06 August, 2026

Ukrainie kończą się pociski. Ekspert ostrzega przed katastrofą

Wskazuje na jesień i – przede wszystkim – zimę, gdy Rosjanie znów uderzą w ukraiński system energetyczny. Takie ataki już się zdarzały: rosyjskie pociski niszczyły stacje elektroenergetyczne. W warunkach wojennych oznacza to dla mieszkańców brak prądu i ogrzewania.

Ukrainie kończą się pociski. Ekspert ostrzega przed katastrofą

Rosyjski arsenał pozwala na wystrzeliwanie do 100 pocisków balistycznych miesięcznie – pisze brytyjski dziennik “The Guardian”, powołując się na ukraińskie szacunki.

Ukrainie kończą się pociski. Ekspert ostrzega przed katastrofąPolski ochotnik zginął na Ukrainie. "Jeździł tam, gdzie bały się służby"

Ukraińcy potrzebują pocisków

Obrona powietrzna Ukrainy to dziś zlepek systemów różnych generacji i producentów. Największym problemem są pociski balistyczne, takie jak Iskander: lecą po stromym łuku, wynoszącym je na pułap kilkudziesięciu kilometrów, i spadają na cel z ogromną prędkością. To co innego niż pociski manewrujące, które poruszają się nisko nad ziemią, są wolniejsze i łatwiej je strącić. Spośród posiadanych przez Ukrainę systemów, najlepiej z balistyką (z posiadanych przez Ukrainę broni) radzą sobie Patrioty – a pocisków do nich zaczyna brakować i w Europie, i u głównego dostawcy, czyli w USA.

Ukrainie kończą się pociski. Ekspert ostrzega przed katastrofą

I tu trzeba podkreślić – zestrzelenie pocisku balistycznego to zadanie zupełnie innej klasy niż strącenie drona. Cel spada niemal pionowo, z prędkością kilku kilometrów na sekundę, a czas na reakcję liczy się właśnie w sekundach. Systemów, które sobie z tym radzą, jest na świecie garstka.

– Ukrainę chronią przede wszystkim Patrioty, i to z pociskami PAC-3 MSE, choć i GEM-T mogą sobie z tym w pewnych warunkach poradzić – mówi Wirtualnej Polsce Dawid Kamizela, dziennikarz branżowego portalu Strefa Obrony.

Wyjaśniając: PAC-3 MSE i GEM-T to dwa różne typy pocisków wystrzeliwanych z tej samej wyrzutni. Nowszy trafia w cel bezpośrednio, starszy niszczy go odłamkami.

Ukrainie kończą się pociski. Ekspert ostrzega przed katastrofą Ukrainie kończą się pociski. Ekspert ostrzega przed katastrofąZaskakująca deklaracja Trumpa i Zełenskiego. "Odjazd na księżyc"

O tym, czy dany system w ogóle nadaje się do osłony miasta, decyduje tzw. footprint – obszar, który jest w stanie ochronić. Realnie w grze są dwa: amerykański Patriot i SAMP/T, budowany przez Francuzów i Włochów. Ukraińcy mają na wyposażeniu oba, ale w liczbie, która pozwala osłaniać jedynie wybrane punkty. Bo każda bateria chroni miasto, nie kraj – i dlatego na przykład rozstawienie ich wzdłuż granicy nie wchodzi w grę.

Do zbyt małej liczby wyrzutni dochodzi drugi deficyt – pocisków, którymi można strzelać.

Ukrainie kończą się pociski. Ekspert ostrzega przed katastrofą

A braki w amunicji mają jeszcze jedną konsekwencję, o której nieoficjalnie mówi Wirtualnej Polsce doświadczony oficer przeciwlotnik. Rosjanie, wiedząc o nich, mogą po prostu zwiększyć liczbę ataków pociskami manewrującymi i balistycznymi – bo koszt takiego uderzenia dla nich spada.

Oficer idzie dalej: jego zdaniem nieskuteczność obrony powietrznej może się okazać punktem zwrotnym tej wojny – na niekorzyść Ukrainy. Bo pocisków przechwytujących nie przybywa. Duże zapasy zużyli sami Amerykanie na Bliskim Wschodzie. Pojawiały się wprawdzie informacje, że Ukraina mogłaby włączyć się w ich produkcję, ale – jak ocenia rozmówca WP – trudno uwierzyć, by chodziło o elementy kluczowe: głowice czy systemy naprowadzania.

Problematyczna jest też cena. Jeden pocisk PAC-3 MSE kosztuje kilka milionów dolarów, a jego produkcja trwa miesiącami i jest technologicznie skomplikowana. Dla ukraińskiej gospodarki, obciążonej wydatkami wojennymi, każda taka transza to poważny wydatek – tym bardziej że rosyjskich pocisków balistycznych, sądząc po tempie ostatnich ataków, wciąż nie brakuje.

Ukrainie kończą się pociski. Ekspert ostrzega przed katastrofą

Jest jednak sygnał, który można odczytać na korzyść Ukrainy.

Polscy śledczy ustalili, że pocisk Ch-101, który kilka dni temu spadł na Lubelszczyźnie, wyprodukowano w pierwszym kwartale tego roku. Rosjanie sięgają więc po egzemplarze prosto z linii produkcyjnej – a to może oznaczać, że starsze zapasy, zużywane w pierwszej kolejności, powoli się kończą.

Podobne artykuły