Polska kupuje latające cysterny. To może być przełom dla armii
Jednocześnie od początku XXI wieku jednym z największych braków pozostawał brak własnych samolotów tankowania powietrznego. Problem ten nie był szczególnie widoczny w czasie pokoju. Polskie myśliwce wykonywały głównie zadania szkoleniowe, a ćwiczenia realizowano przy wsparciu sojuszników. Sytuacja zmieniła się jednak po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej w lutym 2022 r.

Po rozpoczęciu wojny w Ukrainie nad Polską wyznaczono strefy tankowania wykorzystywane przez samoloty NATO. Jedna z nich została ulokowana na północny wschód od Warszawy, druga pomiędzy Krakowem a Tarnowem. To właśnie tam regularnie pojawiają się samoloty tankujące należące do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Holandii oraz innych państw sojuszu.
Dzięki temu myśliwce mogły pozostawać w powietrzu znacznie dłużej, a dowództwo nie musiało organizować częstych zmian patroli, co pozwala na operowanie mniejszą liczbą samolotów. To z kolei nie tylko pozwala oszczędzić czas, paliwo, jakie zostaje spalone na odlocie na lotnisko i powrocie do strefy patrolowania, ale przede wszystkim zmniejsza zużycie maszyn.
Wielozadaniowy kolos
W zasadzie nie było odpowiedniego konkurenta w programie i Polska wybrała Airbusa A330 MRTT. Maszyna została opracowana na bazie cywilnego samolotu pasażerskiego A330 i należy obecnie do najbardziej rozpowszechnionych konstrukcji tego typu na świecie. Korzystają z niej między innymi Australia, Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Arabia Saudyjska, Singapur oraz państwa uczestniczące w wielonarodowym programie MRTT NATO.
W mediach najczęściej podkreśla się możliwość tankowania myśliwców. I faktycznie maszyna może przenieść 111 ton paliwa. Jednak znaczenie MRTT jest znacznie szersze. Równie istotna jest druga funkcja MRTT, czyli transport strategiczny. W ostatnich latach Polska kilkukrotnie prowadziła operacje ewakuacyjne w regionach objętych konfliktami zbrojnymi.
Podczas kryzysu afgańskiego wykorzystywano przede wszystkim samoloty C-130 Hercules oraz C-295M. Maszyny wykonywały loty pomiędzy Kabulem a Uzbekistanem, skąd ewakuowani byli następnie transportowani do Europy przez przewoźników cywilnych. Podobny model zastosowano również podczas ewakuacji obywateli z Izraela.

Rozwiązanie to działało, jednak wymagało zaangażowania wielu podmiotów oraz skomplikowanej organizacji transportu. Konieczne było uzgadnianie lotów z operatorami cywilnymi, zabezpieczanie załóg oraz organizowanie dodatkowego zaplecza logistycznego. MRTT pozwala znaczną część tych działań realizować własnymi siłami.
Samolot może przewozić do 290 pasażerów lub osiem kontenerów z wyposażeniem albo pomocą humanitarną. W razie potrzeby może zostać przystosowany do transportu medycznego. Oznacza to możliwość samodzielnego prowadzenia operacji ewakuacyjnych bez konieczności organizowania wieloetapowego mostu powietrznego.
Stracona szansa sprzed dekady
Historia programu Karkonosze pokazuje, że Polska mogła posiadać takie zdolności już kilka lat temu. W 2012 r. rozpoczęto rozmowy dotyczące wspólnego zakupu i eksploatacji samolotów MRTT przez grupę państw europejskich. Dwa lata później Polska, Holandia i Norwegia zadeklarowały rozpoczęcie negocjacji z Airbusem.
Projekt miał przynieść kilka korzyści. Najważniejszą była redukcja kosztów zakupu oraz eksploatacji. Zamiast budować własną niewielką flotę, uczestnicy programu mieli wspólnie finansować i wykorzystywać większą liczbę samolotów. W kolejnych latach do przedsięwzięcia dołączyły Belgia, Luksemburg, Niemcy, Czechy i następne państwa. Polska ostatecznie nie przystąpiła jednak do programu.

W czasie gdy pozostali uczestnicy finalizowali zamówienia i budowali struktury eksploatacyjne, w Warszawie trwały kolejne analizy, aż w końcu Antoni Macierewicz stwierdził w 2016 r., że latające tankowce nie są ważne, a bardziej istotny będzie zakup samolotów VIP. Pierwsze samoloty wielonarodowej floty weszły do służby w 2020 r. Obecnie jednostka dysponuje kilkoma maszynami operującymi z baz w Holandii i Niemczech.
Oczekiwana decyzja
Sytuacja zmieniła się po rosyjskim ataku na Ukrainę. Wówczas politycy zaczęli rozumieć, że Siły Powietrzne pilnie potrzebują maszyn tej klasy.
Kolejnym czynnikiem jest finansowanie europejskie. Program SAFE promuje rozwój wspólnych zdolności obronnych państw Unii Europejskiej, co naturalnie kieruje uwagę Warszawy w stronę europejskich producentów. W efekcie Airbus znalazł się w pozycji praktycznie pozbawionej konkurencji. Choć i bez SAFE pole było ograniczone jeszcze do Boeinga KC-46. Ten jednak wciąż ma problemy techniczne i nie daje gwarancji wysokiej gotowości bojowej. Pentagon przepala kolejne miliony dolarów, aby samolot spełniał wymagania USAF.
Dużym plusem jest szybka dostawa. Hiszpanie zdecydowali się oddać Polsce miejsce w kolejce po nowe maszyny. Oznacza to pozyskanie zdolności, której brak był odczuwalny od wielu lat i był łatany dzięki sojusznikom. W końcu po niemal dwóch dekadach oczekiwania Polska wreszcie ma szansę zamknąć jedną z najważniejszych luk w wyposażeniu Sił Powietrznych.
Lato wystartowało – a z nim upały, w które trudno uwierzyć, kolejki bez końca i ceny, od których robi się gorąco. Słupek rtęci pobił rekord twojego miasta? Stoisz w korku, który nie ruszył się od godziny? A może upał daje się we znaki tam, gdzie nie powinien – na zatłoczonym SOR-ze, w przegrzanym pociągu, w miejscu bez wody i cienia? To też jest historia. Napisz do nas na dziejesie.wp.pl.