“Systemy nie są gotowe”. Ekspert bije na alarm po incydencie w Lipsku
Do sprawy incydentu w Lipsku odniósł się w rozmowie z Wirtualną Polską płk rez. Piotr Lewandowski. Pytany o to, jak to możliwe, że uzbrojony dron wylądował na płycie lotniska w bezpośrednim sąsiedztwie samolotu, ekspert wskazał, że większość portów nie dysponuje jeszcze ochroną przeciwko dronom.
– Mamy ochronę przed próbą zamachu terrorystycznego typu bomba w bagażu, ostre przedmioty u pasażerów, ewentualnie konstrukcje techniczne zapobiegające staranowaniu przez samochód – wskazał.

Jednocześnie wojskowy stwierdził, że ochrona lotnisk jest możliwa, ale wymaga to “rozbudowanych kilkupoziomowych systemów”. – Po pierwsze, wykrywania, po drugie, systemów niekinetycznych, czyli systemów zakłócających, zbliżonych do wojskowych systemów walki radioelektronicznej. Oprócz tego są sposoby kinetyczne. Od dość klasycznych, czyli broni z siatkami przechwytującymi dla patroli, aż do takich niekonwencjonalnych typu tresowanie ptaków do polowania na drony – powiedział.
Rozmówca WP zastrzegł przy tym, że sprawa nie jest łatwa, bo systemy zakłócające mogą mieć negatywny wpływ na systemy działające na samym lotnisku.
– Tu potrzeba przeorganizowania całego systemu, jeżeli chce się osiągnąć wysoką odporność na tego typu incydenty. W mojej ocenie jednak całkowite zabezpieczenie portów lotniczych przed tego typu atakami jest w zasadzie niemożliwe – ocenił.
Polskie systemy niegotowe na podobne działania
Czy nasz kraj, mimo ponad czterech lat pełnoskalowej wojny w Ukrainie i ataków hybrydowych z Rosji, wyciąga z podobnych sytuacji wnioski? A jeśli tak, to jakie?
W czasie pokoju za ochronę takich obiektów odpowiada Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Wojsko może wspierać, ale nie jest to zasadnicza praca dla armii. Inną kwestią są lotniska wojskowe. Płk rez. Lewandowski przypomniał, że w swoim czasie Ukraińcy zaatakowali bardzo skutecznie rosyjskie lotniska, przywożąc drony w ciężarówkach.
– W mojej ocenie wnioski wyciągnęliśmy, ale nie przełożyło się to na działania praktyczne i dalej nasza infrastruktura krytyczna ma znikome zabezpieczenie przeciwko dronom. Nasze systemy nie są gotowe na takie działania – stwierdził wojskowy.

To była rosyjska akcja sabotażowa? Ekspert o możliwych scenariuszach
Po incydencie w Lipsku oczy świata zwrócone są na Rosję, która nie stroni od śmiałych prowokacji w krajach NATO. Szef MSW Niemiec mówi wprost o hybrydowym scenariuszu zamachu i sugeruje udział obcych mocarstw. Ale czy tylko Rosja miałaby interes w zorganizowaniu akcji sabotażu?
– Możliwości są różne. Niemcy są dość atrakcyjnym krajem do ataków przez fundamentalistów islamskich ze względu na bardzo rozbudowane społeczności. Najbardziej prawdopodobny wydaje się jednak atak rosyjski – uznał ekspert.
Pamiętając o incydencie sprzed dwóch lat, kiedy to na tym samym lotnisku doszło do pożaru paczki DHL, w przestrzeni publicznej ponownie pojawiają się pytania o to, czy mamy do czynienia z systematyczną, skoordynowaną kampanią sabotażu w Niemczech. Płk rez. Lewandowski tymczasem nie dostrzega takiej zależności.
– Był taki moment, kiedy rzeczywiście grupy werbowane przez Rosjan nie tyle atakowały, co zakłócały ruch lotniczy w Europie Zachodniej i była to skoordynowana akcja. Obecnie nie jest to moim zdaniem duża operacja, natomiast tutaj w kwestii przesyłania paczek to jest też element, który jest groźny i łatwiej atakować przy użyciu przesyłanych paczek infrastrukturę lądową niż powietrzną, bo tam jednak paczki podlegają ścisłej kontroli – skwitował.