie pobytu, rejestracja miejsca zamieszkania lub wyjaśnienie formalności. Na miejscu dostają plik dokumentów do podpisania. Często są one sporządzone wyłącznie po rosyjsku, bez tłumacza i bez czasu na dokładne zapoznanie się z ich treścią. Dopiero później okazuje się, że jednym z podpisanych formularzy był kontrakt z rosyjską armią.
Nie jest to przypadek. Od 2023 r. rosyjskie władze stopniowo zmieniały przepisy dotyczące obywatelstwa, pobytu cudzoziemców i służby wojskowej. Podpisanie kontraktu z armią stało się jedną z najkrótszych dróg do uzyskania rosyjskiego paszportu, a jednocześnie pojawiły się regulacje ułatwiające odbieranie obywatelstwa osobom, które po jego otrzymaniu uchylają się od obowiązku służby wojskowej.

Równocześnie nasiliły się kontrole prowadzone przez policję i służby migracyjne w miejscach pracy oraz centrach obsługi cudzoziemców. Oficjalnie miały one porządkować kwestie pobytowe, faktycznie często kończyły się przedstawieniem oferty podpisania kontraktu z Ministerstwem Obrony. W efekcie zachęty finansowe coraz częściej ustępowały miejsca rozwiązaniom wykorzystującym zależność migrantów od rosyjskiej administracji oraz ich niepewny status prawny.
Sformalizowane oszustwa
O podobnych przypadkach od miesięcy informują organizacje broniące praw migrantów oraz niezależne rosyjskie media. Szczególnie często pojawia się moskiewskie centrum migracyjne Sacharowo. To właśnie tam cudzoziemcom załatwiającym sprawy pobytowe proponowano podpisanie kontraktów wojskowych, przedstawiając je jako drogę do szybszego uzyskania obywatelstwa, zalegalizowania pobytu lub rozwiązania problemów z dokumentami. W części przypadków migranci twierdzili, że nie mieli świadomości, jaki dokument podpisują. Inni relacjonowali, że odmowa mogła oznaczać deportację albo utratę prawa do pracy.
Najczęściej ofiarami takich działań stawali się obywatele Tadżykistanu, Uzbekistanu i Kirgistanu. To właśnie oni stanowią jedną z największych grup pracowników migrujących w Rosji. Ich zależność od decyzji urzędników oraz słaba znajomość języka rosyjskiego sprawiają, że znacznie trudniej im bronić swoich praw.
Podobny model zaczął obejmować również obywateli państw afrykańskich. Rosyjskie media niezależne opisywały przypadki studentów i pracowników, którzy podpisywali dokumenty przygotowane wyłącznie po rosyjsku, przekonani, że dotyczą formalności związanych z pobytem lub zatrudnieniem. Zamiast kontynuować naukę lub pracę, trafiali do jednostek wojskowych, a po krótkim szkoleniu byli wysyłani na front.

Jeszcze ciekawsze są przypadki obywateli Bangladeszu, Indii i Nepalu. Wielu z nich przyjechało do Rosji po otrzymaniu ofert pracy jako kucharze, magazynierzy czy pracownicy budowlani. Po przekroczeniu granicy okazywało się jednak, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Część podpisała dokumenty, których nie rozumiała, inni twierdzą, że zostali do tego nakłonieni pod pretekstem załatwienia formalności. Zamiast do zakładów pracy trafiali do ośrodków szkoleniowych armii, a stamtąd bezpośrednio na front w Ukrainie.
Jawność działań
Rosyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych samo dostarcza dane pokazujące skalę procederu. W 2024 r. kilka tysięcy cudzoziemców otrzymało rosyjskie obywatelstwo po podpisaniu kontraktu z armią. Nie oznacza to oczywiście, że wszyscy zostali do tego zmuszeni. Wielu świadomie wybrało taką drogę, licząc na wyższe zarobki lub możliwość pozostania w Rosji. Problem polega na tym, że obok legalnej rekrutacji coraz częściej pojawiają się dobrze udokumentowane przypadki, kiedy obcokrajowcy są wprost oszukiwani.
Z perspektywy Kremla jest to rozwiązanie bardzo wygodne. Pozwala uzupełniać straty bez ogłaszania kolejnej fali powszechnej mobilizacji, która mogłaby ponownie wywołać niepokój w największych rosyjskich miastach. Ciężar wojny przenoszony jest na ludzi, którzy nie mają politycznego znaczenia, słabo orientują się w rosyjskim systemie prawnym i często nie dysponują środkami, by dochodzić swoich praw. W ten sposób lista źródeł, z których armia rosyjska czerpie nowych żołnierzy, stale się wydłuża.
Po więźniach, mieszkańcach najbiedniejszych regionów i nowych obywatelach przyszła kolej na migrantów oraz cudzoziemców, którzy do Rosji przyjechali wyłącznie po pracę lub wykształcenie, a znaleźli się na wojnie. Jednak i oni prędzej czy później się skończą. Sami Rosjanie mają świadomość, że mobilizacja zbliża się wielkimi krokami.